Prof. dr Mirosław Matyja, Turbulencje franka szwajcarskiego

205m15 stycznia 2015 r. Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) podjął decyzję o zaprzestaniu obrony, ustalonego w 2011 roku, minimalnego kursu wymiany EUR/CHF na poziomie 1,20. Dla wielu obserwatorów międzynarodowej sceny finansowej była to decyzja zaskakująca.

Wielka niewiadoma
W rzeczywistości uniezależnienie kursu franka od waluty europejskiej nie było jednak w Szwajcarii posunięciem zaskakującym, mimo że rynki finansowe zareagowały na tę decyzję gwałtownym umocnieniem waluty szwajcarskiej. Zareagowały, bowiem musiały zareagować, zgodnie ze wszystkimi regułami prawa wolnego rynku. Decyzję tę SNB uzasadnił zmianą uwarunkowań rynkowych, co doprowadziło do sytuacji, że nie ma już potrzeby bronić poziomu kursu 1,20.

Zniesienie minimalnego kursu EUR/CHF, którego obronę za pomocą nielimitowanych zakupów walut przez ostatnie 3,5 roku deklarował bank centralny Szwajcarii, było ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich tych, którzy nie śledzili polityki finansowej Szwajcarii, a szczególnie polityki szwajcarskiego banku centralnego.

Obecnie wielką niewiadomą jest pytanie: na jakim poziomie ustabilizuje się kurs franka wobec euro w najbliższych miesiącach: 1,10 lub 1,05, a może na poziomie parytetowym 1,00 do 1,00?

Odpowiedzi na to pytanie nie zna nikt, bowiem frank szwajcarski reaguje inaczej, niż pozostałe waluty świata, pełniąc od lat funkcję bezpiecznej przystani w okresach kryzysowych. W tym kontekście kurs waluty szwajcarskiej jest swoistym termometrem, mierzącym poziom „gorączki” gospodarki światowej.

Trochę historii
Początek szczególnej roli franka szwajcarskiego w światowej gospodarce finansowej przypada na okres I wojny światowej, kiedy doszło do kompletnego przetasowania kart w ówczesnej polityce monetarnej w krajach europejskich.

Z jednej strony kraje, które przegrały wojnę, szczególnie Republika Weimarska, znalazły się w chaosie monetarnym i finansowo-politycznym. Z drugiej strony Francja, również nękana problemami monetarno-finansowymi, zaczęła drukować pieniądze, obniżając przez to kurs własnej waluty. Zaufanie społeczeństwa do franka francuskiego i innych walut europejskich zostało zachwiane, co sprowokowało ucieczkę kapitału, szczególnie do Szwajcarii i do Niderlandów.

Następna fala ucieczki kapitału do Szwajcarii miała miejsce podczas wielkiego kryzysu finansowego w latach 1929-1933. Na szczególną uwagę zasługuje kryzys finansowany, który wstrząsnął Niemcami w lecie 1931 r., a którego efektem był odpływ kapitału do Amsterdamu i Zurychu. Wprowadzenie przez parlament szwajcarski tajemnicy bankowej w 1934 roku było niewątpliwie dodatkowym czynnikiem deponowania zagranicznych aktywów w bankach szwajcarskich.

Po drugiej wojnie światowej można było zaobserwować regularne powtarzanie się scenariusza ucieczki kapitału do Szwajcarii. W latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku szczególnie frank francuski i funt angielski, częściowo także lir włoski były niestabilnymi walutami, które nie miały zaufania na rynkach finansowych. Z kolei w latach 70-tych dolar amerykański stanowił stosunkowo słabą walutę, co powodowało przepływ kapitału do banków szwajcarskich i w ten sposób windowało kurs franka do góry.

Szwajcarski bank centralny zdecydował się pod koniec lat 70-tych na czasowe powiązanie kursu franka z marką niemiecką, która była wówczas mocną walutą, opartą na stabilnej gospodarce Republiki Federalnej.

Przez następne 20 lat frank szwajcarski nie odgrywał roli bezpiecznej przystani bądź celu ucieczki dla kapitału z innych krajów. Dopiero w 1999 r., po wprowadzeniu jednolitej waluty europejskiej euro, która miała być słabszą walutą od marki niemieckiej, aby w ten sposób „postawić na nogi” gospodarki państw południowoeuropejskich, frank szwajcarski stał się ponownie poszukiwany na rynkach. Wynikało to z braku zaufania do euro w początkowej fazie istnienia tej waluty. Był to jednak krótki okres, pieniądz europejski ustabilizował się na mocnym, stabilnym poziomie, do tego stopnia, iż czołowi ekonomiści prognozowali koniec ery franka jako waluty „ucieczkowej”.

