Nowy prezydent Ukrainy

Nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski rozpoczął swoje urzędowanie od ważnych decyzji. Mimo przeszkód doprowadził do tego, że posłowie zgodzili się na dobrowolne rozwiązanie parlamentu i na uchwalenie nowej ordynacji wyborczej. W kampanii wyborczej Zełenski obiecał, że będzie skutecznym prezydentem i słowa dotrzymał. Rozwiązując ukraiński parlament, osiągnął swój pierwszy cel. Przedterminowe wybory do ukraińskiego parlamentu (Wierchownej Rady) odbędą się już 21 lipca. Według kalendarza wyborczego, wybory parlamentarne miały się odbyć w październiku br.

Po rozwiązaniu parlamentu sprawy na Ukrainie przyśpieszyły. Wybory prezydenckie, w których Zełenski w mistrzowski sposób pokonał swoich przeciwników uzyskując w drugiej turze ponad 73 proc. poparcia, zostały w cieniu. Nastał czas ukraińskiej „dobrej zmiany” i gorączkowe montowanie nowej sceny politycznej. Z różnych badań socjologicznych wynika, że obecnemu parlamentowi ufa od 4 do 12 procent społeczeństwa. Ustępujący rząd tworzyła koalicja Bloku Partii Poroszenki i Frontu Ludowego, która pod koniec swojego urzędowania się rozpadła. Teraz powstają nowe ugrupowania, a stare się przegrupowują. Z partii Blok Petra Poroszenki odłączyła się partia Udar braci Kliczko, by startować samodzielnie. Obecny premier Wołodymyr Hrojsman chce startować z listy nowo założonej partii Ukraińska Strategia. Oligarcha Ihor Kołomojski montuje własną partię, wokół której skupią się merowie dużych miast – Charkowa i Odessy. Do startu w wyborach parlamentarnych szykuje się też partia Micheila Saakaszwiliego – Ruch Nowych Sił i partia Batkiwszczyna z Julią Timoszenko na czele.

Zapleczem politycznym prezydenta Zełenskiego będzie od niedawna działająca partia Sługa Narodu. Podobnie jak w przypadku Macrona – najpierw wykreowano prezydenta, a potem zbudowano wspierającą go partię. Zełenski jako zdolny aktor, który nauczył się kiedyś roli prezydenta w filmie, teraz wyucza się nowej roli – bycia politykiem w realu. Nowe zadanie rozpoczął od powołania szefa administracji prezydenta. Został nim Andrij Bohdan – doświadczony prawnik mający na swoim koncie współpracę z rządem za czasów Wiktora Janukowycza oraz współpracę z oligarchą Ihorem Kołomojskim. Zełenski przymierza się, by Ministerstwo Spraw Zagranicznych w nowym parlamencie objął Wadym Prystajko, obecny poseł Ukrainy przy NATO. Pilnie poszukiwany jest kandydat na przyszłego premiera. Partia Sługa Narodu choć dopiero co budowana, w sondażach wysuwa się na pierwsze miejsce. Jej szefem jest Iwan Bakanow – przyjaciel Zełenskiego i współtwórca firmy „Kwartał 95” zajmującej się produkcją programów kabaretowych. Zełenski powołał już tegoż Bakanowa na stanowisko zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Od 2014 r. Ukraina jest republiką parlamentarno-prezydencką, w której głowa państwa ma umiarkowane kompetencje; dlatego dla prezydenta ważne jest, kto zasiądzie w ławach poselskich. Dobra współpraca z koalicją rządzącą i rządem będzie gwarantem prezydenckiej władzy. Ukraińskie społeczeństwo wybierając Zełenskiego oczekuje od niego, by powsadzał za kraty wszystkich, którzy wykorzystywali wpływy polityczne do bogacenia się. Ukraińcy oczekują, że w pierwszym rzucie rozliczony zostanie były prezydent Petro Poroszenko. Poroszenko, nazywany „królem czekolady”, jest właścicielem firmy Roshen – największego producenta słodyczy na Ukrainie. Dzięki zniesieniu ceł do UE wyroby tej firmy uzyskały łatwy dostęp na europejski rynek. Od dwóch lat polskie sklepy są zalewane wyrobami cukierniczymi naśladującymi polskie marki. Ukraińska firma przy produkcji nie musi podporządkowywać się unijnym wytycznym, dlatego wyroby firmy Roshen są tanie i wypierają polskie małe firmy cukiernicze. Na Ukrainie oligarchowie chcąc zachować swój status quo, muszą mieć oparcie w politykach. Petro Poroszenko był sprytnym graczem i umiał się dogadać z każdą władzą. Na początku swojej kariery politycznej związał się z prezydentem Kuczmą. Potem poparł pomarańczową rewolucję, którą w znacznej mierze finansował. Za prezydenta Juszczenki był ministrem spraw zagranicznych, za kolejnego prezydenta Janukowycza również piastował ministerialne stanowisko. Często zmieniał upodobania partyjne dopasowując się do okoliczności. Zapewne teraz po przegranych wyborach, też się dopasuje.

