Mirosław Orzechowski, Krwawy odwet za bluźnierstwo

204mW środę 7 stycznia o godz. 11:20 dwaj zamaskowani sprawcy wdarli się do redakcji pornograficznego, lewackiego tygodnika „Charlie Hebdo”, mieszczącego się w centrum Paryża. Zabili 12 osób. Mordercami byli bracia Said i Cherif Kouachi. Pierwszy miał 34 lata, drugi – 32. W zamachu uczestniczył jeszcze 18-letni Hamyd Mourad, który nie brał udziału w strzelaninie i sam oddał się w ręce policji.

Sprawcy działali metodycznie, nie tracąc nawet przez moment zimnej krwi. Do redakcji wtargnęli dokładnie zamaskowani z kałasznikowami i granatnikiem przeciwpancernym. Podczas ataku krzyczeli „Allah Akbar! Pomściliśmy proroka Mahometa, zabiliśmy Charlie Hebdo!”, „Jesteśmy AlKaidą”. Doskonale władali francuskim.

W tygodniku satyrycznym „Charlie Hebdo” wielokrotnie i w sposób odrażający znieważano uczucia religijne katolików, wyznawców islamu i żydów. Na te bluźnierstwa chrześcijanie w niewiernej Francji, niegdyś Najstarszej Córce Kościoła – milczeli, ale nowo przybyli do tej ziemi islamiści, nie tolerowali drwin i pornograficznych bluźnierstw przeciw Bogu i Mahometowi. Francuzi dowiedzieli się teraz, że muzułmanie, którym bezmyślnie pozwolono na osadnictwo w wyludniającej się Europie, nie odpowiadają na krzywdę nadstawieniem drugiego policzka. Wychowali się w kulturze zemsty, dla której warto poświęcić własne życie.

Dlatego atak terrorystyczny w Paryżu wstrząsnął całym światem; ale chyba mało kogo zaskoczył. Choć przed ekranami przeżywaliśmy napięcie podobne do tego z 2001 roku po ataku na Word Trade Center, to jednak tamto zdarzenie było absolutnym szokiem. Trzeba walczyć z terroryzmem, bo to najbardziej nikczemna forma zbrodni, ale zwalczać trzeba przyczyny terroryzmu! A obecne wypadki we Francji są skutkiem obłędnej ideologii wielokulturowości, mieszania religii, cywilizacji i systemów wartości. Ofiarą pada libertyńska Europa, bo jej ślepi politycy o skłonnościach samobójczych nie rozumieją skutków własnych uczynków. W normalnej Francji podobny szmatławiec nie mógłby bezkarnie funkcjonować, ale w społeczeństwie, które stoczył rak demoliberalizmu, „Charlie Hebdo” cieszy się poparciem władz i skretyniałych czytelników.

„Wszyscy jesteśmy Charlie” – tak francuski i europejski establishment zareagował na zamach terrorystyczny na pismo „Charlie Hebdo”. Prezydent Francois Holland stwierdził, że w zamachu zginęli rysownicy o wielkim talencie, odważni kronikarze, dodając, że będziemy nadal w ich imieniu bronić tego przesłania wolności.

W podobnym tonie wypowiedział się Donald Tusk: Unia Europejska stoi ramię w ramię z Francją po tym strasznym czynie. To brutalny atak przeciwko naszym fundamentalnym wartościom, wolności słowa, filarowi naszej demokracji. A Ewa Kopacz uznała, że to zamach na „podstawowe wartości Europy: demokrację i wolność słowa”. Szanowni Państwo: potępiam terroryzm w każdej postaci, ale ja nie jestem „Charlie”! Jestem Polakiem i Europejczykiem, ale proszę nie wypowiadać się w moim imieniu. Bo moje wartości wynoszę z katolickiego domu, gdzie obowiązuje szacunek dla innych, gdzie nie ma pobłażania dla bluźnierstw przeciw wierze i wartościom. Jeśli się z kimś nie zgadzam, to nie zapraszam go do swojego domu, aby w miejscu mojego Krzyża ustawił swój religijny znak. To wy sprowadziliście do Europy obcą cywilizację, obcą religię i obce obyczaje. To wy bierzecie odpowiedzialność za budowanie w Europie meczetów, a przecież wiecie, że dla islamisty ziemia, na której stawia meczet staje się jego krajem.

