Tadeusz Gerstenkorn, Boże Narodzenie – czas łaski i przemyśleń

203mW polskiej narodowej tradycji religijnej święta Bożego Narodzenia są szczególnie uroczyście i rodzinnie obchodzone. Jak do tej pory. Niestety w niektórych krajach zachodnich, rzekomo demokratycznych i bardzo tolerancyjnych, jest jakiś zupełnie niezrozumiały nacisk na kompletne usunięcie z języka medialnego słowa Boże Narodzenie.

Zamiast niego wprowadza się zupełnie sztucznie utworzone odpowiedniki w rodzaju zimowych wakacji. Niektórym środowiskom zaczęła nawet już przeszkadzać niewinna choinka, bo kojarzy się im rzekomo z pewną postawą religijną, a ma panować wszędzie całkowita świeckość życia. Propagowanie, a nawet narzucanie laickości w życiu indywidualnym i społecznym jest właściwie pewną formą wyznawanej ideologii, pewnego światopoglądu, który – nie wiadomo czemu – ma być bardziej uprawniony niż pogląd na życie religijny, teistyczny.

Dokonywany jest tu jawny przekręt z do maganiem się zeświecczenia życia osobistego i społecznego w ramach jakoby tolerancji. Jeżeli komuś przeszkadzają, czy też go rażą jakiekolwiek napotykane znaki religijności, na przykład, krzyżyk lub medalik na szyi lub też krzyż wiszący w jakimś pomieszczeniu, to z kolei innej osobie może bardzo przeszkadzać właśnie demonstrowanie bezwyznaniowości.
Dlaczego czyjeś przekonania a – lub antyreligijne mają być bardziej uprawnione od postawy religijnej? To jakieś pokraczne rozumienie tolerancji, bliższe raczej ciągotom totalitarnym, ostatnio mocno akcentowanym i widocznym przez usłużnie działające me dia. Dochodzi do tak absurdalnych rzeczy, jak głośne żądanie wykreślenia z ksiąg kościelnych faktu Chrztu Świętego. Osoba stawiająca taki wymóg nie bierze zupełnie pod uwagę, że są pewne zdarzenia o charakterze cywilno-prawnym, których zajścia nie można usunąć, tym bardziej, że kiedyś podawano w dokumentach jednocześnie fakt urodzenia i chrztu. Gdyby przyjąć takie stanowisko jako możliwe, to nie byłoby racji bytu także dla istnienia urzędu stanu cywilnego z rejestrem urodzeń, małżeństw czy zgonów. Poza tym jest tu jeszcze dodatkowo ważny aspekt etyczny. Dokonanie chrztu dziecka (co jest u nas przypadkiem najczęstszym) jest wolą jego rodziców. Żądanie usunięcia wpisu z chrztu jest zatem zlekceważeniem, nieuszanowaniem tych, którzy dali kiedyś człowiekowi, obecnie wojującemu, życie. Ile jest wart ktoś, kto nie poważa swoich własnych rodziców? Szanujemy przecież wolę zmarłych (testament, nawet życzenie ustnie wypowiedziane przed śmiercią). Dlaczego nie skłaniamy czoła przed dobrym zamiarem rodziców wprowadzenia dziecka do wielkiej społeczności religijnej? Czy ten ktoś, jako osoba dorosła, z tego skorzysta, to już inna sprawa. Jako dziecko dostaje także szansę uczenia się, zdobywania wiedzy i zawodu, zapoznania się z podstawami życia etycznego i społecznego. Wynik tych działań nie zależy już tylko od rodziców. Pragnieniem zapewne wielu z nas jest, by słowo Polak znaczyło jednoznacznie człowiek prawy. A czy komuś, kto na tę ocenę nie zasługuje ta nazwa może być nadana? Czy sam status formalno-prawny wystarcza do tego, by słusznie komuś przypisać określenie z tej mocy przypadające? Weźmy, na przykład, symbolicznego, filmowego Hansa Klossa. Niewątpliwie miał wszystkie atuty formalne i faktyczne, aby być w otoczeniu uważanym za Niemca. Musiał bardzo dobrze znać język, obyczaje, sposoby zachowania się. W przeciwnym wypadku nie mógłby sprawnie działać. Czy był zatem Niemcem? Niewątpliwie każdy odpowie, że nie był. Dlaczego? Bo czyny świadczyły, że jest kimś innym. Zatem nie o wszystkim decydują względy formalne. Liczy się przede wszystkim postępowanie człowieka (patrz; mój artykuł pt. „Życie i czyn”). Podobnie można rozpatrywać (tak mi się wydaje) zagadnienie polskości. Jak określić niecne typy, które w minionych, niedawnych jeszcze latach, tępiły wszelkimi możliwymi sposobami polskość, patriotów i wszystko, co z polską kulturą i tradycją było związane (a więc także religijność). Mówili przecież po polsku (często zresztą nieskładnie), nosili nawet polskie mundury i odznaczenia, legitymowali się polskimi dowodami, ale czy historia lub wielu z nas nazwie ich Polakami?
A jak jest dzisiaj? Czy wszyscy, którzy w spisie ludności zadeklarowali narodowość polską są naprawdę Polakami? Chyba warto się nad tym zastanowić. Stan formalno-prawny rozstrzyga tę sprawę pozornie jednoznacznie, ale nie usuwa naszej subiektywnej wątpliwości, bowiem poza prawem jest jeszcze poczucie etyczne każdego z nas i osobista ocena zaistniałych zjawisk. Formalnie jesteśmy jednolitym narodem, a jak jest naprawdę? Każdy widzi głębokie podziały, które nas wyraźnie dzielą. I to nawet tak duże, że niejednokrotnie nie jesteśmy gotowi uznać kogoś za współziomka. Sprawa warta chyba rozważenia i dyskusji. Kto zabierze w tej sprawie głos?