Zwietrzyli szansę i mają już następcę Sikorskiego

ZychDo­świad­czo­ny po­li­tyk lu­do­wców jest go­to­wy do tego, by za­stą­pić Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go. Józef Zych z PSL był już kie­dyś mar­szał­kiem Sejmu. W roz­mo­wie z Fak­tem przy­zna­je, że wie, jak dobrze kie­ro­wać pra­ca­mi Sejmu. – Tam, gdzie to jest tylko moż­li­we, po­ma­gam i nie będę się od tego uchy­lał – do­da­je.

Fakt: Ostat­nie po­sie­dze­nie Sejmu było bar­dzo burz­li­we. Awan­tu­ry, prze­krzy­ki­wa­nia, kon­sump­cja na sali, wy­zwi­ska i wy­łą­cza­nie mi­kro­fo­nów przez mar­szał­ka Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go. Sejm ucichł do­pie­ro wtedy, gdy wszedł pan na mów­ni­cę. Widać, że cie­szy się pan sza­cun­kiem. Czyli jak trwo­ga, to do pana mar­szał­ka Zycha?

Józef Zych: Bez prze­sa­dy. Były już gorsze czasy. Ja nigdy nie­po­trzeb­nie nie włą­czam się, ale w tym przy­pad­ku uzna­łem, że rze­czy­wi­ście tro­szecz­kę szło to nie w tym kie­run­ku.

W pew­nym mo­men­cie pan mar­sza­łek też nie bar­dzo sobie ra­dził.
Czyli po­sta­no­wił pan pomóc mar­szał­ko­wi?

Po­sta­no­wi­łem po­ka­zać Sej­mo­wi, że do tak waż­nej spra­wy, a gło­so­wa­li­śmy prze­cież zmia­nę kon­sty­tu­cji, trze­ba pod­cho­dzić po­waż­nie. Au­to­ry­tet Sejmu jest dla mnie naj­waż­niej­szy. Wpraw­dzie po­win­no być tak, że jak poseł się wy­głu­pi na po­sie­dze­niu, to się go bie­rze na roz­mo­wę i można go utem­pe­ro­wać! Ale ja ta­kich dzia­łań nie widzę… Je­stem prze­ciw­ni­kiem sy­tu­acji, gdy mar­szał­ko­wie kon­cen­tru­ją się głów­nie na tym, czy wy­stą­pie­nie po­win­no trwać mi­nu­tę, czy pół­to­rej mi­nu­ty. To nie­po­ro­zu­mie­nie i trze­cio­rzęd­ne spra­wy.

Czy jeśli by­ła­by taka po­trze­ba, byłby pan gotów pomóc Sej­mo­wi na ostat­niej pro­stej? Do­pro­wa­dzić go do końca ka­den­cji i ura­to­wać reszt­ki ho­no­ru?

Na razie mar­sza­łek Sejmu wciąż jest na sta­no­wi­sku. Na­to­miast poza tym sta­no­wi­skiem to ja panu po­wiem, za­wsze jak było to po­trzeb­ne, Sej­mo­wi po­ma­ga­łem. Prze­wod­ni­czy­łem dwóm ko­mi­sjom, byłem wi­ce­mar­szał­kiem, dwu­krot­nie mar­szał­kiem. Nawet w tej ka­den­cji nie ma po­sie­dze­nia Sejmu, na któ­rym bym nie miał 3–4 wy­stą­pień. Tam gdzie to jest tylko moż­li­we, po­ma­gam i nie będę się od tego uchy­lał. Chcę jed­nak za­strzec, że nie marzę o byciu mar­szałkiem.

Utem­pe­ro­wa­nie fak­tycz­nie by się przy­da­ło. I je­dzą­cej na sali po­słan­ce Paw­ło­wicz i Ry­fiń­skie­mu, który do Ka­czyń­skie­go krzy­czy „kur­du­plu”?

To na­praw­dę nie ten Sejm co daw­niej. Pa­mię­tam nawet, że w la­tach 90., gdy ko­mór­ki nie były jesz­cze tak po­wszech­ne, kiedy poseł wszedł na salę ple­nar­ną z te­le­fo­nem, od razu zwra­ca­łem mu uwagę i wię­cej tak nie robił. O je­dze­niu nawet nie wspo­mnę. Choć był wpraw­dzie wy­ją­tek. Do­sko­na­le pa­mię­tam, gdy śp. Jacek Kuroń przy­szedł na salę z kawą. Jemu od­pu­ści­łem, bo wie­dzia­łem, że on po­trze­bu­je ko­fe­iny, jest cho­ro­wi­ty i nie ro­bi­łem larum.

Z kul­tu­rą oso­bi­stą jest tak, że pewne rze­czy trze­ba wy­nieść z domu.

To fakt, ale ja na przy­kład roz­ma­wia­łem z mar­szał­kiem Si­kor­skim po jego wy­bo­rze. On mnie o to po­pro­sił. Wska­zy­wa­łem mu, co można po­pra­wić. Po­wie­dzia­łem mu, że mar­sza­łek po­wi­nien być przede wszyst­kim ne­go­cja­to­rem, a nie sta­wać z bi­czem i zwra­cać wszyst­kim uwagę.

Mar­sza­łek Si­kor­ski od po­cząt­ku de­kla­ro­wał, że chce przy­wró­cić god­ność Sej­mo­wi. Stąd też zapał przy spraw­dza­niu wy­dat­ków w ra­mach tzw. ki­lo­me­tró­wek. Ale czy nie jest tak, że jak się kogoś kry­ty­ku­je, to trze­ba być sa­me­mu w po­rząd­ku? Ra­do­sław Si­kor­ski sam dziś jest jed­nym z po­słów spraw­dza­nych przez pro­ku­ra­tu­rę, bo brał pie­nią­dze z Sejmu na pry­wat­ne auto w cza­sie, kiedy przy­słu­gi­wa­ła mu li­mu­zy­na BOR.

To jest istot­ny pro­blem, ale choć ki­lo­me­trów­ki usta­la­ło pre­zy­dium Sejmu, nie zro­bio­no tego do końca sen­sow­nie. Na lo­gi­kę – czy ry­czałt po­wi­nien być taki sam dla posła z War­sza­wy, jak z Zie­lo­nej Góry? Z jed­nej stro­ny trze­ba mieć świa­do­mość, że z tych pie­nię­dzy trze­ba się roz­li­czyć. Ale nigdy nie mó­wio­no, że poseł ma wy­ka­zy­wać ki­lo­me­try od–do. Nawet w za­kła­dach pracy od tego ode­szli. Zga­dzam się, że trze­ba stwo­rzyć me­cha­nizm, który za­pew­niał­by moż­li­wość po­dró­żo­wa­nia po­sło­wi, ale z dru­giej – bez wąt­pie­nia – wy­ma­ga­nie tego trze­ba za­czy­nać od sie­bie. Każdy in­dy­wi­du­al­nie niech się roz­li­cza ze swo­ich grze­chów. Mam jed­nak na­dzie­ję, że wobec po­wsta­łych wąt­pli­wo­ści po­sło­wie będą po­tra­fi­li się obro­nić.

za Fakt