Śmiercionośne eksperymenty

206bRząd Ewy Kopacz przyjął projekt ustawy w sprawie in vitro. Nowe przepisy przygotowało Ministerstwo Zdrowia. Dokument zakłada m.in., że jeden mężczyzna będzie mógł zostać ojcem 10 dzieci z różnymi kobietami. Eksperci oceniają, że to może doprowadzić do nieświadomych związków kazirodczych. Dorosłe dzieci, które urodzą się dzięki uprawnieniom, jakie daje obecny projekt ustawy o in vitro, nie będą sobie bowiem zdawały sprawy z tego, że mają wspólnego ojca.

Projekt przygotowany przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza wzbudza kontrowersje wśród ekspertów. Przede wszystkim, technika in vitro nie jest leczeniem niepłodności, tylko techniką zapłodnienia komórek ludzkich i implantacji do organizmu matki. Nie jest leczeniem bezpłodności i zawsze odbywa się kosztem innych zapłodnionych komórek, które po prostu rzucane są na śmierć. Kontrowersje wzbudza fakt anonimowości nasienia zapładniającego jajo kobiety.

– Zawsze istnieje ryzyko kazirodztwa. Ale próba losowa wydaje się eliminować takie zagrożenie, że na przykład dwie znajome będą miały finansowany przez państwo zabieg in vitro i dostaną nasienie od tego samego dawcy, a w przyszłości ich dzieci się ze sobą zwiążą, jest mało prawdopodobna – mówi anonimowo lekarz ginekolog oceniający zarożenie. – Żeby ograniczyć ryzyko, pani, która będzie biorcą, powinna mieć dostęp do informacji, ile razy dawca został już ojcem – dodaje.

Dla porównania, dodajmy, że projektodawcy przytaczają informacje, ile dzieci może mieć jeden dawca w innych krajach. W Austrii, Belgii i Francji może to być 10 potomków od jednego mężczyzny. W Finlandii – 5, w Hiszpanii – 6, w Holandii – 25, a w Rosji – 20.

Pani Ewa Kopacz wygłasza tyrady o doniosłości jej projektu ustawy. Pomija całkowicie milczeniem fakt, że zgoda na sześć zapłodnionych komórek wcale nie zapewnia życia pozostałym niewykorzystanym pięciu. Komórki, a więc maleńkie dzieci są mrożone w bardzo niskich temperaturach, co już jest dowodem na to, że nikt z autorów tej kontrowersyjnej techniki nie wierzy, że ma do czynienia z ludzkim życiem. Zapewnienie, że zapłodnione komórki „zamrożone będą na zawsze” nie wytrzymuje elementarnej krytyki, bo co się stanie, jeśli padnie klinika, w której są przetrzymywane, albo jeśli umrą rodzice, albo jak zbadać bezpieczeństwo genetyczne, gdy po wielu latach znajdzie się rodzina, która zechce adoptować zapłodnione komórki? Prawo w Polsce mówi, że dziecko ma prawo znać swoich rodziców, ale ta sytuacja taką możliwość wyklucza!

Projekt zakłada, że dawcą nasienia będzie mógł zostać mężczyzna pełnoletni, ale już od 13-latka będzie można pobrać plemniki, gdy będzie istniało ryzyko, że w przyszłości nie będzie mógł mieć dzieci. Projekt mówi, że z tej metody zapłodnienia będą mogły korzystać małżeństwa i inne pary pozostające we wspólnym pożyciu. Nie ma ani słowa zapewnienia, że przepisy ustawy nie będą wykorzystywane przez homoseksualne pary jednopłciowe, bo ustawa nie zawiera definicji małżeństwa ani nawet związku dającego życie, czyli mężczyzny i kobiety! Jeśli weźmie się pod uwagę możliwość „uczestniczenia” w procedurze in vitro osoby „trzeciej” w stosunku np. do małżonków, to możemy łatwo wyobrazić sobie, że szatański manewr z udziałem dwóch zboczeńców i surogatki.

W myśl projektu, z procedury in vitro będą mogły korzystać osoby w związkach małżeńskich oraz osoby we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. Możliwe ma być też m.in. anonimowe dawstwo zarodków.

„Rozdawanie życia” zawsze rodzić będzie podejrzenia, bo w każdym przypadku jest zastępowaniem roli Boga w udzielaniu daru życia i posyłaniem do ciała dziecka, nieśmiertelnej duszy. Na naszych oczach dokonują się manewry polityczne, mające przynieść Ewie Kopacz i PO konkretne zyski polityczne, obliczone na lichą wrażliwość duchową publiczności. Ci, którzy przyjmują na siebie łapczywie wypełniane zadania manewrowania przy ludzkim życiu, muszą wiedzieć, że w progu tych decyzji stoi odpowiedzialność. Strażnikiem tej odpowiedzialności jest Bóg Stwórca.

IWONA KLIMCZAK