Ptaszki, kociaki i ciotki

226_13Konspiracja charakteryzowała się koniecznością takiej nomenklatury, która pozwalała ukryć prawdziwe nazwy i znaczenia. Każdy żołnierz Polski Podziemnej miał swój pseudonim, a najczęściej kilka, swoje kryptonimy miały akcje i operacje. Istniały też konspiracyjne pojęcia związane z cichociemnymi. Niektóre miały wyjątkowe brzmienie.

Nazwa cichociemni nie była znana w Polsce w czasie, gdy zrzucano spadochroniarzy. W kraju nazywani byli „ptaszkami” lub „zrzutkami”.

Razem z cichociemnym żołnierzami do kraju przybywali też na spadochronach kurierzy, którzy zwani byli „kociakami”. Ta urocza nazwa wzięła się po prostu od nazwiska ministra spraw wewnętrznych w rządzie emigracyjnym Stanisław Kota, który nadzorował tę formę kontaktu z krajem.

Jednym z kursów, które przechodzili cichociemni był kurs zwany przez nich korzonkowym. To kurs, jak byśmy dziś powiedzieli, survivalu, czyli nauka przetrwania w trudnych warunkach, gdy jeść trzeba to, co się samemu znalazło, czy upolowało i często miały to być właśnie korzonki…

Używano też powszechnie nazwy „meli- na”. Ale nie miało to pojęcie pejoratywnego charakteru jak dzisiaj. „Meliną” nazywano bezpieczny lokal, w którym cichociemny odbywał aklimatyzację, czyli okres przystosowania do życia w kraju pod okupacją. Takie mieszkanie dla cichociemnego musiało spełniać szereg warunków. Najczęściej mieszkała w nim osoba samotna, która przyjmowała „ptaszka”, zaufany musiał też być dozorca, najlepiej jeśli znajdowało się w miejscu ruchliwym, gdzie trudno wypatrzeć obcego. Takich lokali było kilkanaście, a ich adresy znane były tylko cichociemnym i ich opiekunkom.

Zrzuconym do kraju cichociemnym opiekowały się „ciotki” – członkinie referatu „Ewa-Pers”, zajmującego się przyjęciami cichociemnych. „Miotła”, „Danka”, „Jagna”, „Irka” czy „Franka” to niektóre niektóre „ciotki”. Nie zawsze były podobne do stereotypowej cioci. Wiele zasług w aklimatyzacji cichociemnych miała też Stefania Dowgiałło, u której mieszkali niektórzy ze zrzutków. Zadaniem „ciotek” była organizacja życia skoczka w pierwszym okresie w kraju, uaktualnienie jego wiedzy zdobytej na kursie i pomoc w przystosowaniu do okupacyjnej rzeczywistości, a także zaopatrzenie w niezbędne rzeczy. Taka opieka „ciotki” trwała od 2 do 6 tygodni.

PAWEŁ JASZCZAK