Zgodnie z procedurą (Aspekt Polski nr 208)

Niejednokrotnie zdarza mi się natrafić na artykuły lub audycje w radiu lub telewizji omawiające pewne wydarzenia często niezbyt szczęśliwe, które miały przebiegać, jak to określano, „zgodnie z procedurą”.

Czymże jest owa procedura kształtująca nieraz nasze życie? Procedura to zbiór norm określających jakieś działanie lub postępowanie, ale także: samo działanie lub postępowanie według tak określonych zasad. Można tu jeszcze dodać prawnicze rozumienie tego słowa jako czynności sądu związane z prawną kwalifikacją sprawy, jak na przykład procedura karna.

Przyjmując powyższe określenia zgadzamy się na ogół z tym, że postępowanie według proponowanych procedur w życiu zbiorowym jest w zasadzie pożyteczne i często jest nie tylko zalecane, ale nawet wymagane lub wykonanie pod pewnymi rygorami konieczne.

Co do tego jest zapewne powszechna zgoda, że wszelkie normy nie są w stanie uchwycić wszelkich przejawów życia i dać zalecenia zachowań w każdym możliwym przypadku. I tu mądry prawodawca zalecałby chyba posłużenie się rozumem oraz pewnym doświadczeniem życiowym ułatwiającym decyzję w pewnych szczególnych przypadkach, w których rygorystyczne zastosowanie się do wymagań procedury może prowadzić nawet do bardzo poważnych konsekwencji z utratą życia włącznie.

Podam przykład wydarzenia, które opisywała gazeta. Z autobusu wysiadła dziewczynka, ale nie zdążył tego uczynić jej dziadek. Drzwi zatrzasnęły się i autobus ruszył. Dziewczynka przerażona, że została sama, zaczęła biec za autobusem. Ten – zgodnie z procedurą – zatrzymał się dopiero na następnym przystanku. Odległość znaczna, zwłaszcza dla dziecka. Dobrze, że się nie potknęła, nie upadła, nie rozbiła, i że nikt jej nie najechał. Ale było groźnie i mogło być nieszczęście. Wystarczyło trochę rozsądku i zatrzymanie pojazdu w bezpiecznym miejscu. Drugi trochę podobny przykład. Krańcówka autobusu. Rusza o wyznaczonej porze. Pięć metrów od autobusu dochodzący stary człowiek z laską. Kierowca nie czeka paru sekund, ani nie zatrzymuje pojazdu kilka metrów od przystanku, choć na ulicy pusto, nie ma najmniejszego zagrożenia. Postępowanie zgodne z procedurą, ale czy zgodne z poczuciem człowieczeństwa i odruchu współczucia.

Inny przykład ze sfery tak zwanej służby zdrowia. Do Instytutu Stomatologii zgłasza się starszy pacjent (nie pierwszy raz). Uzgadniał wizytę telefonicznie. Miała być o godzinie 11:45. Był o 11:35. Okazuje się jednak, że w rejestrze gabinetu jest zapisany na godzinę 10:45. Badanie przepada, choć tak naprawdę nie wiadomo przecież kto zawinił. Przyjęcia pacjentów tylko do godziny 12. Było więc jeszcze 25 minut. Można było choćby się spytać, czy jest jakaś pilna sprawa, coś doradzić. Do tego nie potrzeba godziny czasu, lecz trochę empatii, wyjścia naprzeciw drugiemu człowiekowi – zwłaszcza w lecznictwie. To pacjent ceni i tego oczekuje. Jeśli wszystko zamkniemy w sztywne procedury, to życie stanie się piekłem już tu na ziemi. Niedawno prasa donosiła o tragicznym wydarzeniu przed szpitalem, gdy – podobno zgodnie z procedurą – nie udzielono ciężko choremu pomocy i zmarł.

Z podanych przykładów nie należy wyciągać pochopnych wniosków, że procedury są niepotrzebne lub że można je dość swobodnie interpretować lub nie wykonywać według zaleceń. Mam tu na myśli zwłaszcza procedury związane z czekającymi nas głosowaniami-wyborami. Jak mieliśmy okazję tego doświadczyć, niedopilnowanie wykonania ważnych procedur doprowadziło niedawno do kompromitujących błędów i uchybień skutkujących bardzo poważnie na wiarygodności wyników wyborów. Należy więc domagać się, aby procedury były jasne i poprawnie skonstruowane, ale też aby ich właściwe wykonanie nie budziło wątpliwości. Tego przecież wymaga sprawiedliwość, uczciwość i zwykłe poczucie obywatelskie. Nie znaczy to, że mamy w komisjach spotykać marsowe, kamienne twarze i brak pomocy, gdyby była ona potrzebna.

Wszystko zależy od człowieka. Bądźmy nim! Okażmy, że jesteśmy Polakami!

PROF. TADEUSZ GERSTENKORN