Następca Petra Poroszenki – Wołodymyr Zełenski wie jak przypodobać się „ludowi”. Jako komik umiał zaskarbić jego przychylność w wyborach prezydenckich i nadal popisuje się „bliskością ze zwykłym człowiekiem”. Na swoją inaugurację 20 maja nie przyjechał limuzyną, lecz przyszedł pieszo. Nie gorszy był mer Kijowa Witalij Kliczko, który na uroczystość zaprzysiężenia nowego prezydenta przyjechał rowerem – tak jak zrobił to serialowy prezydent w filmie „Sługa narodu”. Zastanawia, kto pisze scenariusze tym nowo powoływanym politykom – dawnemu bokserowi Kliczko i komikowi Zełenskiemu? Gdzie mieści się sztab dowodzenia grupy sprawującej władzę na Ukrainie? Jeden z tropów prowadzi do środowiska związanego z oligarchą Kołomojskim. Kim jest Ihor Kołomojski – protektor i opiekun Zełenskiego? To jeden z najbogatszych Ukraińców, miliarder. Pierwsze miliony zdobył w 1990 r. handlując komputerami. W 1992 r. założył ze wspólnikami PrivatBank SA. Jest potentatem w branży petrochemicznej i magnatem medialnym. Do niego należały firmy „Naftochimik Prykarpattja” i „Ukrnafta” oraz linie lotnicze MAU. W 2015 r. w wyniku wejścia w życie nowych przepisów stracił kontrolę nad częścią swoich biznesów, ale nadal posiada przedsiębiorstwa na Ukrainie, w Rosji i Rumunii. Stoi na czele holdingu medialnego „Hławred”. Kontroluje agencję informacyjną UNIAN oraz popularną telewizję 1+1 Media Group. Deklaruje, że jest Żydem i posiada trzy obywatelstwa – ukraińskie, izraelskie i cypryjskie. Swego czasu posiadał prywatne oddziały wojskowe w Donbasie i niewykluczone, że wspiera je nadal. Opiekuje się neobanderowskim ugrupowaniem Prawy Sektor, którego trzon tworzą Ukraińcy z podwójnym ukraińsko-żydowskim obywatelstwem. Przeciwko Kołomojskiemu toczyły się dwa postępowania prokuratorskie, w których podejrzewano go o zlecenie zabójstwa. Skonfliktował się z Petrem Poroszenko, gdy odebrano mu bank i wytoczono procesy. By uniknąć „sprawiedliwości” zbiegł z Ukrainy. Od tamtego czasu, czyli od połowy 2017 r., mieszkał najpierw w Szwajcarii, potem w Izraelu. Powrócił na Ukrainę kilka dni przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Zapewne liczy na to, że po dojściu do władzy swojego protegowanego, odzyska aktywa stracone przez nacjonalizację PrivatBanku w 2016 r., będącego wówczas największym bankiem na Ukrainie. Teraz Kołomojski domaga się 2 miliardów odszkodowania!

