Przywódca prawicy zapowiada „Patriotyczną Wiosnę” w Europie. Lista kandydatów na bohaterów jest długa

Przywódca skrajnie prawicowej, holenderskiej Partii Wolności Geert Wilders zapowiada „Patriotyczną Wiosnę” w Europie. Sondaże przewidują, że antyislamskie ugrupowanie Wildersa wygra marcowe wybory. Zdaniem polityka sukces jego partii, a następnie zwycięstwo Frontu Narodowego we Francji, dopełnią obraz zmian zapoczątkowanych przez Brexit i zwycięstwo Donalda Trumpa w USA.

Jeszcze niedawno głoszone przez Wildersa poglądy wywoływałyby oburzenie. Teraz otwarcie wzywa on do zakazu sprzedaży Koranu w Holandii, gdyż – jak twierdzi – święta księga islamu nawołuje do przemocy, nienawiści i antysemityzmu, podobnie jak zabroniona książka Mein Kampf Adolfa Hitlera. Lider Partii Wolności obiecuje, że Holendrzy odzyskają kontrolę nad swoim krajem, zapowiada zamknięcie granic i powstrzymanie odpływu pieniędzy do Afryki, Unii Europejskiej czy Grecji.

Według najnowszych badań skrajnie prawicowe, populistyczne ugrupowanie ma szansę zdobyć co najmniej 30 mandatów w 150 osobowym parlamencie. W ten sposób, dzięki podwojeniu liczby deputowanych stanie się największą partią polityczną w Holandii.

Przywódcy pozostałych partii zapowiadają, że niezależnie od wyniku głosowania sami utworzą koalicję tak, aby nie dopuścić ludzi Wildersa do władzy. Lider Partii Wolności uważa to jedynie za element kampanii wyborczej i grozi buntem przeciwko establishmentowi. Jego zdaniem pozostali politycy szybko zapomną o swojej obietnicy, gdy tylko dojdzie do realnego tworzenia rządu i podziału stanowisk.

Inną metodę walki o władzę wybrała Marine Le Pen, liderka francuskiego Frontu Narodowego, która wiosną walczyć będzie o fotel prezydenta. W odróżnieniu od Wildersa, który afiszuje się kontrowersyjnymi poglądami, jej sposobem na sukces jest porzucenie skrajnej retoryki i znalezienie sobie miejsca w centrum sceny politycznej.

Stąd plakaty, z których znikło nazwisko Le Pen kojarzące się z nieprzebierającym w słowach ojcem kandydatki i twórcą Frontu Narodowego. Jean-Marie nigdy się nie hamował i dla jednych jest symbolem walki o „prawdziwą Francję”, a dla innych niebezpiecznym ekstremistą kwestionującym prawdę historyczną o Holokauście. Marine musi złagodzić ton wypowiedzi, jeżeli chce uniknąć powtórki z sytuacji, w której polityczne elity, a także konserwatywni i lewicowi wyborcy uznają, że każdy inny kandydat będzie lepszym prezydentem Republiki.

Długa lista kandydatów na bohaterów „Patriotycznej Wiosny”

Na fali „Patriotycznej Wiosny” zapowiadanej przez Wildersa skorzystać chcą też mniejsze ugrupowania, takie jak Alternatywa dla Niemiec czy duńska Nowa Prawica. Utworzona zaledwie cztery lata temu AfD już święci triumfy wprowadzając reprezentantów do parlamentów lokalnych. Ambicją prawicowych polityków jest przekroczenie pięcioprocentowego progu wyborczego we wrześniowych wyborach do Bundestagu i zajęcie pozycji „języczka u wagi”, bez którego trudno będzie rządzić w Niemczech.

Nowa Prawica w Danii ma jeszcze dwa lata na przygotowanie się do wyborów. Nowe ugrupowanie kierowane przez 41-letnią architekt Pernillę Vermund rośnie w siłę, odbierając poparcie antyislamskiej, populistycznej Duńskiej Partii Ludowej, która najwyraźniej w oczach wyborców stała się zbyt mainstreamowa. Vermund zapowiada dalsze uszczelnienie granic i zaostrzenie polityki migracyjnej państwa już uważanego za jedno z najbardziej zamkniętych w Europie.

Powrót do przeszłości

Popularność poglądów Wildersa i innych prawicowych przywódców nie dziwi prof. Wawrzyńca Konarskiego, politologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Finansów i Biznesu Vistula, który w rozmowie z Wirtualną Polską zauważył, że w Europie nie dzieje się nic nowego, a ksenofobiczni nacjonaliści zawłaszczają pojęcie patriotyzmu. – Mamy do czynienia z cykliczną dyskusją na temat narodu i państwa. To debata pomiędzy etnicznie otwartym lub zamkniętym modelem nacjonalizmu, której nie można rozstrzygnąć – powiedział Konarski. – Istotna jest natomiast ideowa i ludzka zadyszka Unii Europejskiej. To kompletny brak polityków, którzy mogliby kontynuować rozwój tego projektu, a lukę wypełniają ludzie, dla których fetyszem jest państwo narodowe rozumiane jako twór mało tolerancyjny.

Politolog wskazał także globalne wydarzenia, które stanowią tło dla tego, co dzieje się w Europie. – Mamy do czynienia z państwem, które chce utrzymać swoją mocarstwowość i posługuje się w tym celu agresywną retoryką. To Stany Zjednoczone i ich nowy prezydent. – powiedział w rozmowie z WP. – Są też państwa takie, jak Rosja, które chcą powrócić do imperialnej pozycji i mają silnych przywódców. Są wreszcie państwa pełne historycznych pretensji, które chcą odzyskać znaczenie z dawnych czasów, czyli Iran i Chiny. Państwa, które dzisiaj rywalizują o pozycję w świecie, z pewnością nie powstrzymają się od wykorzystania obecnych trendów w Europie i nie dotyczy to tylko Rosji.

za wp.pl