Prawda po ukraińsku

W czwartek 9 kwietnia Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę o uznaniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii (OUN-UPA) za bojowników o niepodległość Ukrainy w XX wieku. Ustawa zapewnia weteranom i ich rodzinom zniżki i inne socjalne gwarancje, uznaje odznaczenia i stopnie wojskowe walczących o niepodległość, które przyznano im w formacjach, w jakich służyli, a więc także w niemieckim SS czy UPA.

Ustawa zakłada nadto karanie wszystkich tych, którzy okazywaliby lekceważenie weteranom i negowali celowość ich walki.

Jak słusznie pisze ks. Tadeusz IsakowiczZaleski, Rada Najwyższa pokazała, że nową państwową ideologią Ukrainy jest neonazizm. Ukraina jest bodaj jedynym krajem w Europie, który tak otwarcie wielbi nazistowskich zbrodniarzy, nie wstydzi się swojej przeszłości i zyskuje poklask reprezentantów ofiar, jakimi są głównie Polacy! Skandal nie do pomyślenia we współczesnym cywilizowanym świecie dokonał się w majestacie ukraińskiego prawa w chwilę po zejściu z mównicy ukraińskiego parlamentu, goszczącego tam z oficjalną wizytą, prezydenta Polski. Wtedy właśnie, na wniosek Jurija Szuchewycza (syna kata Wołynia, Romana Szuchewycza), deputowani koalicji rządzącej premiera Arsenija Jaceniuka przyjęli uchwałę gloryfikującą organizacje odpowiedzialne za ludobójstwo dokonane na Polakach, Żydach, Rosjanach i przedstawicielach różnych mniejszości narodowych zamieszkujących na terenie Zachodniej Ukrainy w latach II wojny światowej. Ten prowokacyjny akt niesłychanej bezczelności, cynizmu i rewanżyzmu jest obelgą dla Narodu Polskiego i dla prezydenta Rzeczypospolitej. Najbardziej szokujący jest paradoks, że dzień wcześniej Bronisław Komorowski ogłosił przywiezioną z Polski pomoc dla Ukrainy w wysokości 100 mln euro!

Przemawiając w jednoizbowym parlamencie ukraińskim Bronisław Komorowski przypomniał, że nasi przodkowie wspólnie tworzyli państwo, które zajmowało ważne miejsce na politycznej i kulturalnej mapie Europy. Trudno powiedzieć, czy prezydent nie zna historii Polski i Ukrainy, czy też jest pod przesadnym wpływem swoich doradców. Dość, że oficjalna mowa prezydenta Rzeczypospolitej nie zawierała nawet słowa o przerażającym męczeństwie 200 tysięcy Polaków zamordowanych w najwymyślniejszy, nieludzki sposób.

Prezydent Komorowski pochwalił za to europejskie aspiracje Ukrainy. – Nie będzie stabilnej, bezpiecznej Europy, jeśli jej częścią nie stanie się Ukraina. Drzwi do struktur świata zachodniego, a szczególnie do Unii Europejskiej, muszą pozostać otwarte, muszą być otwarte dla Ukrainy – podkreślił Komorowski populistycznie, nie dbając o warunki przystąpienia niemożliwe do spełnienia przez Ukraińców przy spadku gospodarczym na rok 2015 szacowany jest przynajmniej na 6 proc.
Nie wspominając słowem o naszych Rodakach bestialsko mordowanych przez banderowskich zbrodniarzy, prezydent Komorowski mówił: Tylko synowie wielkich narodów, tacy jak Ukraińcy, potrafią tak walczyć i pięknie mówić o własnej ofierze, jakby nie słysząc własnych słów. Bronisław Komorowski nie ominął jednak „obowiązkowej” krytyki Rosji i powiedział, że rosyjska propaganda jest kłamstwem, na które oczy mogą przymknąć tylko ślepcy.

– Polska podaje rękę Ukrainie – kontynuował prezydent Bronisław Komorowski – zrobimy wszystko, żeby rękę Ukrainie podały także inne kraje wolnego świata. Wyciągamy rękę nie ze względu na koniunkturę, ale dlatego, że dostrzegamy w Ukrainie równoprawnego partnera i sąsiada. Nie chodzi o przeszłość; chodzi o przyszłość naszych relacji – dodał prezydent.

Wystąpieniu Bronisława Komorowskiego przysłuchiwał się prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Obserwatorzy zastanawiali się, komu bardziej była potrzebna ta wizyta, pełna niezręczności, nietaktu i buty ukraińskiego gospodarza? Mównica parlamentarna, z której przemawiał polski prezydent obklejona była wielkim plakatem wzywającym do uwolnienia starszego lejtnanta Nadii Sawczenko walczącej na wschodzie Ukrainy w szeregach ochotniczego batalionu Ajdar, a oskarżonej o współudział w zabójstwie dwóch rosyjskich dziennikarzy pod Ługańskiem.

Krótko po zakończeniu wizyty oficjalnej prezydenta Polski, Rada Najwyższa Ukrainy pokazała prawdziwy „tryzub” (widły trójzębne, będące herbem Ukrainy) w postaci ustawy gloryfikującej OUN-UPA.

