Tam leży Armia…

Mija 75.rocznica zbrodni katyńskiej. Mimo, że wciąż odnajdujemy nowe miejsce kaźni narodu polskiego, to właśnie Katyń stał symbolem męczeństwa narodu polskiego na ziemiach wschodnich.

Na rozkaz Stalina rozstrzelano w kwietniu i maju 1940 r. ponad 20 tysięcy polskich oficerów, policjantów, żandarmów i żołnierzy Korpusu Obrony Pogranicza oraz cywilów: urzędników, przedsiębiorców, ziemian. Po zajęciu przez Sowietów wschodniej części Polski we wrześniu 1939 r., na mocy tajnego paktu z Hitlerem, do niewoli dostało ok. 250 tysięcy Polaków, głównie żołnierzy i funkcjonariuszy. Sowieci od razu oddzielili „panów” od „ludu”. Większość z tych pierwszych zamknięto w trzech obozach: w Kozielsku – ponad 4700 osób, głównie oficerów Wojska Polskiego, w Starobielsku – ok. 3900 oficerów i w Ostaszkowie – ponad 6300 osób – w większości policjantów i funkcjonariuszy KOP, służby więziennej i żandarmerii.

Rozkaz: Rozstrzelać
Więźniowie – formalnie nie mieli statusu jeńców – nie wiedzieli, jaki czeka ich los. Jak wynika z zachowanych szczątków listów, spodziewano się wywózek, przeniesień do innych obozów, a nawet zwolnienia. Początkowo także władze nie miały pomysłu, jak postąpić z Polakami.

Ich los przypieczętowany został w marcu 1940 r. Beria napisał wówczas notatkę, w której ocenił, że polscy oficerowie są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej. Biuro Polityczne zatwierdziło propozycję rozstrzelania 14.700 byłych polskich oficerów, urzędników, policjantów, agentów wywiadu, osadników i służby więziennej oraz 11 tysięcy osób znajdujących się w więzieniach na Ukrainie i Białorusi – członków różnych kontrrewolucyjnych organizacji [np. partii politycznych – IK], byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników i uciekinierów. Więźniów – wg danych sowieckich 97 proc. to Polacy – należało rozstrzelać bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów. Z tej listy ocaleli nieliczni (395 osób), których NKWD uznało za cennych, którzy podjęli współpracę, a także z innych nieznanych powodów.

Mord rozpoczął się 3 kwietnia 1940 r. Z obozu w Kozielsku więźniów przewieziono pociągiem do stacji Gniezdowo pod Smoleńskiem, a stamtąd samochodami do Lasu Katyńskiego, gdzie zamordowano ich strzałem w tył głowy. Zginęło 4410 osób. 3739 więźniów Starobielska zabito w podobny sposób w Charkowie, a ciała zakopano w okolicach Piatichatki. Więźniów Ostaszkowa – 6314, głównie policjantów, zamordowano w Kalininie (dziś Twer), a ciała zakopano w Miednoje. Wiadomo, że zamordowano też 7305 więźniów z więzień na terenie sowieckiej Ukraińskiej i Białoruskiej Republiki – w Kijowie, Charkowie, Chersoniu i Mińsku. Wielu miejsc pochówków i nazwisk ofiar nie znamy do dziś. Wiadomo, że ofiary z Kijowa leżą w Bykowni, gdzie od 1937 r. NKWD grzebała zamordowanych przez siebie ludzi. Nie znamy personaliów rozstrzelanych na Białorusi, nie udało się znaleźć „białoruskiej listy katyńskiej”, podobnej do tej ukraińskiej. Część Polaków leży na pewno w Kuropatach pod Mińskiem, inne miejsca są wciąż nieznane.

Groby, groby…
Nawet w okrutnym wieku XX, wieku masowych zbrodni, komór gazowych, pogromów chrześcijan i okrutnych wojen, zbrodnia katyńska była bezprecedensowa, porażająca okrucieństwem i zimną premedytacją. Była tym straszniejsza, że posłużyła niemal od razu za oręż w walce politycznej, a jej ofiary zamordowano niejako po raz drugi – skazując ich nie tylko na zapomnienie, ale i budując na ich nienazwanych długo grobach okrutne kłamstwo.

