O męczenniku cierpienia w majestacie śmierci (Aspekt Polski nr 208)

Rok 2015 jest Rokiem Jana Pawła II – taką uchwałę przyjął Sejm RP.Posłowie zgodnie przyjęli taką uchwałę dla uczenia zeszłorocznej kanonizacji i 10 rocznicy śmierci. W uzasadnieniu czytamy: „W poczuciu moralnego obowiązku i głębokiego szacunku wobec postaci, która wywarła tak znaczący wpływ na losy nie tylko naszego narodu, ale i całego współczesnego świata.”
Sejm podkreślił w swojej uchwale również ogromne zasługi i zaangażowanie Jana Pawła II w proces odradzania się niepodległości naszej ojczyzny oraz ogromny wkład w propagowanie uniwersalnego przesłania o godności i prawach człowieka na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Jego życie było świadectwem wiary dla milionów ludzi na całym świecie, a bolesne odejście zjednoczyło wszystkich Polaków niezależnie od wyznania i poglądów – podkreślali posłowie. Ludzki wymiar życia Jana Pawła II, zwłaszcza jego ostatni etap życia jest przykładem znoszenia cierpienia i godnego odejścia, szczególnie dla starzejącego się naszego społeczeństwa.

Papież przebył prawdziwie ludzką i świętą drogę życia, która ostatecznie wykształciła pojęcie określonej filozofii w przygotowaniu się na swój kres. Czas cierpienia Papieża pierwszy raz w historii Watykanu został pokazany w całym wymiarze, nie tylko wzruszył ludzi na całym świecie, ale ujawnił bardzo ludzkie oblicze zbliżania się do śmierci, które czeka nas wszystkich. Jego śmierć poprzedziła wieloletnia choroba Parkinsona, która jednak nie wykluczyła realizowanych przez niego skrupulatnie obowiązków apostolskich. Choroba rozpoczęła się w 1991 roku i z każdym rokiem była bardziej zaawansowana, w efekcie następowały ograniczenia swobody czynności ruchowej. Do tego doszły następnie upadki, które unieruchomiły Jana Pawła II do tego stopnia, że na początku chodził o lasce, a potem już poruszał się na specjalnym wózku. Papież pomimo tego wszystkiego nie rezygnował z misji: pielgrzymowania apostolskiego, audiencji, publicznego nauczania, pisania, liturgicznych ceremonii oraz administrowania, a wszystko to przychodziło mu już o wiele trudniej, bo z większym nakładem energii i wysiłku.

10. rocznica śmierci, już teraz Świętego Jana Pawła II, jest dogodną okazją, aby przypomnieć – jaki był kres tego Wielkiego Polaka i Ojca Świętego. Z wypowiedzi naocznego świadka Kard. Dziwisza Papież nie bał się śmierci, był na nią przygotowany, bo widział ją zawsze w perspektywie życia wiecznego. Wynikało to również z wcześniejszego przeżycia zamachu na jego życie (13 maja 1981), z dostatecznego otarcia się o śmierć, przeżycia doświadczeń cierpienia, które przygotowały go na zbliżający się koniec. Ostatnie dni życia Jana Pawła II można prześledzić jako zmaganie się z chorobą ograniczającą wykonywanie codziennych obowiązków, które przypadły na okres Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych 2005 roku. Rok ten rozpoczął się dla Papieża gwałtownym pogorszeniem jego stanu zdrowia.

1 lutego wieczorem znalazł się w szpitalu Gemelli, z powodu komplikacji wywołanych grypą, która wywołała ostre zapalenie krtani i tchawicy utrudniające oddychanie. I mimo, że na parę dni wyszedł ze szpitala (10 lutego), zaraz jednak do niego znów wrócił (24 lutego), by przejść operację tracheotomii (25 lutego), ponieważ trudności z oddychaniem nasiliły się jeszcze bardziej i powodowały duszenie się. Od tego czasu nie mógł już mówić, potem chwilowo powracał słaby głos i 1 marca był w stanie z wielkim trudem powiedzieć kilka słów. 13 marca wrócił do Watykanu, choć było widać, że stawał się coraz słabszy tak, że po raz pierwszy w swym pontyfikacie nie mógł przewodniczyć uroczystościom Triduum Paschalnego. Nie wziął udziału w Drodze Krzyżowej organizowanej każdego roku w Koloseum w Wielki Piątek, było to już 24 marca. Papież oglądał te wydarzenia religijne przed telewizorem w swojej kaplicy, trzymając wielki krzyż podczas ostatniej – XIV stacji Męki Pańskiej. 27 marca, Jan Paweł II pojawił się publicznie w Niedzielę Wielkanocną, by udzielić światu błogosławieństwa „Urbi et orbi”. Mimo wcześniejszych przygotowań do tego wystąpienia oraz usilnych prób nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa.