Można bez ryzyka błędu powiedzieć, że mimo umizgów, pomimo wyrzuconych w błoto 100 mln euro, polska polityka wschodnia runęła w gruzach. Demonstracyjne serdeczności prezydentów Komorowskiego i Poroszenki okazały się komiczną fasadą, zza której wyłoniły się demony OUN-UPA. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że autor parlamentarnego wniosku o uhonorowanie banderowskich zbrodniarzy Jurij Szuchewycz, jeszcze trzy lata temu zażądał przyłączenia do Ukrainy ziem polskich: „Łemkowszczyzny” (części Małopolski i Podkarpacia), Nadsania, Chełmszczyzny i Podlasia.

Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) to formacja zbrojna stworzona przez frakcję banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów 14 października 1942 r. (dzień ten – na pamiątkę – prezydent Petro Poroszenko ogłosił niedawno świętem państwowym). Działała głównie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej i dalej na zachód – na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. OUN nie uznała granic ustanowionych na konferencji teherańskiej i jałtańskiej. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) jest współodpowiedzialna wraz z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B) za ludobójstwo polskiej ludności cywilnej, szczególnie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Banderowcy z UPA i innych formacji ukraińskich mordowali także Żydów, Czechów, Ormian, Słowaków, Cyganów i tych Ukraińców, którzy ratowali Polaków i Żydów.

W lutym 1944 roku lwowska AK przechwyciła jeden z rozkazów UPA: Wobec postępów bolszewików na froncie wschodnim, należy przyspieszyć likwidację elementu polskiego. Akcję wytępienia przeprowadzić należy na zasadach następujących: Wsie polskie mają być palone, ich zaś ludność wycinana w pień… Napady na miasta nastąpią w biały dzień, nie zaś w nocy. We wsiach mieszanych należy likwidować samą ludność polską, zagrody natomiast palić tylko w takich wypadkach, jeśli są one o 15 metrów i gdy w ogóle nie grozi przerzucenie się ognia na sąsiednie budynki ukraińskie. Ludność ukraińska otrzyma wskazówki co do miejsca, gdzie ma się zgrupować w czasie trwania napadu…, rozkaz poleca za każdego Ukraińca zamordowanego czy to przez Polaków, czy też Niemców stracić 100 (stu) Polaków.

Szkoda, że prezydent Bronisław Komorowski nie stanął na wysokości zadania. Milczał, kiedy polskie dusze płakały. A to zdaje się być najlepszy moment, żeby ci, którzy czytali polskie lektury wspomnieli Mickiewiczowskie „Dziady”. Tam są słowa zaczerpnięte ze skarbnicy polskiego, słowiańskiego obyczaju. W tym arcydziele polskiego romantyzmu odnajdzie, kto chce odpowiednie do sytuacji w Kijowie słowa: Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, Zapomnij o mnie.
Przerażające męczeństwo 200 tysięcy Polaków, zamordowanych w nieludzki sposób, nie robi na polskich politykach doby dzisiejszej żadnego wrażenia. Ślepe, bo oparte na antyrosyjskiej fobii, hołdowanie odradzającemu się szowinizmowi ukraińskiemu może zaprowadzić Polskę do miejsc kaźni, w których nasi Rodacy już byli. Zaślepienie polskie w „polityce wschodniej” zaprowadziło już do rzezi humańskiej, do powstania Chmielnickiego i rzezi polskich jeńców pod Batohem, do zbrodni w Bruckenthalu, w Czernicy, w Płauczy Wielkiej, w Berezowicy Małej, w Ludwikówce, w Łanowcach, Korościatynie, Bednarowie, w Szerokim Polu, do masowych zbrodni w noc wielkanocną z 9 na 10 kwietnia od Hanaczowa na północy aż po wsie na południu województwa stanisławowskiego, do zbrodni w Tomaszowcach, w Pniakach, Sokołowie, Zadach, Hucisku, Siemiginowie, w Moosbergu, Sołotwinie, w Kutach, w Bryńcach Zagórnych, w Hucie Pieniackiej, Podkamieniu i Palikrowach, w Chodaczkowie Wielkim, Toustobabach, Ihrowicy, Uhryńkowcach, w Baryszu i Puźnikach, do zbrodni w Gajach Wielkich, Babim Jarze, Kostopolu, w Sahryniu, Złoczówce, Porycku, Czerwonogrodzie, Wiśniowcu, Hleszczawie, Baryszy, Mieczyszczowie, Zborowie, Uściu Zielonym, Potoczanach, Rekszynie, Ostrowie (rejon sokalski), Poruczynie, Plichowie, Posuchowie, Wierzbowie, Stryhańcach, Podwysokim, Trościańcu, Sarańczukach, Bereźnym, Dominopolu, Sławentynie, Kamieńcu Podolskim, Dryszczowie, Torskiem, Głęboczku, Serniczkach, Nakwaszy, Błyszczance i wielu, wielu innych miejscach kaźni.

MIROSŁAW ORZECHOWSKI