Izabela M. Trelińska, W trosce o kulturę

203mz Aldoną Plucińską, artystą plastykiem, etnografem zajmującym się estetyką transkulturową, muzealnikiem, pedagogiem, historykiem sztuki,
nagrodzoną Gloria Artis – zasłużony dla kultury polskiej rozmawia Izabela
Maria Trelińska.

– Rozwijanie zainteresowań jest tak bardzo ważne, czy zauważa się w
społeczeństwie dbałość o rozwijanie pasji twórczych, rozumianych
wielotorowo?
– Współczesny świat, w tym również społeczeństwo polskie, zamknął
się na miłość agape. Zauważamy minimalizację wszystkiego, co wymaga pracy, trudu. Poprzez pracę i związany z nią trud, człowiek kontynuuje dzieło stworzenia. Człowiek pracując, współdziała z Bogiem w tworzeniu świata. Praca przy dziele sztuki w pełni ukazuje relację tego dualizmu.
Społeczeństwu wychowanemu w miłości agape zdecydowanie łatwiej jest rozwijać pasje twórcze – rozumiane wielopłaszczyznowo, ujęte w pionowy i poziomy wymiar kulturowy.

– Jakie pasje nauki i sztuki rozwijała Pani, i jaki to ma wpływ na kształtowanie piękna w młodym pokoleniu?
– Jak już wspomniałam, jestem córką artysty sztuki sakralnej. Mój tata wiedzę artystyczną zdobywał w pracowni malarstwa Tadeusza Łakomskiego z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i jego żony Janiny Muszanki. Opowieści taty małemu dziecku o bohemie artystycznej Krakowa na przestrzeni wieków, jej roli dla kultury polskiej, sprawiły, że nie mogło stać się inaczej: podjęłam naukę w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Łodzi, następnie studia z malarstwa u tegoż samego profesora, co rodzic, a później studia doktoranckie z zakresu historii sztuki w Instytucie Historii Sztuki KUL-u. Wychowanie w miłości, w kulcie do tego co polskie, sprawiło, że w tym samym czasie studiowałam etnografię, naukę o kulturze na Uniwersytecie Łódzkim w Katedrze Etnografii. Wybór etnografii to nie tylko wychowanie w miłości, to również wpływ charakteru pracy mojego taty. Kiedy moi rówieśnicy bawili się w domu, wakacje spędzali na koloniach, ja przebywałam w świątyni, którą tata pokrywał polichromią, poznawałam kulturę miejsca, w której znajdował się kościół. Moimi zabawkami były tuby farb, pędzle, przepróchy, kartony… Kiedy miałam dwanaście lat, tata powierzył mi współpracę przy wykonaniu złoceń drogi krzyżowej w jednym z kościołów. Jako piętnastolatka wykonałam projekt, kartony i same witraże do jednej z kaplic. Przykładów byłoby jeszcze bardzo dużo. Mój tata zawsze powtarzał, żebym uczyła się od największych mistrzów pędzla. Ta ciągła analiza ich kompozycji prowadzona jest przeze mnie po dzień dzisiejszy (uśmiech). Pamiętam, że kiedy byłam chora, jako dziecko, pierwszym antybiotykiem, jaki otrzymywałam, był album z dziełami mistrzów; wychowałam w domu, w którym na śniadanie podawano Piero della Francescę, a na obiad Caravaggia. Niemały wpływ na moje pasje miało miejsce, w którym się urodziłam i wychowywałam. Są to dwie krainy geograficzne, historyczne: Wielkopolska i Mazowsze, z całym balastem kulturotwórczym. Moi rodzice byli – są aniołami służącymi mojej osobie. Przekazali mi w formie piękna historię, literaturę naszej ojczyzny. Jako kilkuletnie dziecko wraz z siostrą i kuzynostwem pisaliśmy sztuki, reżyserowaliśmy, wykonywaliśmy kostiumy, a widownią była cała rodzina. To zaowocowało później, w liceum, wykonaniem dyplomu, który przedstawił scenografię dla Teatru Podziałów. Mówiłabym tak długo o swojej pasji do malarstwa, którym się zajmuję… Prace moje znajdują się w kolekcjach prywatnych w różnych zakątkach globu: i w Nowym Jorku, i na dalekiej Okinawie. Do sztuki sakralnej – nie tylko w wymiarze badawczym – ale praktycznym, prac konserwatorskich, pasji do twórczości Norwida, twórczości dramaturgicznej Stanisława Wyspiańskiego, malarstwa Adama Chmielowskiego, Aleksandra Gierymskiego, Józefa Chełmońskiego, Leona Wyczółkowskiego, Juliana Fałata… Moją pasją jest miłość. Zostałam z niej poczęta, zrodzona, wychowana dla Boga i Ojczyzny. Przykładem tutaj niech będą książki, które napisałam: „Polskie świętowanie”, „Polskie zwyczaje rodzinne”, jestem współautorką podręcznika dla szkół nt. regionalizmu. A dziedzictwo rodowe zobowiązuje. Na moim polu herbowym przedstawiony jest krzyż, u którego stóp spoczywa półksiężyc: tylko tyle i aż tyle! Moje pasje rodzą się z miłości, tworzone są w miłości i dla miłości. Te Jedynej, której życzę wszystkim czytelnikom, by mogli dzięki Niej odkryć w sobie pasje, nawet te najmniejsze, które pozwalają zrozumieć nas samych i zbliżyć się do Twórcy piękna.

