Opatrzności powierzam moje życie

206bMinęło już osiem lat od dramatycznego wydarzenia, jakim było niedopuszczenie Ks. Abp. Stanisława Wielgusa do objęcia rządów w Archidiecezji Warszawskiej. Sprawa ta ciąży w pa mięci polskich katolików. Dlatego powinniśmy być wdzięczni Ks. Arcybiskupowi Stanisławowi Wielgusowi, że z dystansu lat zechciał się z nami podzielić przemyśleniami dotyczącymi swojego niedoszłego ingresu do katedry warszawskiej oraz refleksją nad swoim życiem, dokonaniami duszpasterskimi i naukowymi. Książka pod tytułem: „Tobie Panie zaufałem nie zawstydzę się na wieki – historia mojego życia” wydana przez Siostry Loretanki ukazała się na rynku księgarskim pod koniec ubiegłego roku.

Obserwując narastający atak na Kościół w Polsce i na świecie, widać że działania wrogów są dobrze zaplanowane. Rękoma polityków, publicystów – nierzadko uznawanych za przyjaciół Kościoła, dokonuje się podminowania siły i jedności Kościoła. Pojedyncze przewinienia osób duchownych eksponuje się, tworząc wrażenie masowości. Kapłanów oskarża się o wszystkie grzechy świata – o przemoc, pedofilię, donosicielstwo. Dlatego tak cenny jest głos Ks. Abp. Wielgusa – osoby duchownej, widzącej sprawy z wewnątrz Kościoła, osoby, która stała się ofiarą zmasowanej nagonki – współczesnego terroryzmu medialnego i zwyczajnego zaszczucia. Ks. Abp Wielgus nie był jedynym hierarchą w Polsce zarejestrowanym przez bezpiekę jako współpracownik, jednak jako jedyny utracił urząd w wyniku zaplanowanej intrygi i zmasowanej wrogości mediów, która dzisiaj, wbrew temu co się mówi, nie jest czwartą władzą, lecz pierwszą.

Książkę czyta się jednym tchem, nie wyłączając dokumentów i listów załączonych do obszernego aneksu, liczącego 140 stron. Autor przyznaje, że zdecydował się na napisanie tej książki, bo dotąd pozostaje w nim przekonanie o niesprawiedliwym osądzie. Chciał, by prawda zwyciężyła, przy czym zastrzega, że pisząc o sobie nie kierował się pobudkami ambicjonalnymi. We wstępie napisał: Zawsze miałem na uwadze radę Tomasza a Kempis „Ukochaj być nieznanym”. Chciałem to realizować w ciszy kościoła i w pracowni naukowej. Stało się jednak niezaprzeczalnym faktem, że koleje mojego życia uczyniły ze mnie osobę publiczną, …Na tyle znam siebie, że nie boję się konfrontacji moich czynów z czynami tych, którzy sponiewierali moją godność.

Prawie połowę książki autor poświęcił opisowi swojego środowiska rodzinnego, drogi do kapłaństwa, pracy duszpasterskiej, naukowej, lat pracy na KUL i posługi biskupiej w Diecezji Płockiej. W drugiej części książki Ks. Abp Wielgus umieścił obszerną analizę wydarzeń związanych z nadaniem mu tytułu metropolity warszawskiego, dramatycznych wydarzeń niedoszłego ingresu i powrotu do Lublina, gdzie przebywa do tej pory. W epilogu Ks. Arcybiskup napisał: Z posług biskupich nie zrezygnowałem i nie zrezygnuję, dopóki sił mi starczy i dopóki życzyć sobie tego będą kapłani i wierni… Pragnę zapewnić, że jestem bardzo rad z mojej obecnej sytuacji życiowej. Widzę, jak kolejami mojego losu kieruje Opatrzność i Jej powierzam ostanie lata mojego życia.

Zmowa przeciwko Ks. Abp. Wielgusowi nie skończyła się w 2007 r. Wrogość wobec tego zasłużonego kapłana trwa do dzisiaj, mimo że wiele pomówień na jego temat zostało zdementowanych. W Polsce wśród prominentnych osób pozostała niechęć do Ks. Arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Ujawnia ją m.in. Sławomir Cenckiewicz w komentarzu do omawianej książki. Ten, skądinąd ceniony naukowiec, badacz najnowszej historii Polski, zaskakuje cynicznymi uwagami, jakich używa recenzując tę wartościową książkę. Szyderczo zalicza ją do „pamiętnikarskiej literatury” i wytyka Arcybiskupowi, że książka przepełniona jest bólem, zawodem i żółcią. Nazywa ją „thrillerem Wielgusa”, po czym wygłasza przemądrzałą formułę, że zaprezentowana przez arcybiskupa forma obrony i argumentacja posiada braki i może budzić wątpliwości.