Kardynał Dziwisz wspomina: Był głęboko poruszony, rozgoryczony, a zarazem wyczerpany daremnym wysiłkiem. Ludzie na Placu Św. Piotra wzruszeni, bili brawo, wołali go, a on czuł na sobie cały ciężar swej bezsilności i cierpienia – spojrzał mi w oczy i powiedział: – Byłoby chyba lepiej, żebym umarł, skoro nie mogę pełnić powierzonej mi misji, a następnie dodał: ‘Bądź wola Twoja… Totus Tuus’. To nie był wyraz rezygnacji, ale poddania się Bożej woli. Wielkanocne orędzie odczytał za niego watykański sekretarz stanu Kard. Angelo Sodano.
W środę, 30 marca, Papież ponownie ukazał się w oknie, już po raz ostatni, by przywitać 5 tys. młodych ludzi przybyłych z Mediolanu na wyznanie wiary, jednak znów nie był w stanie nic powiedzieć. Tym razem, kiedy odszedł od okna nie miał już na twarzy tego wyrazu bezsilności, jaki dało się zauważyć w Niedzielę Wielkanocną. Już wiedział, był „gotów”. Wiedział, że zbliżał się czas odejścia z tego świata. Tego samego dnia, z powodu trudności z przełykaniem, rozpoczęto jego odżywienia dojelitowe. W czwartek wieczorem, 31 marca, rozpoczęła się agonia papieża, która trwała do soboty, 2 kwietnia. Wskutek infekcji dróg moczowych nastąpiła zapaść sercowo-naczyniowa, połączona z wysoką gorączką. Papież nie chciał umierać w szpitalu. Już wcześniej wyrażał wolę umierania w domu, blisko grobu św. Piotra. Tu, w domu na Watykanie, miał od lutego zapewnioną niezbędną opiekę medyczną, a przede wszystkim duchową. W pokoju, w którym leżał, naprzeciwko łóżka wisiał obraz cierpiącego, spętanego Chrystusa „Ecce homo”, obok wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, a na stoliku zdjęcie rodziców.

Podczas odprawionej Mszy św. wieczornej przy łóżku chorego Kard. Marian Jaworski udzielił Papieżowi sakramentu namaszczenia chorych, po którym przyjął Komunię świętą. Pod koniec Mszy św. nastąpił moment pożegnania Papieża z domownikami: z sekretarzem, posługującymi mu siostrami zakonnymi (sercankami), lekarzami i sanitariuszami. W piątek, 1 kwietnia, odprawiono Mszę św., drogę krzyżową, modlitwę brewiarzową (Trzecią Godzinę Liturgii Godzin), a bliski przyjaciel, ks. Tadeusz Styczeń, przeczytał kilka fragmentów Pisma Świętego. Stan pacjenta był krytyczny; był on w stanie wypowiedzieć zaledwie kilka sylab. Cały czas na Placu Św. Piotra gromadziły się tłumy młodzieży (ok. 100 tys.), by modlić w jego intencji. Wtedy niesłyszalnym głosem skierował do nich słowa podziękowania: Szukałem was, teraz wy przyszliście do mnie, i za to wam dziękuję.

Następny dzień 2 kwietnia 2005 roku, był decydujący, stan zdrowia Papieża pogorszył się jeszcze bardziej, spadło mu ciśnienie krwi, oddech stał się płytki, nerki odmówiły funkcjonowania.