– Kondycja obecna muzeum, dalekosiężne plany i możliwości?
– Muzeum, nazwa pochodzi od słowa greckiego: muza. „Muzeum” u starożytnych Greków oznaczało dosłownie: „świątynie muz”. Były to instytucje, w
których nie prezentowano sztuk plastycznych, tylko sztuki wyzwolone.
Sztuki plastyczne uważane były za rzemiosło. „Muzeum jest instytucją
trwałą, nieobliczoną na zysk, pozostającą w służbie społeczeństwa i jego
rozwoju, otwartą dla publiczności, mającą za zadanie gromadzenie,
konserwowanie, badanie, rozpowszechnianie i wystawianie materialnych
świadectw dotyczących człowieka i jego otoczenia, a to dla studiowania,
edukacji i przyjemności”– to definicja przyjęta przez Międzynarodową Radę Muzeów. Z tą definicją powinni zapoznać się wszyscy ci, którzy
odpowiadają za politykę kulturową kraju. Weźmy np. rok 2014 został
ogłoszony w Polsce rokiem Oskara Kolberga, proszę zwrócić uwagę, ile działań w skali kraju zostało podjętych w związku z tym? Co zwyczajny obywatel wie na temat Oskara Kolberga? I na ile dane mu było dowiedzieć się o nim i doświadczyć jego dorobku w obecnym roku? Dowiedział się natomiast w czasie wakacji, że Kanclerz Uniwersytetu Łódzkiego zamierza zamknąć na Wydziale Filozoficzno-Historycznym właśnie etnologię. Pozostawiam rzecz bez komentarza. Człowiek, który nie szanuje własnej osoby, nie będzie szanował drugiego człowieka. Czy można sobie wyobrazić naród bez instytucji, jaką jest muzeum – przestrzeni, w której spotyka się przeszłość z teraźniejszością i przyszłością? Cyprian Kamil Norwid
napisał: „(…) Aniele, ty, który nad śpiącym człowiekiem,/ Jak baszta
obrończa z marmuru białego,/ Jaśniejesz – lub kwiatem liliji, jak
mlekiem,/ Aniele! ty sprawuj nad nami z wysoka!/ Ty mary bolesne porażaj skinieniem,/ Bo biedni my, niknąć dzień po dniu sprzed oka,/ My, ludzie – zaledwie jesteśmy/ w s p o m n i e n i e m”.
Dlatego życzę czytelnikom i sobie, by zagościł w życiu Polaków „anioł
muzealnik”, który będzie służył dziedzictwu, któremu na imię Polska.
Dziękuję.