Jeszcze w roku 2007, w którym Szwajcarski Bank Narodowy świętował 100. roczni-cę jego założenia, nic nie wskazywało na to, że rola franka gwałtownie wzrośnie. Rok później doszło do kryzysu finansowego w USA, który rozprzestrzenił się na cały finansowy świat. Handel światowy załamał się, kurs franka skoczył gwałtownie do góry. Historia powtórzyła się ponownie. Doprowadziło to do wspomnianego powiązania franka z euro na poziomie 1,20 w 2011 r., co pociągnęło za sobą duże zaangażowanie się SNB na światowych rynkach finansowych, a szczególnie masowe skupywanie euro przez bank centralny Szwajcarii.

W grudniu 2014 r. sytuacja stała się dla szwajcarskiego banku centralnego bardzo niewygodna. Poziom rezerw kapitałowych w euro osiągnął pół biliona, do tego doszła jeszcze realna perspektywa wprowadzenia przez europejski bank centralny programu luzowania ilościowego (QE), co rzeczywiście doszło do skutku 22 stycznia.

Na początku stycznia 2015 r. nikt w Szwajcarii nie pytał, czy bank centralny tego kraju uniezależni kurs waluty helweckiej od kursu euro. Pytanie, jakie stawiano, brzmiało raczej, kiedy to nastąpi. Stad błędem jest mniemanie, iż decyzja SNB była zaskoczeniem i szwajcarski bank centralny skapitulował. Decyzja nie była zaskakująca, a o kapitulacji nie ma mowy, raczej o zmianie kierunku polityki finansowej. Oczywiście, trudno jest wybrać optymalny punkt czasowy do przeprowadzenia takiej transakcji, bowiem takowego po prostu nie ma.

Perspektywy Bank SNB nigdy nie przyzna, że jego decyzja o „odwieszeniu” franka od euro, oznaczała porażkę jego niezawisłej i niezależnej polityki, bowiem nie była to porażka, tylko przemyślane i długo planowane posunięcie. Bank uznał, że już nie jest w stanie bronić poziomu 1,20 i taka obrona staje się za droga i nieopłacalna. Zwłaszcza, że na horyzoncie był 22 stycznia i prawdopodobna decyzja Europejskiego Banku Centralnego o uruchomieniu programu QE. Programu, który wywołałby dodatkową presję podażową na EUR/CHF.

SNB nie złożył broni, nie działał w chaotyczny sposób i bynajmniej nie stracił wiarygodności. Niemniej jednak styczniowe silne umocnienie franka należy uznać za proces trwały i należy nauczyć się żyć z drogim frankiem. Tego procesu nie odwrócą nawet ujemne stopy procentowe w Szwajcarii. Aczkolwiek pewnie zapobiegną dalszej aprecjacji franka, przynosząc po pewnym czasie – mowa tu o kilku miesiącach – jego powolne osłabienie.

Przyspieszenia tej tendencji można oczekiwać najwcześniej na przełomie 2015 i 2016 r. I tylko wtedy, gdy wzrost gospodarczy w strefie euro wyraźnie się przyspieszy, a Szwajcaria dalej będzie mierzyć się z deflacją i niższym wzrostem gospodarczym, spowodowanym zmniejszeniem eksportu.

W Polsce należy się oswoić z myślą, że szwajcarska waluta na długo będzie oscylować w granicach 4 zł. Obecnie trudno bowiem znaleźć ekonomiczne przesłanki mogące uzasadniać oczekiwanie trwałego powrotu CHF/PLN poniżej tego psychologicznego poziomu.
Natomiast obywatele polscy, którzy zaciągnęli kredyty w bankach szwajcarskich korzystali do tej pory i korzystają nadal z niższego oprocentowania tych kredytów. Zawierając umowy kredytowe w obcej walucie, należy brać pod uwagę zmiany kursu walut. Jest to ryzyko, z którym należy się zawsze w takich sytuacjach liczyć. Obowiązkiem pracownika bankowego, u którego przeprowadza się takie transakcje, jest poinformowanie klienta o tego rodzaju zagrożeniu.

Nie da się jednak ukryć, że siła i znaczenie franka szwajcarskiego, waluty, którą posługuje się zaledwie 8 milionów ludzi w Szwajcarii i w Liechtensteinie, wskazuje na fakt, że Szwajcaria jest bardzo daleka od wejścia w europejskie struktury unijne, nie mówiąc już o akcesji do strefy eurolandu.