Tego, który przeczytał książkę Ks. Abp. Wielgusa, w pierwszej kolejności uderza pokora i delikatność, z jaką Arcybiskup omawia bolesne dla niego wydarzenia. W przedstawieniu faktów i komentarzach, widać staranność w doborze słów. Ks. Abp Wielgus wymienia osoby zaangażowane w tamte wydarzenia, bez obrażania tych osób. Nie szczędzi słów krytyki i rozczarowania oraz próbuje wskazać na źródła, z których wyszedł atak na jego osobę. Nie wyklucza udziału masonerii, zauważając dziwną zbieżność niektórych faktów. Odsunięcie go od urzędu nastąpiło 7 stycznia 2007 r. i w tymże roku, 9 września, zarejestrowana została w Warszawie loża B’nai B’rith; skądinąd radośnie przyjęta przez kancelarię ówczesnego prezydenta Polski. Być może silny i mocno broniący Kościoła kapłan na stanowisku metropolity warszawskiego, nie dopuściłby do zarejestrowania pod swoim nosem tej niepałającej życzliwością dla Polski organizacją?

Książka pogłębia naszą wiedzę o tym kapłanie. Interesujące są jego zmagania z władzą w czasie sprawowania przez niego funkcji, najpierw prorektora, a potem rektora KUL. Jak lew walczył o utrzymanie statusu i podstaw materialnych tej katolickiej uczelni w okresie transformacji ustrojowej i gangsterskich reform Balcerowicza. Jeszcze bardziej intrygująca jest druga część książki, w której Ks. Abp Stanisław Wielgus odsłania kulisy zdarzeń i udział znanych osób życia publicznego w niedopuszczeniu go do objęcia urzędu ordynariusza diecezji warszawskiej. Znajdujemy w niej opis zdarzeń widzianych nie od strony publicystów, lecz od strony osoby, której te wydarzenia bezpośrednio dotyczyły.

Po ogłoszeniu nominacji (6 grudnia 2006 roku, kiedy Ks. Arcybiskup przygotowywał się do ingresu, 20 grudnia zadzwonił do niego Tomasz Sakiewicz: otrzymałem grubiański telefon od redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza, który powiedział mi wprost, że byłem agentem SB i że ta wiadomość zostanie wkrótce opublikowana… „Gazeta Polska” opublikowała w dniu 21 grudnia 2006 roku artykuł Sakiewicza i niejakiej Katarzyny Gójskiej-Hejke pełen oszczerczych pomówień, bez podania żadnych źródeł. Rozpoczęła się ściśle zaplanowana i precyzyjnie prowadzona nagonka na moją osobę….

Nie sposób podać wielu informacji, które dostarcza ta intrygująca książka. Intrygująca, bo dotyczy historii najnowszej, mającej dzisiaj konsekwencje zarówno w życiu politycznym, jak i w życiu Kościoła w Polsce. Gazety, publicyści i politycy, którzy byli uczestnikami i komentatorami tamtych wydarzeń, nadal są aktywni w życiu Polski. Nie komentują jednak niektórych faktów, które nastąpiły po ustąpieniu Ks. Abp. Wielgusa. Wiemy, że oskarżenia oparte były na kopiach dokumentów sporządzonych przez służby SB. Arcybiskup zaznacza w książce, że do tej pory nie odnalazły się ich oryginały. Szkoda, że publicyści z równą skrupulatnością jak przy wcześniejszych atakach, nie skomentowali wyników badań, jakie zleciło Centrum Ekspertyz Prawnych Zrzeszenia Prawników Polskich w jednym z laboratoriów w zachodniej Europie. Zlecenie dotyczyło analizy grafologicznej podpisu pod dokumentami świadczącymi o współpracy Abp. Wielgusa z bezpieką pod pseudonimem „Grey”. Okazało się, że podpis był sfałszowany. Co więcej – dr Waldemar Gontarski, który pilotował tę sprawę mówi, że skontaktował się z nim były esbek, który odpowiadał za sfałszowanie podpisu Ks. Abp. Wielgusa. Autor książki kieruje do źródeł tej informacji – numeru 2 „Magazynu Śledczego” z 2012 r.