Tragedia w Paryżu rozgrywa się w tle krwawego światowego pochodu dżihadystów, w którym uczestniczą już mieszkańcy państw zachodnich. Od ponad pół roku radykalni islamiści zdobywają, krok po kroku, terytoria Syrii, Iraku, Afryki; teraz sięgnęli po Europę.
Komentarze i doniesienia koncentrują się na sensacyjnych szczegółach zamachu. Podają analizie skutki, unikając zgłębienia rzeczywistych przyczyn krwawych rozrachunków. Atak na redakcję tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo”, a potem kolejne dwa zamachy – na policjantów i sklep w Paryżu, pokazują że bezpowrotnie kończy się bezpieczny czas dla Europy. Tykająca od wielu lat bomba zegarowa, którą są islamscy imigranci zamieszkujący bogate państwa Europy, na naszych oczach została odbezpieczona. Lont podpalili „satyrycy” paryskiego szmatławca.

Potępiono terrorystyczny „zamach na wolność”. A przecież to francuski myśliciel, Alexis de Tocqueville napisał kiedyś, że „wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. A rysownicy i autorzy bluźnierczych, gorszących i ocierających się o pornografię karykatur, łamali wolność do wyznawania religii. Bezkarnie funkcjonowali, choć przekraczali normy i dobre obyczaje. Jednak we Francji mieszka około 7 milionów wyznawców Allaha, co stanowi już 10 procent ogółu ludności!

W tym roku przypada 110 rocznica ustawowego ogłoszenia świeckości państwa francuskiego. Bestialski napad, jaki zgotowali Francji imigranci pochodzący z dawnych francuskich kolonii staje się gorzką puentą tamtego błędu. Choć dziś około 55 procent Francuzów przyznaje się do wiary katolickiej, kościoły świecą pustkami, a ignorowanych jest większość dogmatów i prawd wiary. Francja stoi na czele państw, w których kwitną dewiacje, relatywizm, cywilizacja śmierci. Jak niskie musiało być morale ludzi, którzy utrzymywali się ze szczucia i wyśmiewania człowieka, wiary i świętości. Karykatura zamieszczona w ostatnim wydaniu tygodnika „Charlie” była prowokacyjnym proszeniem się o śmierć. Dżihadyści dosłownie potraktowali t zachętę. Na rysunku był namalowany uzbrojony w kałasznikow islamski bojownik. To, co myślał, zapisane zostało w dwóch dymkach: „Wciąż nie było zamachu we Francji”, „Poczekajcie. Życzenia noworoczne można składać do końca stycznia”. Życzenie redakcji spełniło się już 7 stycznia.

Po krwawym akcie nienawiści, w którym zginęło dwunastu ludzi, posypała się seria kolejnych ataków. Horror zakończył się w trzeciego dnia śmiercią trzech zamachowców. W wyniku szturmu policji zginęło czterech zakładników. Wśród ośmiu rannych było trzech policjantów. Pochodzący z Algierii bracia Kouachi, barykadując się w drukarni, byli przygotowani na śmierć. Policja francuska przekazała ich słowa: „Jesteśmy gotowi na męczeńską śmierć”. Ginąc z rąk francuskiej policji, stali się męczennikami. Czy będzie to kres, czy początek zemsty? We francuskich miastach doszło już do starć z wyznawcami islamu. Wydarzenia te muszą wywołać refleksję społeczeństw wyrosłych na kulturze chrześcijańskiej, nad godnością i kondycją człowieka w jego relacji z Bogiem. Francja, Europa i w ogóle wszystkie państwa cywilizacji okcydentalnej muszą gruntownie zrewidować pojęcie „obrona zachodnich wartości”.

Z terrorystycznymi zamachami w Paryżu zbiegło się wydanie książki Michela Houellebecqa, który napisał, że Francja w 2022 roku będzie oparta na prawie koranicznym. Twierdzenie to ma obecnie niemal 100-procentowe prawdopodobieństwo realizacji.