Państwowa firma znów nie była w stanie wydrukować kart do głosowania

Zlecenie na druk kart do głosowania ponownie dostała ta sama niemiecka spółka, która drukowała karty na majowe wybory, które się nie odbyły — ustalił Onet. Choć rząd ma spółkę zajmującą się drukowaniem dokumentów — to Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych — to nie ona zajmuje się drukiem kart wyborczych na niedzielne głosowanie. Jak ustalił Onet, zamówienie trafiło do prywatnej spółki Samindruk z Brodnicy. Samindruk jest kontrolowany przez berlińską firmę Gather Druck und Vertrieb GmbH.

  • Wydrukowanie ok. 30 mln kart do głosowania jest jednym z kluczowych elementów przygotowań do wyborów
  • Karty są drukowane przez prywatną firmę z kapitałem niemieckim
  • Wydrukowanie kart na majowe wybory i ich połączenie w pakiety do głosowania – co robiło kilka innych firm – kosztowało budżet państwa niemal 70 mln zł.

Wyciek kart do głosowania

Samindruk to ta sama firma, która drukowała karty na majowe wybory, które się nie odbyły.

Wówczas Samindruk wydrukował karty, mimo że nie było przepisów dotyczących zasad głosowania. W ten sposób powstały karty wyborcze, których wzoru formalnie nie było.

Wydrukowanie 30 mln kart i ich połączenie w pakiety do głosowania — co robiło kilka innych firm — kosztowało budżet państwa niemal 70 mln zł. Wiele wskazuje na to, że w jednej z firm doszło do wycieku kart. Dokumenty zaprezentował publicznie jeden z kandydatów, Stanisław Żółtek. Poczta Polska złożyła w tej sprawie doniesienie do ABW — co dodatkowo uwiarygadnia przeciek.

Poczta trzyma makulaturę

Pakiety wyborcze z maja szybko stały się one bezużyteczną makulaturą. W obozie władzy wybuchł konflikt o wybory majowe — lider Porozumienia Jarosław Gowin zapowiedział, że nie poprze głosowania w tym terminie ze względu na ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Szef PiS Jarosław Kaczyński musiał ustąpić i podpisał z Gowinem porozumienie, zakładające rozpisanie wyborów na nowo — w czerwcu. Takie porozumienie umożliwiło dołączenie do wyborczej stawki nowych kandydatów.

Dlatego też Platforma wymieniła niepopularną Małgorzatę Kidawę-Błońską na Rafała Trzaskowskiego. Zaś Sąd Najwyższy nakazał dopisanie do listy kandydatów także Waldemara Witkowskiego z Unii Pracy, który między majowymi a czerwcowymi wyborami zebrał dodatkowe, podpisy potrzebne do rejestracji. W ten sposób lista kandydatów z czerwca przestała się zgadzać z majową. A to znaczy, że karty wyborcze z maja stały się bezużyteczną makulaturą.

Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, składowane są w magazynie pocztowym przy ul. św. Teresy od Dzieciątka Jezus 105 w Łodzi. To prywatny magazyn, w którym Poczta Polska wynajmuje powierzchnie. Opozycja próbowała odwołać nadzorującego pocztę wicepremiera Jacka Sasina — który stał się twarzą nieudanych wyborów w maju — ale PiS go obroniło.