Żywność w sklepach coraz droższa, rolnicy dostają coraz mniej. Z czego wynika ten paradoks?

Rolnicy wpadają w coraz większe tarapaty. Załamanie eksportu spowodowało spadek cen w skupie. Wielu hodowców musi wręcz dokładać do interesu, bo zysk ze sprzedaży kurczaków bywa ujemny. Jednocześnie żywność w sklepach nie tanieje. Jak to możliwe? Rolnicy zaczynają donosić o dramatycznej sytuacji w niektórych branżach – chodzi szczególnie o hodowców świń i kurczaków.

– Ostatnio w skupie zaproponowano mi 2 złote za kilogram kurczaka. Takich cen nie było od 30 lat, przez to nie mam po prostu pieniędzy na kupno paszy i nowych kurcząt – alarmuje nas jeden z rolników za pośrednictwem #dziejesie.
To fakt – dopiero teraz rynek powolutku odbudowuje się po załamaniu z powodu pandemii koronawirusa. Ale dlaczego się załamał? W końcu ludzie podczas kwarantanny wcale nie jedzą mniej, skąd więc te problemy?

„Marzec przyniósł rekordowy poziom produkcji piskląt brojlerowskich w Polsce. Oznacza to, że polskie drobiarstwo rozkręciło produkcyjną machinę w sposób wcześniej niespotykany, po to, aby wpaść na rafę koronawirusa” – czytamy w komentarzu Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz do aktualnej sytuacji rynkowej.

Kurczaków mamy więc po prostu za dużo. Skoro jest ich dużo, powinny być tanie w zakupie – czyli w sklepach kosztować grosze. Tak się jednak nie dzieje. Okazuje się, że na tym rynku sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana.

„W eksporcie, który jest kluczowy dla ceny w Polsce, nadal nie widać przełomu. Ceny w Unii Europejskiej spadają w sposób bezprecedensowy wraz z brakiem popytu na mięso. Nie lepiej jest także na świecie. W USA mięso drobiowe sprzedawane w hurcie jest tańsze niż mięso brazylijskie, które też traci na wartości! Nietrudno zgadnąć, że nie wróży to nam sukcesów na rynkach państw trzecich” – informuje KIPDiP.

Według danych BIG InfoMonitora i BIK w I kwartale 2020 r. (który obejmuje także pierwszy miesiąc epidemii koronawirusa w Polsce) dramatycznie wzrosły długi firm. Najszybciej rosły one w dwóch branżach – transportowej i w rolnictwie.

Polskie rolnictwo i tak nie zostało dotknięte przez pandemię tak boleśnie, jak na przykład amerykańskie. Sytuacja rolnictwa w USA stała się dramatyczna: na ziemi gniją rośliny warte miliardy dolarów, farmerzy wylewają co tydzień 14 milionów litrów mleka. Teraz zaczęli masowo zabijać zwierzęta, z którymi nie mają co zrobić.

Po zamknięciu restauracji i szkół podczas pandemii koronawirusa, ceny i popyt na podstawowe produkty rolne spadły. Rolnikom, którzy w ciągu ostatnich kilku lat przeżyli już wiele trudności finansowych, od wojny handlowej między USA i Chinami, po powodzie, które zniszczyły żniwa, zostało teraz mnóstwo żywności, której nie mogą sprzedać.

Wąskim gardłem amerykańskiego systemu dystrybucji żywności stały się rzeźnie. Kiedy ich pracownicy zaczęli chorować, możliwości przetwórcze się załamały. W Polsce to samo dzieje się z eksportem. Mięso, którego nie można wywieźć za granicę, zatyka system i powoduje spadek cen.

Z tego też powodu ceny dla konsumentów nie spadają – choć teoretycznie powinny. Problemem jest jednak to, że nie powinny też jakoś drastycznie rosnąć. A jednak tak się dzieje. I to jest zagadka, za której rozwikłanie bierze się Ministerstwo Rolnictwa oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Docierają do nas sygnały o rażącym podwyższaniu cen niektórych produktów żywnościowych i artykułów higienicznych. Podjąłem decyzję o powołaniu specjalnego zespołu w urzędzie, który będzie monitorował ceny. Jeśli praktyki zostaną potwierdzone, podejmiemy dalsze działania ograniczające tego typu negatywne zachowania – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Urząd nie wyklucza również interwencji z zakresu nieuczciwego wykorzystania przewagi kontraktowej w sektorze rolno-spożywczym w odniesieniu do małych i średnich firm, których umowy na dostawę produktów mogą nie być respektowane. Zamierza więc zająć się tzw. spekulantami, o których bez ogródek mówi minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

– Nie ma zgody na niczym nieuzasadnione podwyżki cen żywności – zapowiedział minister i zagroził nieuczciwym przedsiębiorcom sankcjami karnymi.

Ale żywność i tak będzie drożeć, niezależnie od zapowiedzi i kar ministra. Przyczyną jest susza, która silnie zaatakowała Polskę. Owszem, w ostatnich dniach pada deszcz, ale brak wody już zdążył wyrządzić plonom potężną krzywdę. Jej prawdziwe rozmiary poznamy za kilka miesięcy.

za Konrad Bagiński/ wp.pl