O cywilizacji miłości

Jedynie konsekwentna, prawdziwa (oparta na fundamencie prawdy), pełna i zupełna w swojej budowie – cywilizacja miłości. Definiując i precyzując pojęcia dodam, że przez cywilizację będę rozumiał za prof. Feliksem Konecznym: metoda ustroju życia zbiorowego. Z kolei wyrażenie cywilizacja miłości rozumiem za Janem Pawłem II: prymat osoby nad rzeczą, prymat miłosierdzia nad sprawiedliwością, prymat „być” nad „mieć”, prymat etyki nad techniką.
Aby wyjaśnić, czym jest cywilizacja miłości, można też pokazać jej opozycję – cywilizację śmierci.

Ta ostatnia posługuje się przede wszystkim brakiem szacunku do drugiego człowieka, kłamstwem, manipulacją – np. nie dopuszcza wielu badań naukowych. Jak podkreśla prof. Ryś bardzo mocno widoczne jest to w ostatnich czasach, kiedy „knebluje” się głos osoby, mówiącej na temat naprotechnologii, kiedy nie można podkreślać negatywnych skutków in vitro, tak jak kiedyś trzeba było przemilczać dramatyczne konsekwencje aborcji.

Można spojrzeć na cywilizację miłości jako na „cywilizację łacińską”, której treść pewnie była znana Janowi Pawłowi II. Spójrzmy okiem Konecznego z perspektywy książki doc. Józefa Kosseckiego: „Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach”. Pisał on, że: w łacińskiej natomiast cywilizacji naczelną zasadą jest wszechstronny rozwój osobowości ludzkiej, stąd wynika zasada nadrzędności społeczeństwa nad państwem i etyki nad prawem, popieranie indywidualnej twórczości w każdej dziedzinie, stąd troska o zdrowie i dobrobyt, stąd wreszcie poszanowanie godności i własności ludzkiej oraz obrona monogamicznej, nierozerwalnej rodziny.

Taki obraz cywilizacji przyszłości rysuje się niezwykle szczęściorodnie i harmonijnie. Ale czy jest możliwy o osiągnięcia…? Myślę, że na płaszczyźnie wiary na pewno, kiedy nasze dążenia coraz ściślej będziemy zespalać z wolą Bożą, tak jak mówił wielki patron Polski św. Maksymilian Maria Kolbe, który napisał równanie w=W, gdzie małe „w” oznacza naszą wolę, a duże „W” wolę Bożą. Budowa harmonii tej cywilizacji musi być zaczęta od najmniejszej komórki społecznej – rodziny, silnej rodziny Bogiem. Tutaj, gdzie można dużo wypracować i zbudować na potężnym fundamencie Jezusa Chrystusa, tak by w coraz większej ilości aspektów naszego życia być upodobnionym właśnie do niego najczystszej Miłości, która się rozwinęła w Nim do szczytów możliwości. Tutaj dotykamy aspektu naszej na ziemi wędrówki osiągania jak największej świętości i po raz kolejny kłania się nam św. Maksymilian, który mówił, że muszę być świętym jak największym. Staranie się i zabieganie o tę naszą indywidualną świętość jest bardzo ważne, bo to może się z czasem przeradzać w swoisty „walec świętości”, który będzie naszym przykładem życia uświęcał innych, pobudzając do większej aktywności w budowaniu cywilizacji życia i miłości.

Jak mawiał pewien wybitny cybernetyk społeczny doc. Józef Kossecki. nawiązując do pojęcia homeostazy społecznej: zły może działać m.in. poprzez entropię w danym układzie (jednostka, rodzina, stowarzyszenie, społeczeństwo, państwo), wobec czego, gdy zwiększamy swoją organizację usuwając nieuporządkowanie i chaos z otoczenia automatycznie uniemożliwiamy jego przystęp do siebie, czy innego układu, z jakim się stykamy. Zacznijmy wiec budować homeostazę miłości w nas samych i w naszych ogniskach rodzinnych, a z pewnością będziemy przyczyniać się do budowania cywilizacji miłości, która jest bardzo zaraźliwa, choć niełatwa w obsłudze. Niech ona będzie zatopiona we wzorze miłości Trójcy Świętej, gdzie Bóg Ojciec z Synem Bożym są zespoleni relacją miłości Duchem Świętym i stanowią jedno. Dla tego warto przeszczepiać tę harmonię na grunt życia małżeńskiego i rodzinnego.

Trzeba nam dziś ludzi konkretnych, zdecydowanych i odważnych w swojej aktywności do świętości, a nie zalęknionych i przestraszonych o swoją wiarę. Ludzi, którzy postawią całe swoje życie na największą Miłość i nie będą się zatrzymywali na bylejakości i przeciętności wiary. Bo wierzyć, to znaczy Jezus Chrystus, a On poszedł na całość i pokazał nam jak żyć.

MARCIN MAC