„Rzeczpospolita”: słaba ochrona prezydenta

Prezydent Andrzej Duda w czasie swojej wrześniowej wizyty w Wielkiej Brytanii poruszał się taksówką zamiast opancerzoną limuzyną Biura Ochrony Rządu – donosi „Rzeczpospolita”. Zdaniem byłego szefa BOR-u, było to postępowanie niezgodne z przyjętymi zasadami bezpieczeństwa.

 

„Byłem w tłumie, który witał prezydenta przed katedrą Św. Pawła. Zdębieliśmy, widząc, że przyjechał prywatną taksówką, jakie my wynajmujemy, by wrócić z imprezy. Było mi wstyd” – taką relację naocznego świadka czytamy dzisiaj na stronach „Rzeczpospolitej”. Okazuje się, że goszczącemu we wrześniu ub. roku w Londynie prezydentowi RP nie zapewniono bezpiecznego pojazdu do poruszania się po mieście. Owszem, towarzyszyła mu ochrona brytyjskiej policji, ale samochód, którym wożona była głowa państwa polskiego, nosił oznaczenia licencji PHV, czyli Private Hire Vehicle – prywatnego samochodu tańszego w wynajmie od popularnych czarnych taksówek.

Jak pisze „Rzeczpospolita” użycie prywatnej taksówki do transportu głowy państwa na oficjalne spotkania „to zdarzenie bez precedensu”. Tym bardziej że, jak twierdzi były szef BOR, „zasady bezpieczeństwa przy organizacji wizyt szefów rządów i państw całkowicie to wykluczają”.

Jak to możliwe, że prezydent Duda jednak poruszał się po Londynie takim samochodem, z pominięciem podstawowych zasad bezpieczeństwa? „Rzeczpospolita” zwróciła się z tym pytaniem do Kancelarii Prezydenta, która wizytę organizowała. Jednak do dzisiaj odpowiedź nie nadeszła.

za onet.pl/rp.pl