Tobie Ojczyzno!

316_225_s11Byli elitą polskiego podziemia. Świetnie i wszechstronnie wyszkolonymi żołnierzami, którzy wnieśli w duży wkład w działalność polskiego podziemia. Otrzymali znakomite przygotowanie fizyczne. Byli żołnierzami o głębokiej świadomości swojej misji i twardym morale. Byli specjalistami w konkretnych dziedzinach wojny – potrafili organizować działalność konspiracyjną, prowadzić sabotaż na tyłach wroga, szkolić podziemną armię, dowodzić akcjami bojowymi, zabijać wrogów i denuncjatorów. Prawdziwi komandosi. Trzeba ich przypomnieć i przekazać o nich wiedzę, która – wbrew pozorom – jest w społeczeństwie nikła.

W potocznym rozumieniu funkcjonuje pojęcie „cichociemny”; sam termin sugeruje, że mamy do czynienia z żołnierzem działań skrytych, konspiracyjnych. W polskim doświadczeniu historycznym działalność podziemna budzi podziw i chęć pomocy. Wszystko przez to, że koleje polskich losów pełne są momentów, w których pozbawieni państwowości, albo będąc pod okupacją – musieliśmy organizować swoją walkę o wolność głównie z użyciem inteligencji, odwagi, niezłomności i narodowej wierności ideałom.

Dlatego wiemy, że cichociemny to ktoś godny podziwu i szacunku. Ale gdy pytamy o szczegóły działalności i nazwiska są już większe kłopoty. A przecież żołnierzom „anonimowej wojny” należy się szczególna pamięć, bo jeśli ginęli – to najczęściej zupełnie nieznani, jeśli cierpieli – to dręczeni w sposób szczególnie okrutny. Dlatego chcemy pokazać, że cichociemni byli doskonałymi żołnierzami, odważnymi i dzielnymi. Byli wielkimi narodowymi bohaterami.

Nie wiadomo, kto i kiedy po raz pierwszy nazwał ich cichociemnymi. W pierwszych dokumentach na temat spadochroniarzy, którzy mieli wesprzeć Państwo Podziemne padały określenia: „chomik”, „skoczek”.

Najprawdopodobniej nazwa ukuła się w związku ze sposobem rekrutowania kandydatów. Byli żołnierzami różnych jednostek wojskowych, a znikali z nich po cichu, bez informowania kolegów, bo byli zobowiązani do zachowania tajemnicy. Działali zaś w nocy, po ciemku, więc może stąd stali się cichociemnymi. Możliwe też, że inspiracją do nazwania tak polskich spadochroniarzy było brytyjskie określenie: silent and unseen (cichy i niewidzialny). W oficjalnym dokumencie po raz pierwszy określenie to pojawia się we wrześniu 1941 r. w instrukcji Oddziału VI. Warto dodać, że w kraju nazwa była nieznana, a skaczących do Polski komandosów nazywano „ptaszkami” albo „zrzutkami”.

Cichociemnych było 605. Tylu żołnierzy, spośród 2413, których przyjęto na kurs, ukończyło mordercze szkolenie. Wszyscy byli ochotnikami. Do Polski skoczyło 316. To ich pamięci poświęcamy naszych cykl artykułów. Niektórych chcemy przybliżyć. Ze względu na skąpą ilość miejsca możemy pokazać tylko nielicznych bohaterów. 

Spośród 316 cichociemnych podczas skoku lub w wyniku ran odniesionych podczas zrzutu zginęło 9 żołnierzy, 10 cichociemnych zażyło truciznę po aresztowaniu, 94 zginęło w walce z Niemcami, w tym 18 podczas powstania warszawskiego. 9 żołnierzy zamordowali po wojnie komuniści.

Najstarszy skoczek miał 56 lat (gen. dyw. Tadeusz Kossakowski, pseud. Krystynek, zrzucony w 1944 r.), najmłodszy – 19 (plut. Kazimierz Śliwa, pseud. Strażak 2, zrzucony w 1944 r.). Wśród cichociemnych była jedna kobieta – kpt. Elżbieta Zawacka, pseud. „Zo”, zrzucona w 1943 r.).

20 czerwca 1941 r. gen. Władysław Sikorski ustanowił Znak Spadochronowy, w postaci spadającego do walki orła, który przysługiwał każdemu cichociemnemu. Prawo do Bojowego Znaku Spadochronowego ze złotym dziobem i pazurami mieli ci, którzy wzięli udział w akcji bojowej. Znak zwykły otrzymywali żołnierze, którzy ukończyli szkolenie spadochronowe. Na wewnętrznej stronie znaku widnieje napis „Tobie Ojczyzno”. Od 1944 r. orzeł miał w pazurach wieniec laurowy.

Wojsko Polskie widzi swój powrót w walce, poświęceniu i chwale. Chcemy, by orły naszych sztandarów, zwycięsko spadły na wroga, zanim spoczną na swojej oswobodzonej ziemi – pisał gen. Władysław Sikorski w rozkazie ustanawiającym Znak Spadochronowy.

Każdy z cichociemnych podpisywał deklarację, w której zobowiązywał się pod słowem honoru do zachowania w tajemnicy do końca wojny drogi przerzutu i charakteru działalności. Zobowiązywał się też do nienadużywania alkoholu i nieprowadzenia czynnej akcji politycznej.

Każdy składał przysięgę, która znakomicie oddaje charakter służby: W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny jako żołnierz powołany do służby specjalnej przysięgam, że poświęconego mi sprzętu, poczty i pieniędzy strzec będę nie tylko jako dobra państwowego, ale i jako środków i pieniędzy przeznaczonych dla odzyskania wolności Ojczyzny, a tajemnicy służbowej specjalnej dochowam nawet wobec moich przełożonych i kolegów konspiracji i nie zdradzę jej nikomu, aż do końca wojny. Tak mi Panie Boże dopomóż!

Liczymy, że poprzez cykl artykułów chcemy przypomnieć tych wielkich bohaterów, dla których Ojczyzna była wartością najwyższą, dla której gotowi byli poświęcić życie. Chcemy oddać im hołd, którego odmawiano im przez długie powojenne lata.

Każdemu wydaniu towarzyszyć będzie konkurs dla Czytelników, zachęcamy uważnego czytania naszych tekstów i do udziału w nim, bo nagrodami będą książki poświęcone cichociemnym i najnowszej historii Polski.

IWONA KLIMCZAK