Naród niepoprawny politycznie

206bKilka dni temu, węgierski premier Viktor Orbán podsumował pięciolecie swoich rządów. Ostatnie wydarzenia w Europie, głównie za sprawą wojny domowej na Ukrainie i emancypacji kolejnych państw, szczególnie nowej Unii Europejskiej, Orbán może zaliczyć do wyjątkowo udanych. Jako młody, a jednocześnie wytrawny przywódca rosnącego w siłę chrześcijańskiego narodu, potrafił przeprowadzić Węgry przez ostatnie lata na pozycje lidera Europy Środkowej, i to nie tylko pod względem gospodarczym, ale i społecznym.

Mimo upływu lat, Viktor Orbán nie traci nic ze swojej pierwotnej świeżości. Tak jak przed pięcioma laty odbijał Węgry z rąk zupełnie skompromitowanych socjalistów, wskazując odważnie kierunek reform gospodarczych wprowadzanych równolegle ze zmianą konstytucji, w której odwołał się do Korony Węgierskiej, zapisał ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci oraz zdefiniował małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, tak w gospodarce obrał kurs na politykę socjalną, która pozwala narodowi węgierskiemu korzystać z owoców sukcesów państwa i właściwej, opłacalnej polityki zagranicznej. Nadto, określił w konstytucji forinta jako walutę narodową, czym zamknął mrzonki o przystąpieniu Węgier do strefy euro. Viktor Orbán jest kochany przez Węgrów za to, co robi, bo to obiecał w kampanii wyborczej i dotrzymał słowa. Za to samo jest nielubiany, a niekiedy nienawidzony przez europejskich (w tym niestety także polskich) eurobiurokratów i eurofascynatów. Bo premier Węgier przestał pasować do puzzli układanych w Waszyngtonie i Brukseli.

Po roku wojny na Ukrainie i odmowie uczestnictwa Węgier w procesie bezmyślnego mnożenia sankcji wobec Rosji, premier Orbán powiedział publicznie, że nie obchodzi go, czy zagranica jego politykę akceptuje czy nie. –  Odpuszczamy poprawność polityczną, bo Węgrzy rodzą się niepoprawni politycznie, a jednak nie są przy tym niespełna rozumu. – Taka jest nasza natura – stwierdził Viktor Orbán, odważnie uzasadniając, że pod jego kierunkiem Węgrzy pójdą drogą szukania kompromisu i współpracy z potęgą, jaką jest Rosja, że dla potrzeb Ukrainy nie ma zamiaru wyrzec się interesów swoich rodaków, żyjących na ukraińskim Zakarpaciu. – Węgrzy są zainteresowani nie czczą gadaniną, lecz faktami, chcą rezultatów – nie teorii.

W dobie niszczenia wartości chrześcijańskich przez masońskie nurty oplatające śmiertelnym uściskiem Europę, wobec nacisku na homogenizację kultur i niszczenie tożsamości chrześcijańskiej Europy poprzez niekontrolowany zalew azjatyckiej ludności muzułmańskiej, Viktor Orbán podkreślił, że liberalna wielokulturowość nie jest odpowiedzią na wyzwania, przed którymi stoi dziś Europa. W swoim orędziu zaznaczył, że obawia się przekształcenia Węgier w „obóz uchodźców”. Aby klarownie uzasadnić każdą swoją tezę, w kilkudziesięciominutowym wystąpieniu opisywał problemy, z jakimi boryka się Europa w początkach XXI wieku. Mówił o przebiegu i skutkach gospodarczego kryzysu, sięgającego swoimi skutkami nie tylko od Aten do Madrytu, ale rozlewającego się po całej Europie. Charakteryzował nowe problemy ekonomiczne, wojny, jakie targają Starym Kontynentem, mówił o głębokim społecznym niezadowoleniu rosnącym we wszystkich krajach UE i zyskujących coraz większe poparcie radykalnych ugrupowaniach politycznych. Zaznaczył wreszcie, że na tle stojącej na krawędzi rozpadu Europy, Węgry jawią się jako ostoja stabilności i rozwoju. – Dlatego w końcu należy traktować nas jak równych, a nie jak gorszych – przekonywał węgierski premier.

W warstwie gospodarczej orędzie węgierskiego premiera było odpowiedzią na oczekiwania sfrustrowanych poczynaniami UE mieszkańców państw Europy. Viktor Orbán powiedział jasno: Mój rząd zrezygnował z neoliberalnej polityki gospodarczej i liberalnej polityki społecznej, która odrzuca kulturę chrześcijańską! Nazwał też społeczeństwo wielokulturowe „ułudą”. Wyraził wątpliwość, czy możliwe jest włączenie do społeczeństwa ludzi, z których wielu nie jest gotowych do zaakceptowania kultury europejskiej, a w niektórych wypadkach chcą ją wręcz zniszczyć. Orbán zaapelował o przeciwstawienie się fali imigracji, która grozi przekształceniem Węgier w „obóz uchodźców” – relacjonuje agencja AP.

W odróżnieniu do innych państw Unii Europejskiej, Węgry przeżywają dziś wielki boom w polityce społecznej – konsekwentnie rośnie liczba urodzeń, stabilnie przybywa ślubów i coraz mniej jest rozwodów. Są to zjawiska, o których inne narody mogą tylko marzyć, bo niemal wszędzie obserwowany jest głęboki regres w tych obszarach.

Zaprezentowane fakty dystansują Węgry od tzw. polityki europejskiej. Orbán konsekwentnie kroczy drogą interesu narodowego i nie przystaje do ad hoc zwoływanych sankcji przeciw Rosji, nie wymyśla Putinowi, ale stawia na odpowiedzialność i współpracę. W przeciwieństwie np. do Polski, Viktor Orbán, podobnie jak Czechy, Słowacja, Austria czy Szwajcaria, z korzyścią współpracuje z Rosją i nie popada w rolę histerycznego sąsiada-wariata, plującego po kryjomu na korytarzu do butelek z mlekiem. W sytuacji, kiedy polska dyplomacja, tonąca w antyrosyjskich obsesjach została sama naprzeciw Rosji, Viktor Orban gościł w Budapeszcie rosyjskiego prezydenta Władimira Putina uzyskując zapewnienie o znaczącej zniżce cen gazu i korzystnego dla Węgier zwolnienia z zasady: „take-or-pay” (bierz albo płać). Efektem tego, już na Węgrzech znacząco spadły ceny gazu. W ubiegłym roku oba kraje podpisały umowę, na mocy której Rosja będzie uczestniczyć w rozbudowie elektrowni w Paks i udzieli Węgrom korzystnego kredytu na budowę dwóch nowych reaktorów w wysokości 10 mld euro.

W sprawie konfliktu na Ukrainie, Viktor Orbán jasno stwierdził, że unijne sankcje tylko oddalają szanse na zażegnanie konfliktu na Ukrainie i zaznaczał, że Węgry nowych sankcji wymierzonych w Rosję już nie uznają.

MIROSŁAW ORZECHOWSKI