W ciągu dnia umierający Jan Paweł II pobłogosławił i przekazał swój ostatni dar: korony przeznaczone dla Matki Boskiej Częstochowskiej w Grotach Watykańskich oraz na Jasną Górę. Podpisał kilkanaście nominacji na biskupów i nuncjuszy. Z wielką pogodą ducha pożegnał się z najbliższymi współpracownikami, kardynałami, prałatami z sekretariatu Stanu, kierownikami poszczególnych urzędów; nie zapomniał także o Franceso, odpowiedzialnym za porządek w apartamencie. Razem z obecnymi z nim osobami odmówił wszystkie codzienne modlitwy. Wreszcie, poprosił ks. Stycznia, by czytał Ewangelię św. Jana, jeden rozdział po drugim. Przeczytano w sumie dziewięć pierwszych rozdziałów, aż do momentu, kiedy zgasło życie Papieża.

Po południu, ok. 15:30, Papież bardzo słabym głosem wyszeptał: Pozwólcie mi odejść do Pana. Usłyszała to jedna z posługujących Papieżowi sióstr, Tobiana, która dostrzegła jego spojrzenie, po czym zbliżyła ucho do jego ust. To były ostatnie słowa, jakie Jan Paweł II miał wypowiedzieć na ziemi. Wieczorem, ok. godz. 19:00, chory zapadł w śpiączkę. W pokoju paliła się gromnica. Ok. 20:00, sekretarz Papieża, ks. Dziwisz zdecydował się odprawić Mszę św. z Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Po ofiarowaniu Kard. Jaworski jeszcze raz udzielił umierającemu sakramentu namaszczenia chorych, a w chwili Komunii świętej ks. Dziwisz podał umierającemu jako wiatyk kilka kropli Najświętszej Krwi Chrystusa. Po Mszy św. do ręki podano mu gromnicę.

O godz. 21:37 Papież przestał oddychać, co zaraz było widoczne na monitorze lekarskim, pokazującym ustanie pracy Jego serca, a potwierdził to osobisty lekarz papieski R. Buzzonetti. Powiedział on do zebranych: Odszedł do domu Ojca. Natychmiastową reakcją zebranych było nie zwyczajowe odmówienie modlitwy za zmarłych, ale odśpiewanie dziękczynnego Te Deum, za dar Papieża i jego pontyfikat. Świat dowiedział się o śmierci Papieża 20 minut później, ponieważ przez cały ten czas zgodnie z normami watykańskimi działał jeszcze elektrokardiogram, mający dać pewność orzeczeniu lekarza.

Przed godz. 22 na Plac Świętego Piotra wyszedł argentyński Biskup Leonardo Sandrii, zastępca sekretarza Stanu w Watykanie, oznajmiając wszystkim tam zgromadzonym: Nasz ukochany Ojciec Święty Jan Paweł II powrócił do domu Ojca. Wtedy cały Plac wypełnił gigantyczny huk braw. Tak właśnie Włosi swym starym zwyczajem żegnali człowieka, który dla nich „przeżył piękne życie” był ich 264 papieżem.

Obejrzałem po raz wtóry przejmujący film pt. Karol – Papież, który pozostał człowiekiem. W tym znakomitym filmie biograficznym o Janie Pawle II pokazano również w dużej mierze ogrom cierpień, zmagań z postępującą chorobą i trwanie Papieża do końca w swojej misji. Jest to niezapomniany wizualny przekaz umierania. To właśnie Papież przypomniał współczesnemu człowiekowi o humanizującej roli chrześcijańskich zasad, których wartość, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym, realizował na własnym przykładzie każdego dnia, aż do końca swego życia. Śmierć Papieża ma dla nas znaczenie fundamentalne: pokazuje inny sens cierpienia i umierania, dając jej chrześcijański wzór w gronie najbliższych i we wspólnocie Kościoła. Tym samym eksponuje drugie, niedoceniane dziś, oblicze tego samego życia związanego właśnie z cierpieniem i śmiercią, które nawet z perspektywy teraźniejszości, a przede wszystkim wieczności, ma o wiele większą wartość niż te przemijające korzyści z życia.

Dla wszystkich ludzi na świecie, a dla nas Polaków szczególnie, Jan Paweł II pokazał jak człowiek umiera, pogodzony ze zbliżającą śmiercią, nie zabrał tego aktu do grobu, również dał nam świadectwo, jak należy się przygotować i godnie odejść.

WŁODZIMIERZ LIPCZYŃSKI