Zaufanie

206bSą pewne cechy człowieka, które skłonni jesteśmy określić jako pozytywne, a nawet często jako chwalebne. Jedną z takich jest zapewne ZAUFANIE, które jest przecież wiarą lub przeświadczeniem, że można na kimś (czasem na czymś) polegać, zdać się na kogoś (na coś), mieć przekonanie, że nie zawiedzie, nie zdradzi. Ufność to cecha piękna, gdyby nie to, że jeśli nie jest połączona z kontrolującym zdarzenia rozumem, może przynosić nawet niepowetowane szkody.

Zasada ograniczonego zaufania
Uczestnikom kursów nauki jazdy autem przedkłada się do wiadomości i stosowania w praktyce poruszania się środkiem lokomocji tak zwaną zasadę ograniczonego zaufania, która polega na założeniu, że choć należy ufać, iż poruszający się po drogach publicznych znają obowiązujące przepisy i starają się do nich stosować, to jednak zawsze mogą znaleźć się osoby wyłamujące się z tych ważnych reguł lub w zgoła nieoczekiwanym momencie popełnią świadomy lub mimowolny błąd i – nieszczęście gotowe. Mając to na względzie należy zawsze zachować czujność, uwzględniać wszelkie okoliczności i postępować rozsądnie, biorąc pod uwagę możliwość zaistnienia błędu. Nikt nigdy nie jest zwalniany od posługiwania się rozumem, życiowym doświadczeniem, które uczy, że ludzie popełniają nieraz kardynalne błędy lub nawet wykroczenia.

Tę praktyczną zasadę ograniczonego zaufania powinno się przenieść na dowolną dziedzinę życia. Wielu ludzi zbyt łatwo ufa swoim pobratymcom, narażając się często nawet na poważne straty materialne, a także o charakterze ambicjonalnym. Rozliczne media (prasa, Internet) donosiły niedawno o bezgranicznym zaufaniu wuja do swej siostrzenicy, który pożyczył znaczną sumę pieniędzy (trzon swych życiowych oszczędności) bez żadnego pokwitowania, a ta beztrosko wyparła się wszystkiego. Głośno było w gazetach o nabieraniu starszych ludzi metodą „na wnuczka”, a ostatnio nawet „na policjanta”. Zaufanie nie może iść w parze z naiwnością i brakiem rozsądku.

Dobroć serca musi być sterowana rozumem
Żyjemy w tak zwanym katolickim kraju, a pełno jest w nim wszelkiego rodzaju naciągaczy, blagierów, ludzi całkowicie nieuczciwych. Zastanawiam się, czy sprawiedliwe jest oferowanie przez Internet z poczty „firmy religijnej” skorzystania z konferencji, na której ludzie o zasobnych w grube miliony kontach będą instruować, jak dobrze ustawić się ekonomicznie w życiu. Oferta na paru stronach przedstawia zalety wykładowców i wagę proponowanych tematów, ale dopiero na dalekim końcu podaje, że można z niej skorzystać po wpłaceniu kilkuset złotych (nawet 2 tysiące) i należy się spieszyć, bo może zabraknąć miejsc. Narzuca się od razu pytanie: dlaczego ci bogaci panowie nie mogą swym ziomkom i religijnym współwyznawcom bezpłatnie udostępnić swych (cennych podobno) usług, a ewentualne koszty organizacyjne wziąć na siebie.

Z przerażeniem patrzę na sukcesy, jakie odnoszą wśród publiki modni, lubiani przez media politycy, którzy bez żenady obiecują pospólstwu złote góry, zapewniają realizację postulatów od nich zupełnie niezależnych, gdy każdy w miarę myślący człowiek jest w stanie zauważyć nierzetelność takiego postępowania. Już od wielu lat przyjęło się w naszym życiu politycznym, że życiorysy kandydatów na funkcje polityczne są objęte zasłoną dymną. Owszem, o trzech, czterech mężach lub żonach celebrytów można się jeszcze dowiedzieć, ale jakim był obywatelem, człowiekiem, członkiem społeczności zbiorowej lub rodzinnej – to już jest owiane tajemnicą. Jak można ufać politykowi, który jest mocno zaangażowany w danej partii, a w odpowiednim dla siebie momencie przeskakuje do partii, którą dopiero co krytykował, ale został podkupiony intratnym stanowiskiem i teraz z kolei rzuca gromy na partię pozostawioną? Pozostaje również pytanie, czy można mieć w pełni także zaufanie do partii, które ten proceder tolerują, bo uznają go za korzystny dla siebie. To zjawisko, tak ostatnio często spotykane, jest warte wyjaśnienia socjologicznie i prawnie, bowiem w niewytłumaczalny dla mnie sposób utrzymują takie osoby (typy?) swe polityczne stanowiska. Czyżby społeczeństwo było tak już niemrawe w myśleniu, że popiera takie „osobistości”, głosując na nie, lub też coś jest nie w porządku z samym systemem politycznym, a w nim ze sposobem liczenia głosów i przekładania ich ilości na mandaty. Jest kilka takich sposobów. Kto wie, który u nas obowiązuje, dlaczego, i jak on wygląda? Wszystko to przeczy tak zwanej transparentności. Słowo to bije ostatnio rekordy popularności. A chodzi po prostu o przejrzystość, jasność działania i zamierzonych celów.

Zaufanie do ludzi – piękna rzecz, ale pod warunkiem, że nie dano sobie ulgi z myśleniem. Na tym tle wygląda mi cudownie mądrość starożytnych zawarta w Księdze Przysłów z Biblii:
Gdy przybywa prawych, ludzie się cieszą.
gdy rządzi bezbożny, lud jęczy.
Człowiek, który kocha mądrość
jest radością swego ojca.
Król umacnia państwo praworządnością,
a niszczy je ten, kto podwyższa podatki. (29, 1-4).

PROF. TADEUSZ GERSTENKORN