Zaskakująca deklaracja Czaputowicza. Szef MSZ nie wyklucza, że Polska będzie odbierać gaz z dotąd zwalczanego przez rząd Nord Stream 2

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz podczas konferencji „Polska w świecie kryzysów” nie wykluczył, że nasz kraj będzie kupować rosyjski gaz z Nord Stream 2. To oznaczałoby absolutną klęskę sztandarowego programu dywersyfikacji źródeł energii realizowanego przez rząd.

 

  • Nieoczekiwana deklaracja szefa MSZ padła podczas wczorajszej debaty „Polska w świecie kryzysów” zorganizowanej przez Fundację im. Stefana Batorego
  • W trakcie dyskusji zapytaliśmy ministra, od kogo Polska będzie kupować gaz, gdy wygaśnie nasza umowa z Gazpromem, a równocześnie nie zostanie ukończona budowa gazociągu Baltic Pipe, łączącego Polskę i Danię
  • Spytaliśmy, czy jeśli w takiej sytuacji dostawę surowca Polsce zaproponują Rosjanie (z dostawą przy granicy niemieckiej), to skorzystamy z oferty?
  • Będziemy kupować najtaniej, być może ze Stanów Zjednoczonych, być może z Niemiec – odparł ku naszemu zaskoczeniu Czaputowicz, wyrażając jednocześnie nadzieję, że do takiego scenariusza nie dojdzie.

Import surowca z USA może odbywać się jedynie przez gazoport, którego moce nie pozwalają na pokrycie całego zapotrzebowania Polski na gaz. Z kolei niemiecka infrastruktura gazociągów pozwala co prawda na import surowca innego niż rosyjski, ale równocześnie struktura sieci jest taka, że w pobliżu granicy z Polską głównym źródłem gazu dla Niemiec jest punkt wejścia gazociągu Nord Stream w Greiswaldzie. Innymi słowy, zapowiadane kupno gazu z Niemiec w istocie oznacza, że Polska odbierałaby gaz ze zwalczanego przez nas do tej pory rurociągu Nord Stream 2.

Wypowiedź szefa dyplomacji potwierdza, że w kołach rządowych istnieje rosnące przekonanie o zagrożonym harmonogramie budowy Baltic Pipe. Zapewnienia Pełnomocnika Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej min. Piotra Naimskiego o tym, że Polska nie będzie zmuszona do przedłużania umów z Gazpromem, mogą okazać się nierealne.

O sprawie mówiło się publicznie już kilka miesięcy temu, gdy dziennikarze portalu Energetyka24 oraz eksperci ds. bezpieczeństwa energetycznego Piotr Maciążek i Jakub Wiech dokonali prowokacji dziennikarskiej i stworzyli na Twitterze postać fikcyjnego eksperta ds. energetyki Piotra Niewiechowicza.

Ten, po nawiązaniu relacji z członkiem zespołu min. Naimskiego, dowiedział się, że harmonogram Baltic Pipe jest zagrożony, a prawdopodobieństwo tego, że gazociąg powstanie na czas, jest nieduże.

Minister Naimski w reakcji na prowokację dziennikarską, zamiast podziękować za ujawnienie braku zabezpieczeń kontrwywiadowczych i spowodować przyśpieszenie prac, ograniczył się do gróźb wobec dziennikarzy.

Tym razem jednak o tym, że rząd liczy się z odbiorem rosyjskiego surowca powiedział nie pracownik zespołu min. Naimskiego, ale… sam szef dyplomacji.

– Sytuacja, w której nie powstaje Baltic Pipe, a Polska pobiera większość potrzebnego gazu z Niemiec, a więc de facto z Nord Stream, byłaby kuriozalna. Na marne poszłyby lata walki władz w Warszawie z kluczowym projektem Gazpromu, tj. Nord Stream 2. Utracilibyśmy wiarygodność i co najważniejsze, wystawili Ukrainę do wiatru, bo rezygnując z odbioru gazu na granicy z tym państwem, przyczynilibyśmy się do skokowego zwiększenia ryzyka, że Moskwa odetnie gaz Kijowowi – mówi Onetowi Piotr Maciążek.

Umowa z Gazpromem wygasa w 2022 r. Jeśli do tego czasu Polska nie będzie miała alternatywnych źródeł gazu, to Rosja raczej nie zgodzi się ma krótkoterminowy kontrakt pomostowy. Zapewne będzie więc mogła zmusić Polskę do podpisania umowy długoterminowej.

Co więcej, nie można wykluczać, że o ile do tej pory Gazprom wymuszał na Warszawie odbieranie gazu po wyższej cenie, niż ta, którą płacił Berlin, to tym razem Rosja może zaproponować Polsce cenę niższą. To oznacza, że nawet gdy Baltic Pipe w końcu powstanie, to przedsiębiorstwa korzystające z dużych ilości gazu będą wolały zaopatrywać się w surowiec rosyjski.

Słowa ministra Czaputowicza brzmią szokująco. Jednocześnie świadczą o skandalu, jakim są opóźnienia projektu Baltic Pipe. Może okazać się, że Polska tak nieprofesjonalnie realizuje program dywersyfikacji źródeł energii, że na końcu i tak będzie kupować gaz od Gazpromu.

O ile jednak trudno winić min. Czaputowicza za istniejący stan rzeczy w zakresie importu gazu, to już odpowiedź na kolejne pytanie dziennikarza Onetu o to, co rząd zamierza zrobić, aby przeciwdziałać spodziewanej dużej podwyżce cen energii już w 2019 r., musi dziwić.

Metodą obniżenia cen energii byłoby odmrożenie puli uprawnień do emisji CO2, którą wycofano z rynku w ramach tzw. backloadingu, wprowadzonego po to, by wzrostem cen przyśpieszyć inwestycje w Odnawialne Źródła Energii.

Aby uprawnienia odmrozić i w ten sposób przeciwdziałać podwyżkom cen, potrzebna jest zgoda Komisji Europejskiej. Tymczasem wiceprzewodniczący KE do ds. zatrudnienia, wzrostu inwestycji i konkurencyjności, a zarazem były premier Finlandii Jyrki Katainen, zapowiedział podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie we wrześniu tego roku bardzo skrupulatne podejście Komisji do wszystkich polskich wniosków do KE.

Minister Czaputowicz pytany przez Onet o to, czy nie jest to cena, którą Polska będzie płacić za spór ws. sądownictwa, odparł jedynie, że KE nie ma prawa łączyć tych spraw. To oczywiście prawda, tyle że dla odbiorców prądu nic to nie zmienia.

za onet.pl