Inna sprawa, która mocno porusza czytelnika książki, to opis dwóch dni poprzedzających datę uroczystego ingresu Ks. Arcybiskupa S. Wielgusa do katedry warszawskiej, wyznaczonego na 7 stycznia 2007 r. Była to niedziela Chrztu Pańskiego. Dwa dni wcześniej – 5 stycznia, wezwał go do siebie ksiądz Nuncjusz Józef Kowalczyk domagając się podpisania oświadczenia, w którym Ks. Abp Wielgus przyznawał się do współpracy z tajnymi służbami. Tekst był już gotowy do podpisania. W książce Ks. Abp Wielgus przyznaje, że popełnił błąd podpisując ten tekst, w którym żadne słowo nie było jego autorstwa. Pisze, że był wtedy samotny i zdruzgotany histeryczną nagonką w mediach. Podpisując to oświadczenie, całkowicie zaufał Nuncjuszowi. Czuł, że wokół niego snuje się intryga. Dopiero po wielu tygodniach poznał niektóre fakty. Dowiedział się, że na rozkaz prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w nocy z dnia 6 na 7 stycznia stawili się trzej wysocy dostojnicy Kościoła w Polsce, by ustalić: …że w czasie przewidywanej Mszy świętej ingresowej zrzeknę się urzędu arcybiskupa metropolity warszawskiego. Według relacji arcybiskupa Józefa Michalika on nie wyraził na to zgody i opuścił zebranie. Kilkanaście godzin wcześniej Jarosław Kaczyński wysłał Przemysława Gosiewskiego do Rzymu, by wraz z ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej Hanną Suchocką… uzyskali akceptację Ojca Świętego dla mojej rezygnacji, o której jeszcze nie miałem pojęcia”!

Ks. Arcybiskup z niechęcią wspomina zachowanie jednego z polityków, aktywnie uczestniczącego w linczu. Był to Jan Rokita, który wyznał publicznie w programie telewizyjnym, że jest szczęśliwy, iż doczekał czasu, że to nie Papież, a świeccy katolicy decydują o wyborze biskupa! Oby taki proceder nie stał się regułą! Ci którzy odsunęli Ks. Arcybiskupa Wielgusa z centrum życia Kościoła, nie chcieli, by do szerokiej rzeszy docierały mocne słowa tego kapłana np.: …Nie ma nic gorszego dla chrześcijaństwa jak źli chrześcijanie… Nie pozostawajmy ze swoją wiarą na marginesie życia społecznego i politycznego… Chrześcijanie mają prawo obawiać się, że siły głoszące kompletny relatywizm poprawności politycznej, złączone z pogańskim liberalizmem… zaczną cenzurować samą Ewangelię. Kto wie, czy nie zakażą …głoszenia prawdy o tym, że po śmierci będzie życie pozagrobowe, że każdego czeka Boży sąd …że jest nie tylko niebo, lecz także wieczna kara.

Ten, kto słuchał lub czytał kazania i przemówienia Ks. Abp. Wielgusa przed, i po dramatycznych wydarzeniach z przełomu 2006 i 2007 roku wie, że ma do czynienia z kapłanem i Polakiem wielkiego formatu. Jego słowa tchną prawdą i wielkim znawstwem tematyki nie tylko teologicznej, ale wiedzy o sytuacji Kościoła, problemach społeczno-moralnych współczesnej rodziny i zagrożeń dla naszej ojczyzny. Ks. Abp Wielgus ma świadomość swoich dokonań i im przypisuje powód niedopuszczenia go do piastowania urzędu metropolity warszawskiego. W swojej książce napisał: Moje wymuszone, przypadkowe i zupełnie dla nikogo nieszkodliwe kontakty ze służbami specjalnymi PRL dawały znakomity pretekst do ich działań, ale tak naprawdę chodziło o coś innego. Zasadniczym powodem, jak sądzę, były głoszone przeze mnie przez lata jako rektora KUL i biskupa płockiego – poglądy sprzeciwiające się postmodernizmowi, neomarksizmowi i lewackiemu, ateistycznemu liberalizmowi. Nie można było dopuścić do Warszawy człowieka, który je stanowczo i jednoznacznie głosił. Okazałem się zbyt groźny dla tych ideologicznych nurtów, dla masonerii dla przedstawicieli tzw. otwartego Kościoła.

Sprawa Księdza Arcybiskupa prof. dr hab. Stanisława Wielgusa pokazała skutki pozorowanej i wybiórczo stosowanej lustracji w Polsce. Rzucono się na księży, o których wiadomo, że każdy miał swoją teczkę w IV Departamencie. Tam fabrykowano oszczerstwa przeciwko duchownym. Jednocześnie pozostawiono w ciszy lustrację innych środowisk – dziennikarzy, literatów, naukowców. Tych zaniechań nie da się już naprawić. Działalność „nietykalnych” wniknęła do wszystkich dziedzin życia w Polsce.

MARCIN KELLER