Podopieczny Kołomojskiego – Wołodomyr Zełenski ma 41 lat. Pochodzi z miasta Krzywy Róg. Dzieciństwo spędził w Mongolii i podobnie jak Kołomojski pochodzi z rodziny ukraińskich Żydów. Studiował prawo na Kijowskim Uniwersytecie Ekonomicznym, ale karierę zrobił nie jako prawnik, lecz jako aktor komediowy i showman. Popularność zdobył w ukraińskim serialu komediowym z rodzaju political fiction pod tytułem „Sługa narodu” opowiadającym o nauczycielu historii – panu Vasilym Golobordko, który zostaje prezydentem kraju. Odcinki tego filmu umieszczane na You Tube miały po kilkanaście milionów odsłon. Zełenski podczas prezydenckiej kampanii wyborczej nie uczestniczył w debatach publicznych i nie wdawał się w polityczne utarczki. Jego metodą było wrzucanie do internetu zdjęć i antyestablishmentowych filmików. Jak widać fikcja wykreowała rzeczywistość. Manipulacja ludźmi się udała. Środowisko kreujące rzeczywistość na Ukrainie osiągnęło spektakularny sukces.

Specyfiką Ukrainy są ścisłe związki rządzących z oligarchami. Związki Zełenskiego z Kołomojskim są na tyle bliskie, że w ciągu dwóch lat, kiedy miliarder ukrywał się w Szwajcarii i Izraelu, Zełenski odwiedził go aż 13 razy. Oprócz Kołomojskiego, oligarchą wspierającym Zełenskiego jest Wiktor Pinczuk, zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy, właściciel trzech popularnych stacji telewizyjnych. Ukraińcy poparli Zełenskiego, bo są zmęczeni wszechobecną korupcją i dotychczasową sceną polityczną. Na Ukrainie ciągle powtarza się to samo – mała grupa oligarchów realizuje swoje interesy, kosztem społeczeństwa ukraińskiego. Tak było za kolejnych prezydentów: Juszczenki, Janukowycza, Timoszenki i Poroszenki. Nie warto zastanawiać się nad zapowiedziami wyborczymi nowego prezydenta – w kampanii musiał obiecać, że podniesie pensje, zwalczy korupcję, zakończy wojnę w Donbasie i usunie wiele innych bolączek kraju. Czy tak się stanie, zależeć będzie nie od prezydenta Zełenskiego, ale od tych, którzy wprowadzili go na arenę polityczną.

Na jakim etapie jest dzisiejsza Ukraina? Mimo wielkich pieniędzy wpompowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i Polskę oraz wsparcie ze strony UE, Ukraina nadal pogrążona jest w kryzysie. Świadczy o tym masowy exodus Ukraińców. Szacuje się, że poza krajem przebywa ok. 8 milionów obywateli tego kraju. MFW w marcu 2015 r. przeznaczył dla Ukrainy pakiet w kwocie 17,5 miliardów dolarów pod warunkiem, że rząd ukraiński zwalczy korupcję. Korupcja nadal kwitnie, co nie przeszkodziło, by w grudniu 2018 r. MFW zatwierdził kolejny program pomocowy na kwotę 3,9 miliardów dolarów. Jeden z aktywistów ukraińskiej organizacji „Stop Korupcji” powiedział niedawno: „Nasz kraj potrzebuje tylko jednego – przestać kraść”. Ukraińcy są narodem niecierpliwym i roszczeniowym. Nie będzie łatwo zaspokoić ich oczekiwania.

Zachowanie Polski wobec Ukrainy wzbudza niepokój. Władze Polski ulegają Ukrainie we wszystkich sprawach. Wspierają ją finansowo, gospodarczo, wojskowo i politycznie. Tolerują neobanderowską politykę naszego sąsiada, gloryfikującą Stepana Banderę i nie podejmują skutecznych kroków wobec blokowania ekshumacji ofiar ludobójstwa OUN-UPA. Honorują prezydenta Poroszenkę Orderem Orła Białego i z jakichś powodów ciągle deklarują przyjaźń z Ukrainą. Niezrozumiałe jest zachowanie prezydenta Andrzeja Dudy. Jako pierwszy pogratulował Zełenskiemu sukcesu pisząc w liście gratulacyjnym słowa: „Stale okazujemy Ukrainie solidarność w obliczu rosyjskiej agresji…”, a jednocześnie nie uznał za stosowne uczestniczyć w inauguracji nowego prezydenta Ukrainy. Polscy rządzący powinni skorzystać z mądrości wielkich Polaków, m.in. Romana Dmowskiego. W 1930 r. w swojej krótkiej książce pt. „Kwestia ukraińska” napisał: Nie ma siły ludzkiej zdolnej przeszkodzić temu, żeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata (…) Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy (…) Dla narodu (polskiego)…lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny.

MARCIN KELLER