Nie żyje Stanisław Terlecki

Nie żyje Stanisław Terlecki, były reprezentant Polski, a także piłkarz Legi Warszawa, ŁKS-u Łódź czy amerykańskiego New York Cosmos. Zmarł w czwartek rano. Miał 63 lata. Terlecki karierę piłkarską zaczynał w Warszawie, gdzie występował w Polonezie i w Gwardii, skąd trafił do ŁKS-u Łódź. Później wyjechał do USA, gdzie występował między innymi w zespole New York Cosmos czy San Jose Earthquakes. Po powrocie do Polski występował również w Legii i Polonii Warszawa.

 

W reprezentacji Polski rozegrał 29 spotkań, w których zdobył 10 bramek. Po słynnej aferze na Okęciu, gdzie wstawił się za Józefem Młynarczykiem, został usunięty z kadry.

Po zakończeniu kariery dwukrotnie, bez powodzenia, kandydował do Sejmu. Wydał również książkę „Pele, Boniek i Ja”, w której opisał historię swojego życia i kariery.

– To jeden z największych talentów w historii polskiej piłki nożnej – mówi o swoim koledze Jan Tomaszewski. – Był nieprawdopodobnie dynamiczny i szybki. Mówiliśmy wręcz, że jest „przetechniczniony”. Kochał piłkę. Miał jednak wadę – dopóki wszystkich nie okiwał, to nie podał koledze. Ale naprawdę potrafił to robić – ze smutnym uśmiechem wspomina bramkarska gwiazda reprezentacji Polski.

Jak podkreśla Tomaszewski, wszystko było na dobrej drodze, aby Terlecki zastąpił Roberta Gadochę, wtedy najlepszego skrzydłowego świata. Przed mundialem w Argentynie miał pewne miejsce w reprezentacji.

– Graliśmy mecz w Warszawie. Niestety, Staszek przewrócił się. „Poszły” łękotka i kolano. Nie pojechał do Argentyny. To był przełomowy moment nie tylko w jego karierze, ale też w całym życiu. To na nim ciążyło do samego końca. Zdawał sobie sprawę, że mógł być gwiazdą kadry, ale nie dostał szansy.

Sytuacją, która zupełnie pogrążyła Terleckiego była ta z lotniska „Okęcie” w 1980 roku. Dziś Tomaszewski nazywa ją „tragikomiczną”. W dużym skrócie – 28 listopada jeden z kadrowiczów, Józef Młynarczyk, przyjechał na lotnisko w stanie nietrzeźwym. Selekcjoner Ryszard Kulesza zadecydował, że nie zabiera go na mecz eliminacyjny z Maltą, na który wybierali się Polacy. W obronie bramkarza stanęli: Zbigniew Boniek, Władysław Żmuda i właśnie Terlecki. Ostatecznie Młynarczyk poleciał na zgrupowanie przed meczem z Maltą, a trzech piłkarzy PZPN ukarał odsunięciem od gry. Wszyscy poza Terleckim pokajali się i w końcu wrócili do kadry. Dla Terleckiego to był koniec.

– Stanął w obronie kolegów i praktycznie skończył karierę reprezentacyjną. Wydaje mi się, że kiedy grał w New York Cosmos, w którym grali przecież Pele i Beckenbauer, cały czas miał niedosyt. Był w drużynie gwiazd, ale sam nie stał się nią do końca. W tamtych czasach gwiazdą zostawało się przede wszystkim podczas mistrzostw świata. To była psychiczna skaza – zaznacza Tomaszewski.

Legendarny bramkarz reprezentacji Polski wyjawia, że Terlecki wciąż chciał podjąć w polskiej piłce ambitne przedsięwzięcia. – Nie bardzo wiedział jednak, jak. Nie wyglądał na załamanego. Wielokrotnie do mnie dzwonił, choćby z ideą utworzenia szkółek itd. Miał pomysły. To wszystko jednak zupełnie się rozpłynęło.

za onet.pl