PiS wydłuży gimnazja do pięciu lat?

GimnazjumPiS zapowiada – od września 2017 roku system edukacji będzie wyglądał inaczej. Jak? Dokładnie nie wiadomo, ale bardzo prawdopodobne, że powrócą 4-letnie licea, podstawówka zostanie skrócona do lat trzech, a gimnazja wydłużone do pięciu.

Dyskusja o reformie szkolnictwa wróciła przy okazji egzaminów gimnazjalnych. Czy tegoroczna edycja będzie jedną z ostatnich? Jeszcze w październiku 2015 r. prof. Piotr Gliński stwierdził jasno: „Likwidacja gimnazjów jest przesądzona”, a niedługo później minister edukacji Anna Zalewska zapowiadała, że „gimnazja będą wygaszane”.
Od tamtego czasu Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło już wiele błyskawicznych zmian, ale w sprawie likwidacji gimnazjów nie działo się nic. Sprawa okazała się dużo trudniejsza, niż się wydawało. Właśnie dlatego resort edukacji rozpoczął konsultacje, które miały doprowadzić do stworzenia projektu reformy. O likwidacji gimnazjów mówiono coraz mniej.
Pięć pomysłów
Dziś pomysłów na zmiany w szkolnictwie jest, jak przyznaje sama minister Zalewska, pięć. To zaskakujące, bo do tej pory mówiło się, że resort na poważnie rozważa cztery warianty reformy – od pozostawienia systemu bez zmian, przez wydłużenie nauki w szkole, zmianę systemu na „trzy razy cztery” (cztery lata podstawówki, cztery gimnazjum i cztery liceum), po likwidację gimnazjów i powrót do rozwiązań sprzed reformy. Jak miałaby wyglądać piąta?
Jak dowiedział się „Newsweek” w resorcie edukacji trwają dyskusje nad wariantem zwanym roboczo – „trzy na pięć na cztery”. Co zakłada? Bardzo prawdopodobne, że PiS postawi na przywrócenie 4-letnich liceów ogólnokształcących. – Nie mamy jeszcze szczegółów tego projektu, i nic nie zostało przesądzone. Ale widzimy, że taki pomysł nie budzi sprzeciwu, a wręcz jest pożądany – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” Marzena Machałek z PiS zastępczyni przewodniczącego sejmowej Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży.
Machałek mówi nam, że nie wiadomo jeszcze, jak miałyby wyglądać profile 4-letnich liceum, możliwe, że pierwsze trzy lata nauki stawiałyby na wiedzę ogólną, a ostatni rok byłby rokiem nauki sprofilowanej. W każdym razie przy takim wariancie, jak mówi posłanka „potrzebna będzie zmiana struktury”. Dlatego, jak podkreśla Machałek, może zdarzyć się tak, że MEN postawi na skrócenie nauki na etapie wczesnoszkolnym do trzech lat, a kolejny etap edukacji – niekoniecznie nazywany nadal „gimnazjalnym” – wydłuży się do pięciu lat.
Na jakie inne warianty może postawić PiS?
Pomysł podobny do rozwiązania „trzy na pięć na cztery” pojawił się już w lutym i zakłada przekształcenie systemu w „trzy razy cztery”. W tej wersji gimnazja zostałyby zachowane, ale miałyby się zaczynać po czwartej klasie podstawówki. W takim modelu dziecko szłoby do czteroletniej podstawówki, dalej do czteroletniego gimnazjum i później czteroletniej szkoły ponadgimnazjalnej. Plusem tego rozwiązania miałoby być wysłanie do gimnazjów dzieci o dwa lata młodszych, które nie powinny mieć problemów z adaptacją w nowym towarzystwie jak nastolatki dzisiaj. Rozwiązanie to według pomysłodawców podniosłoby rangę gimnazjów, bo te stałby się „zupełnie inną szkołą niż do tej pory”.
Niektórzy eksperci krytykują jednak ten pomysł. Według jednego z autorów reformy gimnazjalnej z 1999 r., profesora Krzysztofa Konarzewskiego, „ma on w sobie coś głęboko nieracjonalnego”. – Wykształcenie młodych Polaków nie zależy od sposobu podzielenia liczby 12 na różne sposoby, a od tego, co zaoferują im nauczyciele w szkolnej klasie – tłumaczył. Z tą opinią zgadza się była minister edukacji w rządzie PO Joanna Kluzik-Rostkowska, która mówi nam, że „zmiana formalna nie będzie miała żadnego wpływu” na jakość pracy z uczniami. – To kolejna propozycja, która płynie gdzieś obok meritum. MEN powinien zająć się tym, jak powinna wyglądać edukacja XXI wieku, jak zmienić podejście do ucznia, a nie przestawiać liczbowe klocki – mówi.
Pomysł drugi – likwidacja gimnazjów. Choć wydawało się, że PiS jest zdeterminowany, by go zrealizować, to dziś jest najmniej prawdopodobny. Ostro sprzeciwiali mu się nauczyciele (w obronie gimnazjów zebrano kilkaset tysięcy podpisów), rodzice, a nawet Kościół (bo likwidacja oznaczałaby także zamknięcie gimnazjów katolickich).
Rozwiązanie trzecie to wydłużenie edukacji w szkole o rok lub pół. Uczniowie chodziliby do szkoły średniej jak przed reformą z 1999 r. – cztery lata do liceum, pięć lat do technikum. Lub w drugim wariancie – nauka zostałaby wydłużona, ale tylko o jeden semestr. Oznaczałoby to całkowitą zmianę organizacji roku szkolnego, a rewolucja najbardziej dotknęłaby matur. Uczniowie pisaliby je zimą.
Plusem tego rozwiązania byłaby możliwość odwołania się od wyników matury do kolegiów arbitrażowych, poprawa egzaminu i możliwość rekrutacji na studia bez opóźnień. Ale pozostanie przy tym pomyśle rodziłoby dla uczniów więcej szkody niż pożytku, bo absolwenci wchodziliby na rynek pracy później od swoich rówieśników na Zachodzie. Sama Zalewska przyznawała, że pewnie młodzi ludzie „nie chcieliby być w systemie przez 13 lat”.
Wariant czwarty: zostawić czas nauki w obecnym kształcie: 6-letnia podstawówka, 3-letnie gimnazjum i 3-letnie liceum.
W tym roku zmiany, ale niewielkie
Minister Zalewska nie ujawnia na razie nad jakimi rozwiązaniami pracuje resort edukacji. Zdradza jednak, że wszystkie mają zostać przedstawione 27 czerwca w Toruniu, a zmiany wprowadzone we wrześniu 2017 roku. Podkreśla też, że „kwestia etapów jest drugorzędna”, a „rodziców interesuje podstawa programowa”. Zapowiada też, że w tym roku w obrębie edukacji pojawi się tylko kilka zmian, ale niewielkich, bo „w budżecie są inne cele”.