„Zawsze służyłam Polsce najlepiej jak umiałam”

226_12Miałam szczęśliwe życie – mówiła o sobie. Żołnierz AK, jedyna wśród cichociemnych kobieta, emisariuszka Komendy Głównej Armii Krajowej, uczestniczka powstania warszawskiego, profesor, działaczka społeczna. To tylko niektóre z ról, jakie pełniła gen. Elżbieta Zawacka „Zo”.

Elżbieta Zawacka urodziła się 19 marca 1909 roku w Toruniu, leżącym wówczas w zaborze pruskim. Ukończyła niemieckie szkoły, a następnie, już w wolnej Polsce, studia matematyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Była nauczycielką, a równocześnie instruktorką Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Podczas wojny obronnej w 1939 r. była żołnierzem Kobiecego Batalionu Pomocniczej Służby Wojskowej we Lwowie.

Działalność w konspiracji zaczęła już w październiku 1939 r. jako żołnierz Służby Zwycięstwu Polsce pod pseudonimem „Zelma”. W 1940 r. rozpoczęła działalność kuriera przy Komendzie Głównej ZWZ (następnie AK) w Warszawie w ramach Wydziału Łączności Zagranicznej Komendy Głównej Armii Krajowej „Zagroda”. Mówiąca biegle po niemiecku ładna blondynka, inteligentna, opanowana i odważna ponad sto razy przekraczała granice wielu państw, przenosząc wiadomości, pieniądze i mikrofilmy, poruszając się ze świetnie podrobionymi dokumentami w wagonach „nur für Deutsche”. Najczęściej pokonywała trasę Warszawa- Berlin. Trudno uwierzyć, że w przerwach między wyjazdami uczyła jeszcze na tajnych kompletach. W 1942 r. omal nie wpadła, a Niemcy wydali za nią list gończy. Aresztowali też siostrę, która trafiła do Ravensbrück. W 1943 r., po wielu perypetiach znalazła się w Londynie, jadąc przez kilka państw: Niemcy, Francję, Andorę, Hiszpanię i Gibraltar. Tak charakteryzował jej pobyt w Anglii Kazimierz Bilski „Rum”: Chciała wiedzieć od razu tak wiele, że posługując się tylko pamięcią, nie byliśmy w stanie zaspokoić jej ciekawości. Wyciągaliśmy więc różne teczki, akta, zapiski. W pokojach panował niezwykły ruch (…) „Zo” z niezmożoną energią egzaminowała całe Biuro. (…) jej odwaga cywilna i sposób postępowania przechodziły wszelkie wyobrażenia. Audiencja u Naczelnego Wodza była właściwie jej monologiem.

W Anglii ukończyła kurs cichociemnych i jako jedyna kobieta została zrzucona do kraju.
Uchodziła za człowieka ostrego i wymagającego od innych, ale najbardziej od samej siebie. Jej oddanie służbie graniczyło z fanatyzmem – charakteryzował ją Jan Nowak-Jeziorański. – Była surowa, poważna, trochę szorstka i bardzo rzeczowa. W czasie rozmowy ani razu nie uśmiechnęła się, nie padło ani jedno słowo natury bardziej osobistej, nic co nie wiązało się ze służbowym tematem. „Zo” nie miała na to czasu. Dopiero na pożegnanie poczułem ciepły, mocny uścisk dłoni i usłyszałem lekkie westchnienie: Daj Boże, żebyście dotarli.

Uczestniczyła w powstaniu warszawskim, a po kapitulacji przedostała się do Krakowa, a stamtąd do Szwajcarii. Po zakończeniu wojny wróciła do kraju, początkowo działała w konspiracji antykomunistycznej, w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość. Ujawniła się w 1946 r. i podjęła pracę Państwowym Urzędzie Wychowania Fizycznego, a następnie jako nauczycielka w szkołach w Łodzi, Toruniu i Olsztynie.

„Normalne” życie nie trwało jednak długo. W 1951 r. została aresztowana i skazana do 10 lat więzienia za szpiegostwo. Spędziła w nim 4 lata, do 1955 r.  Później pracowała jako nauczycielka w Sierpcu i Toruniu, a następnie do obronie pracy doktorskiej na Uniwersytecie Gdańskim, a później na Uniwersytecie w Toruniu. W 1996 r. uzyskała tytuł profesora nadzwyczajnego.

Już w latach 60-tych podjęła działania na rzecz zachowania pamięci o działaniach Armii Krajowej w czasie II wojny światowej. Była członkinią Światowego Związku Armii Krajowej, założyła Fundację Archiwum Po- morskie AK w Toruniu, przemianowaną po jej śmierci na Fundację Generał Elżbiety Zawackiej. W 2006 r. została mianowana na stopień generalski.
Zmarła 10 stycznia 2009 r. w Toruniu.

Żyję już chyba troszkę za długo – mówiła kilka lat przed śmiercią – i czasem już nie chciałoby się żyć, już dosyć. Ale ciągle jeszcze mi się wydaje, że coś zrobię, te dwa zadania muszę jeszcze spełnić, po prostu nie mogę się poddawać. (…) Jeżeli ma się w życiu taki cel, który musi się osiągnąć, wtedy się i chce żyć, i żyje się radośnie. Tak to chyba jest.

I jeszcze raz Kazimierz Bilski: W swej pracy wierzyła w dwie rzeczy: konieczność i słuszność swej pracy oraz w osobiste szczęście. (…) Dziś, gdy piszę o małym fragmencie z jej jakże pięknego życia, nie jestem pozbawiony przekonania, że siedziałem kiedyś przy wspólnym biurku z jedną z najdzielniejszych Polek. (…) Jedno mogę powiedzieć, poznałem bardzo dokładnie jej pełną poświęcenia pracę dla Polski i jej kochające Kraj serce.

TERESA SZEMERLUK