Zbrodnię katyńską odkryli w 1943 r., po zajęciu tych terenów, Niemcy. Natychmiast postanowili wykorzystać to propagandowo. Mimo tego faktu trudno wyobrazić sobie inną reakcję emigracyjnych władz polskich niż decyzja o zbadaniu sprawy. W kwietniu 1943 r. do Katynia udała się ekipa Międzynarodowego i Polskiego Czerwonego Krzyża, która przeprowadziła pierwszą ekshumację. Stanęliśmy jak skamieniali. – pisze Kazimierz Skarżyński – Na trawie i mchu leżało wokół nas ok. 400 wykopanych już zwłok, a poza wielkim grobem widzieliśmy zarysy następnych. W poufnym Sprawozdaniu PCK z Katynia czytamy: Na polanie między grobami leżały dotychczas ekshumowane trupy naszych oficerów. Wątpliwości nie podlegało, że mamy do czynienia z egzekucją masową, wykonaną wprawną katowską ręką. (…) Mundury polskie, dekoracje, odznaki i znaczki pułkowe, płaszcze, spodnie i buty były dobrze zachowane, pomimo kontaktu z ziemią i rozkładem w głębi wykopanych głębokich jam znajdowały się dalsze warstwy trupów i sterczały z mocno zbitej ziemi czerepy, nogi, ręce i plecy.

Rzucić prawdę światu
Listy, listy, listy od rodzin – pisał Józef Mackiewicz. – Ogromna większość zachowana jeszcze w stanie możliwym do odczytania. (…) Kto ich nie miał w ręku wydobytych z dołów śmierci, z masy poklejonych trupów, ten może jeszcze dopatrywać się w mordzie katyńskim sprawy, którą można dziś traktować w płaszczyźnie politycznej rozgrywki. Kto je czytał, zaciskając usta i nos chustką, kto wdychał ich słodkawą woń trupią nad zwłokami „kochanego”, do którego były pisane, dla tego nie ma i nie może być względów innych, jak obowiązek rzucenia prawdy w oczy świata.

I Polacy próbowali to robić: nagłośnić, domagać się potępienia, kary dla zbrodniarzy. Czynią to od 75 lat. Sowieci od razu przeszli do ofensywy. Zarzucili Polakom współpracę z Hitlerem i kłamstwo, kolportując tezę o „polskich współpracownikach Hitlera” i twierdząc, że zbrodni dokonali Niemcy w 1941 r. To kłamstwo wmawiano światu i Polakom przez następne kilkadziesiąt lat.

Kłamstwo katyńskie
Kłamstwo katyńskie Sowieci zaczęli już wcześniej, po nawiązaniu stosunków polskoradzieckich i decyzji o utworzeniu Armii Polskiej w ZSRS. Na pytania Polaków o los tysięcy polskich oficerów, odpowiadali, że popełnili z nimi wielki błąd (Mierkułow), że wszyscy zostali zwolnieni, albo że uciekli do Mandżurii.
Co gorsza, w kłamstwo szybko zaczęli się wpisywać zachodni sojusznicy Polski, zainteresowani udziałem ZSRS w wojnie z hitlerowskimi Niemcami, gotowi porzucić polskie sprawy na rzecz militarnego wsparcia. Już pod koniec kwietnia 1943 r. Churchill obiecywał Stalinowi: …energicznie przeciwstawimy się wszelkiemu śledztwu ze strony Międzynarodowego Czerwonego Krzyża lub jakiejkolwiek innej instytucji na każdym terytorium znajdującym się pod władzą Niemców. (…) Pan Eden [minister spraw zagranicznych – IK] spotka się dziś z Sikorskim i wywrze na niego jak największy nacisk, aby odmówił wszelkiego moralnego poparcia jakiemukolwiek śledztwu pod patronatem nazistów. Następnego dnia brytyjski premier relacjonował „dyscyplinującą” rozmowę ministra spraw zagranicznych z gen. Sikorskim.

