Mirosław Orzechowski, Kiedy upadnie moralność, upadnie wiara

204m– Dopiero wtedy upadnie wiara, gdy runie moralność – mówił Sługa Boży ks. Kard. August Hlond, Prymas Polski. Swoim świętym i pełnym heroizmu życiem zdecydowanie występował przeciwko próbom moralnej deprawacji Narodu polskiego, uświadamiając, że rodzina jest najmniejszą komórką społeczną i jej rozpad jest zagrożeniem dla państwa i Narodu. Wskazywał, że główną strategią walki masonerii z Bogiem i Kościołem jest demoralizacja, według wspomnianej wyżej zasady: „Dopiero wtedy upadnie wiara, gdy runie moralność”.

Niewielkie obowiązki ducha, jakie Bóg nakłada na człowieka, koncentrują się w zasadzie – poza sferą wiary – właśnie w moralności. To tutaj powstają najwznioślejsze postanowienia i uczynki człowieka, i to moralność jest obszarem najgwałtowniejszego rabunku szatana.

Szkołą moralności jest rodzina i dom rodzicielski. Liczne przykłady z historii dowodzą, że najbardziej wynaturzone ideologie, które przejmowały pod władanie szkoły, środki społecznego przekazu, instytucje kultury ponosiły fiasko w decydującym dla narodów momencie, bo fundament kolejnego pokolenia budowany był w katolickich domach. Właśnie tam, w zawilgoconych suterenach, czy w dostatnich i nasłonecznionych salonach słowa znaczyły to samo; dobro było dobrem a zło – złem.

Trudno w tej sprawie i dzisiaj powiedzieć coś nowego, przyszłość – ta odległa i ta zupełnie bliska rodzi się i kształtuje w rodzinie. Jaki z tego wniosek? Jedni powiedzą: chronić rodzinę i umacniać w każdy możliwy sposób, drudzy: rozbić rodzinę, albo w ogóle nie dopuszczać do jej powstania, bo rozproszone jej członki – rozwodnicy, żyjący w niesakramentalnych konkubinatach, nieślubne dzieci, pozorni samotnicy przedkładający dostępną jeszcze uciechę nad sakramentalny i antropologiczny obowiązek – będą łatwym łupem każdego złodzieja duszy.

W tym momencie przychodzą mi na myśl echa III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów w październiku 2014 roku i dochodzące głosy z dyskusji o małżeństwie i rodzinie. Wspominam doniosłe wystąpienie Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, ks. Abpa Stanisława Gądeckiego, którego głos przywołał równowagę ducha Chrystusowego w apostolskiej sali obrad. Wszyscy zamarliśmy wtedy, wierzę że z retorycznym pytaniem: czy jest możliwa zmiana nauczania Kościoła w sprawie nienaruszalności sakramentu małżeńskiego i rodziny?

Ks. Kard. Raymond Burke ze Stanów Zjednoczonych, który jako prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, brał udział w Synodzie z urzędu, wezwał wszystkich katolików, zarówno świeckich, jak i duchownych, aby przed kolejnym Synodem Biskupów nt. rodziny zaangażowali się w obronę prawdy o niej i o małżeństwie. Kardynał Burke podkreślił, w wywiadzie dla paryskiego dziennika „Le Figaro”, że „świat bardzo tej prawdy potrzebuje, gdyż panuje tu wielkie zamieszanie, spowodowane choćby teorią gender, ale nie tylko. Również zabiegi o dopuszczanie do Komunii rozwodników żyjących w nowych związkach i swoista obsesja na punkcie unieważniania małżeństwa prowadzą w istocie do wprowadzenia katolickich rozwodów i osłabienia nierozerwalności tego sakramentu. Kościół tymczasem musi bronić małżeństwa, a nie je osłabiać”. Jaskrawe słowa 67-letniego księdza Kardynała, aż bolą. Są przepełnione troską o zbawienie dusz i Kościół Chrystusowy. Ale przecież nie są wypowiedziane bezpodstawnie.

