Paweł Jaszczak, Wybory, czyli PKW w roli głównej

203mJesienią tego roku rozpoczęła się seria politycznych weryfikacji. 16 listopada Polacy wybrali prezydentów i burmistrzów miast, wójtów gmin, sejmiki wojewódzkie, rady miast, powiatów i gmin. Ci, co wciąż jeszcze wierzą w skuteczność obowiązującego w Polsce systemu demokratycznego poszli wybierać swoich reprezentantów.

Wielu srogo się zawiodło. Okazało się bowiem, że głównym bohaterem listopadowych wyborów okazała się Państwowa Komisja Wyborcza i kompromitująco niesprawny system komputerowy za niecałe pół miliona złotych autorstwa firmy z Łodzi.
Do urn poszło ponad 47 proc. uprawnionych do głosowania Polaków, a II turze wyborów – niecałe 40 proc. Według oficjalnych wyników, wybory do sejmików wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Partia Jarosława Kaczyńskiego uzyskała najwyższy procentowo wynik, ale to PO wzięła większą liczbę mandatów w sejmikach. PiS, mimo że zwyciężyło w 6 okręgach, rządzi tylko w jednym – podkarpackim, bo partia nie znalazła w innych województwach nikogo do współpracy. Platforma wygrała też w dużych miastach, ale nie brakowało też spektakularnych porażek.
Wybory naszpikowane były sensacjami. Sondaże exit pools dramatycznie różniły się od oficjalnych wyników, szczególnie w przypadku PSL i liczby głosów nieważnych w wyborach do rad powiatów i sejmików, która wyniosła kilkanaście procent. Liczne sygnały o nieprawidłowościach wyborczych i niespodzianki przy liczeniu głosów stały się pożywką dla coraz głośniejszych stwierdzeń o sfałszowaniu wyborów.
Ale „bohaterem” wyborów okazała się Państwowa Komisja Wyborcza. Przez kilkanaście dni 8 panów i 1 pani, emerytowanych sędziów, którzy czuwali nad prawidłowym przebiegiem wyborów i niezwłocznym ogłoszeniem wyników w taki sposób, że skupiali na sobie uwagę całej Polski. Przed wyborami przewodniczący PKW Stefan Jaworski mówił, że dzięki nowoczesnemu systemowi komputerowemu wyniki wyborów poznamy w ciągu kilku godzin od zamknięcia lokali wyborczych. Kompromitacja przerosła wyobrażenia skrajnych pesymistów. Wyniki wyborów ogłoszono późnym wieczorem, w piątek 21 listopada. Przez te dni cała Polska w napięciu i ze złością śledziła zmagania członków komisji wyborczych z niedziałającym systemem komputerowym. Wydawało się, że PKW zupełnie nie panuje nad sytuacją, nie ma żadnego planu awaryjnego. I rzeczywiście nie miała, bo pewnego dnia wszyscy członkowie PKW podali się do dymisji!
Wyniki w końcu udało się opublikować, ale nadszarpniętego zaufania społecznego nie da się łatwo odrobić. Za pół roku są wybory prezydenta Polski, a zaraz potem wybory parlamentarne. Aż strach pomyśleć, co wtedy będzie się działo.
Przy okazji wyborów samorządowych posłowie głośno domagali się zmiany kodeksu wyborczego, który uznają za jedną z przyczyn nieprawidłowości. Kodeksu, który sami niedawno uchwalili. Chodzi przede wszystkim o sławetną już „kartę wyborczą zbroszurowaną” w wyborach sejmików i wielu okręgach także do rad powiatów. Warto dodać, że sprawą przetargu na ów system komputerowy zajęła się już Najwyższa Izba Kontroli.