Wcześniej, 15 kwietnia, tuż po odkryciu grobów katyńskich, gen. Sikorski usłyszał od Churchilla wstrząsający komentarz: Są rzeczy, które, choć wiarygodne, nie nadają się do tego, by mówić o nich publicznie. Churchill dodał, że tak więc, niestety, niemiecka informacja może się potwierdzić. Wiem, do czego są zdolni bolszewicy i jak mogą być okrutni. Wiem o tym wszystkim – dlatego też rozumiem Wasze liczne trudności… Lecz inna polityka jest niemożliwa. Bowiem naszym obowiązkiem jest tak postępować, by uratować postawione przed nami główne cele i efektywnie im służyć. W liście do Edena z końca kwietnia dodawał jeszcze, że nie należy krążyć obsesyjnie wokół mogił sprzed trzech lat pod Smoleńskiem. Brytyjski sojusznik, który bez skrupułów zdradził Polskę we wrześniu 1939 r., opuszczał ją ponownie.

USA zajęły podobne stanowisko – jedność koalicji była priorytetem, a o właściwe stanowisko dbali także sowieccy szpiedzy w otoczeniu Roosevelta. Wojenna cenzura zakazywała rozpowszechnianiu informacji o Katyniu. Przekonał się o tym np. oficer łącznikowy przy Armii Polskiej na Bliskim Wschodzie płk Henry Szymanski, który został ukarany za rozgłaszanie prawdy o Katyniu. Dopiero w okresie zimnej wojny Izba Reprezentantów Kongresu USA zajęła się sprawą katyńską, a komisja pod kierunkiem Raya Maddena stwierdziła winę ZSRS.
Sowiecka mistyfikacja rozwijała się, głównie za sprawą prac komisji Burdenki, która „udowodniła”, że zbrodni dokonali Niemcy w 1941 r. Nie udało się za to przypisać hitlerowcom zbrodni przed Trybunałem w Norymberdze.

W Polsce, którą zachodni sojusznicy oddali w Jałcie Stalinowi rozkwitało katyńskie kłamstwo, a cenzura ingerowała nawet w nekrologi. Bywają sytuacje, kiedy w imię najżywotniejszych interesów narodu nawet brudne kłamstwo należy przybierać w szaty prawdy – stwierdzał Wiesław Gomułka.

Na drodze do prawdy
W 1990 r. do władze ZSRS, na czele którego stał wówczas Michaił Gorbaczow przyznały, że mordu w Katyniu dokonali funkcjonariusze NKWD, a Polska otrzymała pierwsze dokumenty w tej sprawie.

W 2000 r., w 60. rocznicę zbrodni katyńskiej, w Charkowie, Katyniu i Miednoje zostały otwarte polskie cmentarze, a w 2012 r. w Bykowni. Od 2004 r. śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej prowadzi Instytut Pamięci Narodowej, który wszczął je, gdy Rosja zakończyła się 14-letnie śledztwo rosyjskiej prokuratury wojskowej. Nikt nie stanął przed sądem.

Nie są to trupy anonimowe – pisał Józef Mackiewicz w „Widziałem na własne oczy – Dymy nad Katyniem”. – Tu leży armia. Można by zaryzykować określenie kwiat armii, oficerowie bojowi, niektórzy z trzech uprzednio przewalczonych wojen. To jednak, co najbardziej nęka wyobraźnię, to indywidualność morderstwa, zwielokrotniona w tej potwornej masie. Bo to nie jest masowe zagazowanie, ani ścięcie seriami karabinów maszynowych, gdzie w ciągu minuty czy sekund przestają żyć setki. Tu przeciwnie, każdy umierał długie minuty, każdy zastrzelony był indywidualnie, każdy czekał swojej kolejki, każdy wleczony był nad brzeg grobu; tysiąc za tysiącem.

Dziś o zbrodniach sowieckich na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej wiemy dużo, choć wszystkiego zapewne nie dowiemy się nigdy. Ważne, by tę prawdę odkrywać i przekazywać ją kolejnym pokoleniom. Bo przyszłość pojednanie między narodami możliwe jest tylko w prawdzie.

IWONA KLIMCZAK