Ks. Abp Stanisław Gądecki w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przypomniał nauczanie Kościoła w sprawie nierozerwalności małżeństwa i nawiązał do osób, które zawarły związek małżeńskich, a opuszczone nie żyją w nowych związkach: „One są świadkami wierności, która jest czasem heroiczna. I oni mogą Komunię Świętą przyjmować. W innej sytuacji są ludzie, którzy związali się z kolejnymi osobami”– stwierdził ks. Arcybiskup Gądecki i zwrócił uwagę, na problem prób rozluźniania dyscypliny w Kościele. –„Złudzeniem jest pogląd, że dzięki ustępstwom da się przyciągnąć ludzi do Kościoła. Mam wrażenie, że to jest ukłon w stronę sytuacji zastanej, jaka ma miejsce np. w Niemczech. Tam od dawna ludzie się nie spowiadają, a wszyscy idą do Komunii świętej. Wiem to z doświadczenia” – ocenił hierarcha i zaznaczył, że niepokoją go coraz częstsze starania o unieważnianie małżeństw z powodu „psychicznej niezdolności do zawarcia małżeństwa”. – „Swego czasu wymyślono taką przyczynę, którą da się w praktyce zastosować prawie do każdego człowieka. To otworzyło furtkę. Na pewno wymaga to refleksji. Sygnatura Apostolska upomina sądy – także w Polsce – że nie można rozstrzygać pozytywnie większości spraw w oparciu o psychiczną niezdolność. Trzeba większej powagi w podejściu do tej problematyki”– powiedział Ksiądz Arcybiskup.

Upadek rodziny pociąga za sobą upadek kultury, ładu moralnego i wychowania następnych pokoleń do wierności małżeńskiej, wierności Kościołowi i wierności Bogu. Bo upadek moralności to upadek wiary. Kościół katolicki nie może „dopasowywać” doktryny do zjawisk społecznych, choćby miało to stać się kosztem spadku liczby wiernych w kościołach, bo wtedy nie będzie to już Kościół katolicki. Wiara nasza nie jest wymyślona przez człowieka, choćby najzacniejszego, wiara jest nam objawiona przez Boga, dlatego nie wolno dalej „obniżać poprzeczki”! Skałą, na której Chrystus ufundował rodzinę, jest nierozerwalność węzła małżeńskiego. Nie można tej skały obrócić w piasek.

Nie znam dokładnych danych dotyczących liczby stwierdzonych nieważności małżeństw, ale wiem, że orzeczenia sądów idą w tysiące. Istotnie, praktyka łatwości orzekania sądów kościelnych buduje rzeczywistość „kościelnych rozwodów”. Znane są gorszące przykłady fortun adwokackich zbijanych na stwierdzeniach nieważności małżeństwa, choćby z powodu „niedojrzałość do podjęcia obowiązków małżeńskich”! Każdy „rozwód” można w ten sposób uzasadnić. To niedopuszczalne w świetle Ewangelii i słów Jezusa Chrystusa! Święty Jan Paweł II był wielkim obrońcą małżeństwa i rodziny i jaki dzisiaj plon wydają małżonkowie, którzy byli świadkami tego pontyfikatu? A gdzie, w świetle nauki Kościoła podziała się rodzinna troska o upadłego małżonka, gdzie obowiązek wskazania drogi ratunku? Hedonizm i użycie są zaprzeczeniem duchowej drogi katolika. Czyżby ofiara, cierpienie, a nawet ból i uświęcenie nie miały już żadnej wartości? A od czego jest spowiedź i nawrócenie?

Kryzys wiary jest wielką próbą dla wszystkich katolików, dla Kościoła hierarchicznego, również. Każdy katolik musi podejmować walkę o wypełnianie woli Boga ściśle według Jego niezmiennych reguł, a nie naszych. Wierzę, że Kościół prowadzony przez Namiestnika Jezusa Chrystusa nie odstąpi od obrony rodziny i sakramentu małżeństwa, który jest darem i zadaniem powierzonym nam przez Boga, i że ta Prawda jest niezmienna, bo pochodzi od Stwórcy. Sakrament małżeństwa jest nierozwiązywalny aż do śmierci małżonków. Upadający moralnie świat szczególnie dzisiaj, potrzebuje chrześcijańskich rodzin, które przez wierność i poświęcenie niosą Chrystusa następnym pokoleniom.

Dlatego módlmy się, aby Jego Świątobliwość Papież Franciszek zechciał ogłosić ex cathedra dogmat o nierozerwalności małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety oraz o rodzinie, jako płodnym miejscu przekazywania życia i wychowania dzieci do wiary katolickiej. Ta prawda, którą żyje Kościół od chwili jego ustanowienia przez Jezusa Chrystusa pomoże wszystkim wątpiącym zrozumieć istotę naszego powołania do świętości.