Władysław Trzaska-Korowajczyk, Wszystko na sprzedaż?

205mW ostatnich tygodniach wystąpiło w naszym kraju kilka poważnych napięć, mających podłoże społeczno-gospodarcze, a jako takie również siłą rzeczy musiało wstrząsnąć życiem politycznym. Niewątpliwie te wydarzenia były porażkami rządu i odbiły się na pozycji premier Ewy Kopacz.

Kilka tygodni temu posłowie Platformy Obywatelskiej i wiernego PSL-u usiłowali, w drodze ustawy, w środku nocy, sprywatyzować dobro narodowe, jakim są lasy państwowe. Na szczęście znalazła się większość posłów uczciwych o polskim sercu i ustawa przepadła. PO zapewne znajdzie jakąś furtkę i przepchnie tę złodziejską ustawę w Sejmie, bo zbliżają się wybory i rządzący potrzebują pieniędzy, by utrzymać się przy władzy.

Jak ekipa Platformy Obywatelskiej traktuje własne państwo, przekonaliśmy się nie tak dawno z podsłuchu w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, gdy prezes Narodowego Banku Polskiego profesor Marek Belka dogadywał się z Bartłomiejem Sienkiewiczem ministrem MSW.

Na przełomie 2014/15 byliśmy świadkami i ofiarami kolejnego konfliktu z lekarzami. Nie silę się na ocenę, która strona miała rację, ale czy po prawie ośmiu latach rządów PO można mieć zaufanie do tej ekipy, a tym samym do ministra Bartosza Arłukowicza?

Kolejne spięcie, i to najostrzejsze od lat, to próba likwidacji śląskich kopalń. Ekipa POPSL, tradycyjnie już, w środku nocy konspiracji, uchwaliła ustawę węglową. Śląsk powstał i „pogroził oskardami”. Zagubiony, niekompetentny wiceminister kompletnie pogubił się w swojej roli, w czasie rozmów ze związkami zawodowymi. W sukurs musiała przybyć na Śląsk pani premier Ewa Kopacz. Górnicy na dziś wygrali, ale co się wydarzy jutro, tego nikt nie jest w stanie, poza Platformą Obywatelską, przewidzieć. Wydaje mi się, że los polskich kopalń, a więc dobra narodowego, jest przesądzony. Obym się mylił! A jeszcze w ubiegłym roku Donald Tusk, a trochę później pani Ewa Kopacz, zapewniali, że żadna polska kopalnia nie zostanie zlikwidowana.

Te ostatnie sprawy, wspomniane wyżej, znakomicie wkomponowały się w ciąg wydarzeń od 1989, od momentu tzn. transformacji i terapii szokowej, którą Polakom zafundował Leszek Balcerowicz. W krótkim czasie padała fabryka za fabryką, po „niczyjej” ziemi PGR-ów hasały dzikie zwierzęta. Wielu ekonomistów krytykuje tamte działania Balcerowicza i twierdzi, że ową transformację można było przeprowadzić w inny, nie tak grabieżczy sposób. Balcerowicz doprowadził do sytuacji, w której Polska ma niewiele przemysłu w polskich rękach. Owe plajtujące fabryki za bezcen wyprzedawał w początkach lat dziewięćdziesiątych Janusz Lewandowski. Przykładów dewastacji polskiego przemysłu nie brakuje – choćby Łódź i przemysł włókienniczy, czy polskie stocznie. Co z tego zostało!

W sferze ideowej następuje ateizacja Polaków, depolonizacja prowadząca do wynarodowienia. Służą temu ataki na chrześcijaństwo, zachwaszczanie języka ojczystego, eliminowanie polskiej kultury narodowej, pozbawianie Polaków wiedzy o najnowszej historii Polski, a w sferze gospodarczej, o której była mowa wyżej, doprowadzenie naszego kraju do półkolonialnych uzależnień w ramach Unii Europejskiej. Polska, wyrzucona na daleki margines polityczny i gospodarczy, stała się przedmiotem w światowej żonglerce niejasnych sił.

Nie tak dawno wpadło mi w ręce opracowania poświęcone masonerii. Ostatecznym celem wolnomularzy jest ogólnoświatowe państwo, z jednym ludem, którego pierwszym etapem była Unia Europejska. Te założenia artykułowano w początkach lat dziewięćdziesiątych. W programie była walka z religią i narodowym patriotyzmem oraz nadrzędność unijnych dyrektyw nad narodowym prawem. W praktyce państwa UE podzielono na kategorie A, B, C, z dominującym dyktatem Niemiec. Te masońskie programy jak ulał pasują do naszej obecnej rzeczywistości.

Jak blisko ideologii masońskiej są też klasycy marksistowscy. W liście do Karola Marksa z 1858 r. Engels w sposób pogardliwy wyraża się o Polsce i Polakach jako o narodzie głupim, skorym do bijatyk, bez swojej tożsamości, kultury, nawet języka, bo większość mieszkańców posługuje się innymi językami. Tenże naród musi podporządkować się albo Rosji o wyższej kulturze, albo Niemcom, sam bowiem nie jest zdolny do samodzielnej egzystencji państwowej.

Od 1989 r., a właściwie od 1939 r. Polska zsuwa się po równi pochyłej. Dopóki żyli patrioci wychowani w II Rzeczpospolitej, naród stawiał opór. W roku 2015, nie mając mężów stanu, takich jak Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos, Polacy stają się bezwolną masą, dającą się manipulować na własną zgubę. Rządy wyprzedają wszystko, co w Polsce ma jakąś wartość, dobra tworzone przez wieki przez polski naród są niemal rozdawane obcym. Oby Polacy wreszcie uprzytomnili sobie, że są świadkami prób likwidacji Polski jako samodzielnego organizmu państwowego i wynarodowienia.