Polski dyplomata: „jeśli idziesz po Kijowie i rozmawiasz po polsku – zostaniesz pobity”

Kijów„Polscy obywatele powinni być przygotowani, że wbrew oficjalnym deklaracjom przyjaźni wygłaszanym przez polityków polskich i ukraińskich, praktyka jest inna: za mówienie po polsku można oberwać. Świadczy to, że z ową „przyjaźnią polsko-ukraińską” coś jest chyba nie tak, a to co mówią politycy rozmija się z tym jaka jest praktyka” – uważa Marek Bućko, były zastępca ambasadora RP w Mińsku.

„Oprócz przypadków, które zostały opisane i pokazane w mediach, również prywatnie słyszałem relacje znajomych, którzy tam byli. Zostali oni pobici, choć w ogóle nie uczestniczyli w żadnych rozróbach. Po prostu szli sobie spokojnie po ulicy w Kijowie, rozmawiając po polsku. Z analogiczną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku polskich dyplomatów w Kijowie, co widać na filmie z tego zdarzenia. Wniosek z tego jest prosty: jeśli idziesz po Kijowie i rozmawiasz po polsku – zostaniesz pobity”.

„Polscy obywatele powinni więc być przygotowani, że wbrew oficjalnym deklaracjom przyjaźni wygłaszanym przez polityków obu naszych państw, praktyka jest inna: za mówienie po polsku można oberwać. Świadczy to, że z ową „przyjaźnią polsko-ukraińską” coś jest chyba nie tak, a to co mówią politycy rozmija się z tym jaka jest praktyka” – uważa Marek Bućko.

Działacz Fundacji Wolność i Demokracja zaznacza, że ukraińscy kibice napadający na Polaków „nawiązują wielokrotnie do ideologii banderowskiej”.

„Należy też podkreślić, że wielu z tych Polaków, którzy zostali pobici, nie miało na sobie szalików, ani żadnych innych kibicowskich gadżetów mogących sprowokować atak. (…)  tu mamy do czynienia z nienawiścią na zupełnie innym tle – etnicznym. Tych trzech ludzi, których widzimy na filmie, nie nosiło żadnej kibicowskiej symboliki. Szli spokojnie i zostali napadnięci dlatego, że są Polakami”.

Były wiceszef polskiej ambasady w Mińsku ma również poważne zastrzeżenia względem Konsula Generalnego Ukrainy w Lublinie, Wasyla Pawluka, wcześniej wieloletniego członka neobanderowskiej Swobody:

„Sprawa jest prosta: jeśli Ukraina będzie nam przysyłać takich dyplomatów, a polski MSZ będzie ich akceptował w tej roli na terenie RP to nie będzie żadnej przyjaźni polsko-ukraińskiej. Politycy będą sobie mogli dalej deklarować „przyjaźń” w mainstreamowych mediach, ale na realnym poziomie społecznym przyjaźni nie będzie. Rząd Ewy Kopacz może sobie „budować przyjaźń” z takimi ukraińskimi dyplomatami, jak kiedyś PZPR budował ze Związkiem Sowieckim, ale większość Polaków tego nigdy nie zaakceptuje i nigdy nie będzie to autentyczne”.

„To jest jakieś kuriozalne wydarzenie. Dodam, że przede wszystkim jest to samowola lokalnej Policji bo na kontakty międzynarodowe pan komendant musi mieć przynajmniej zgodę swoich zwierzchników, a w takiej sytuacji – zgodę MSZ. (…) To jest po prostu chore. Szczególnie w Przemyślu, gdzie jak wiemy sytuacja jest niedobra, gdzie istnieje podejrzenie, że ta Policja działa nieobiektywnie, umarza tendencyjnie sprawy nacjonalistycznych ukraińskich ekscesów. Jeśli w takiej sytuacji konsul ukraiński składa tam wizytę to jest to po prostu niedozwolona dla obcego dyplomaty próba wywarcia presji na polskie organy śledcze. To daleko, bardzo daleko wykracza poza status dyplomaty i nasz MSZ powinien ukraińskiego konsula ostro przywołać do porządku (…) Ja się nigdy wcześniej nie zetknąłem z sytuacją kiedy dyplomata innego państwa jeździ sobie po policyjnych posterunkach, chyba że w ramach opieki konsularnej nad zatrzymanymi lub poszkodowanymi obywatelami swojego kraju”.

Bućko zaznacza, że relacji polsko-ukraińskich nie można budować na kłamstwie:

„Dopóki relacje polsko-ukraińskie będzie się próbować budować na historycznym kłamstwie lub przemilczaniu historii, dopóki będzie taka nieszczerość na poziomie oficjalnym, nie ma co oczekiwać, że będą szczere kontakty na poziomie społecznym. (…) Dopóki ludobójstwo dokonane przez UPA na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej nie zostanie przez Ukraińców oficjalnie przyznane i dopóki nie będzie zadośćuczynienia – stoimy w miejscu, a nawet chyba już cofamy się”.

„Nidy nie będzie dobrych stosunków zbudowanych za pomocą fasady dyplomatycznej, fasady medialnej i tępienia swobody wypowiedzi w mediach o banderowskim ludobójstwie na Polakach. (…) Przyjaźni się na kłamstwie i milczeniu nigdy nie zbuduje”  – twierdzi Bućko. Przypomina, że Ukraińcy jednocześnie oficjalnie honorują UPA, zaś w administracji ważne stanowiska przejmują osoby przyznające się do ideologii neobanderowskiej.

Marek Bućko uważa, że jak na razie polskie władze nie zareagowały na pobicie polskich dyplomatów w Kijowie.

„(…) ja nie słyszałem, żeby polski MSZ wystosował jakąś notę z protestem, zażądał wyjaśnień lub w ogóle zrobił cokolwiek. Ale proszę też zauważyć, że żadne duże polskie media o tym w ogóle nie napisały, żadna telewizja o tym nic nie powiedziała. Kiedy mnie kiedyś w Mińsku białoruska milicja lekko szarpnęła to o tym – pożal się Boże – „incydencie” trąbiły wszystkie polskie media, jakby nie wiadomo co się stało. A tu mamy trzech pobitych do krwi dyplomatów i… cisza. Podobnie zresztą jak żadne duże polskie media nie zająkną się nawet o ekscesach ukraińskich nacjonalistów w Polsce. Przemilczanie to najbardziej parszywa forma cenzury. I żaden „wyższy cel” nie usprawiedliwia takiej manipulacji opinią publiczną” – uważa Bućko.

***

Rzeczywistość i prawda o stosunkach polsko-ukraińskich widoczna jest najlepiej na kijowskiej ulicy. Zróbmy zrzutkę na wycieczkę do Kijowa polskich zwolenników wspierania banderyzmu. Niech nie jadą tam limuzynami rządowymi z ochroną, tylko pójdą piechotą. Jak uda im się cało dojść do dworca, to zapłacimy im za bilet powrotny do Polski.

za kresy.pl/r

Całość rozmowy można przeczytać na portalu Prawy.pl.