Największa operacja antykorupcyjna w historii III RP. Drugie uderzenie Kamińskiego

KamOkoło 500 odchodzących polityków i urzędników trafia właśnie pod obserwację Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Służba będzie sprawdzać, czy w czasie pełnienia poprzednich funkcji wydawali decyzje korzystne dla nowych pracodawców. To prawdopodobnie największa operacja antykorupcyjna w historii III RP.

Ze „zbrodniarzy IV RP” Mariusz Kamiński był osobą ściganą najdłużej, najbardziej zaciekle i najskuteczniej. Osiem lat po aferze gruntowej został nieprawomocnie skazany za naruszenie uprawnień podczas realizacji operacji specjalnej. Skazując go na trzy lata bezwzględnego więzienia, sąd nie tylko wymierzył wyrok wyższy, niż domagała się prokuratura, ale prawdopodobnie – tak twierdzi wielu prawników – najbardziej surowy w III RP za takie przestępstwo. Nawet prawnicy nieprzychylni PiS byli zaskoczeni orzeczeniem sędziego Wojciecha Łuczewskiego. Jeszcze większym zaskoczeniem było przygotowane przez niego pisemne uzasadnienie do wyroku, które nie dość, że ujrzało światło dzienne pod koniec kampanii wyborczej do Sejmu, to jeszcze zawierało dane personalne funkcjonariuszy CBA. Kierownictwo Biura uznało, że sędzia zaatakował służbę, ponieważ ujawniając nazwiska funkcjonariuszy, naraził ich na niebezpieczeństwo i w rzeczywistości uniemożliwił im pracę. Nie było tu mowy o pomyłce, bo wiele innych wrażliwych danych zostało w tym dokumencie ukrytych.

Ograniczyć wyłudzenia

Najważniejsze zadanie, jakie stoi przed Mariuszem Kamińskim, to ograniczenie skali wyłudzeń VAT. Według szacunków firmy PwC w 2015 r. w ten sposób polski budżet zostanie okradziony na 53 mld zł, czyli 3 proc. PKB. To ogromny wzrost wobec roku 2014, gdy wyłudzono 41 mld zł (2,4 proc. PKB). W 2007 r., gdy PiS oddawał władzę, skala wyłudzeń VAT wynosiła 0,6 proc. PKB.

Groźne słowo „Audyt”

Pracownicy ABW będą mogli przejść do CBA, które przejmie kompetencje ABW, ale stanie się to dopiero po weryfikacji. Audyt obejmie zresztą wszystkie służby – zarówno cywilne, jak i wojskowe. PiS w ten sposób chce sprawdzić, w jakim stanie przejmuje służby. Chce też sprawdzić, czy służby nie nadużywały władzy – kogo inwigilowały, jakich działań zaniechały.

za wprost.pl