Polityka bezmyslności kosztem Polaków w Donbasie

PolacyDonbasCzekamy na walizkach na sygnał do obiecanej przez polski rząd ewakuacji. W Doniecku jest bardzo niebezpieczne, boimy się o własne życie – mówią Polacy, czekający na ewakuację z ogarniętego wojną Donbasu, na wschodzie Ukrainy.

Wielu Polaków w Doniecku sprzedało cały swój majątek i czeka na walizkach na sygnał do wyjazdu, który ma nastąpić w połowie stycznia. Życie w Doniecku jest obecnie nienormalne. Ludzie chodzą z bronią, słychać wystrzały w kierunku lotniska, na które coraz mniej ludzi reaguje. Wieczorem miasto zamiera i nikt nie wychodzi z domów.

Polacy z Donbasu liczyli na to, iż na prawosławne Boże Narodzenie, czyli 7 stycznia, będzie już w Polsce.

– Pani premier (Ewa Kopacz) obiecała nam, że do końca roku będziemy w Polsce i my na to liczyliśmy. Wczoraj był u nas pan Marcin Wojciechowski z MSZ i obiecał, że żadnego odwołania ewakuacji nie będzie, że ta ewakuacja odbędzie się w pierwszej połowie stycznia – powiedziała Wiktoria Charczenko z Doniecka.
Prezes Towarzystwa Polaków w Doniecku Anatolij Terlecki, który razem z żoną jest na liście oczekujących na ewakuację, powiedział, że liczy na wyjazd po 10 stycznia.

– Jesteśmy przygotowani do wyjazdu i czekamy. Jesteśmy wdzięczni Polsce, że w końcu będzie zorganizowany ten wyjazd i nasz pobyt w Polsce. Jest jasne, że czekamy i dla nas tutaj każdy dzień jest trudny, bo i strzelają na ulicach, a i zima jest ostra. Niestety, dopóki tego terminu nie znamy, to pozostaje nam cierpliwie czekać – powiedział Terlecki. – Mieszkam tuż obok lotniska i jest naprawdę strasznie i wszyscy boimy się, aby jakiś pocisk w nas nie uderzył

O trudnej sytuacji w Doniecku mówi także proboszcz miejscowej parafii ks. Mikołaj Pilecki. – W porównaniu z listopadem jest oczywiście spokojniej, ale wciąż chodzą ludzie z bronią i słychać strzały. Jest niebezpiecznie, bo wciąż toczy się tutaj wojna – zaznaczył.

Jak podkreślił, część z jego parafian jest już gotowych do wyjazdu do Polski, jednak wielu zdecydowało się pozostać w Doniecku i nie sprzedawać majątku.

– Nie wszyscy ludzie, którzy mają korzenie polskie, mogli znaleźć się na liście do ewakuacji, bowiem wielu z nich nie jest w stanie żadnym dokumentem udowodnić, że mieli przodków z Polski. Niektórzy zdecydowali się pozostać w Doniecku, gdzie są groby ich najbliższych i przeczekać wojnę, która przecież w końcu kiedyś się zakończy. My tutaj nie tracimy nadziei – powiedział ks. Pilecki.

Tymczasem Szef MSZ Grzegorz Schetyna zapowiedział we wtorek na wspólnej konferencji prasowej z szefową MSW Teresą Piotrowską, że konkretnej daty nie będzie na razie przedstawiał, ponieważ chodzi o bezpieczeństwo osób, które będą wyjeżdżać z Donbasu.

Ewakuacja była wstępnie zaplanowana na 29 grudnia, co wynikało m.in. z relacji osób mieszkających w obwodach donieckim i ługańskim, gdzie pomimo ogłoszonego rozejmu wciąż dochodzi do walk ukraińskich sił rządowych z prorosyjskimi separatystami. O wyjeździe 29 grudnia z Charkowa do Polski informował także konsulat generalny RP w Charkowie 18 grudnia, potem komunikat w tej sprawie zniknął ze strony konsulatu.
Na liście ewakuacji do Polski z obszaru objętego konfliktem znajduje się 205 osób. Ewakuowane mają być osoby polskiego pochodzenia, posiadające Kartę Polaka lub mogące w inny, udokumentowany sposób potwierdzić swoje polskie pochodzenie, oraz ich najbliżsi członkowie rodziny

Niektórzy politycy opozycji sugerują, że urzędnicy rządowi cynicznie przełożyli termin ewakuacji naszych Rodaków z Donbasu, bo na styczeń zaplanowany jest pobyt premier Kopacz na Ukrainie i zapewne planowany jest spektakularny pokaz „troski pani premier” o Polaków zamieszkujących w Donbasie.