Marcin Keller, Antypolonizm na ekranach

205mZastanawiające jest, kto zarządza kinem i polską telewizją, skoro przedstawiany tam świat nie zgadza się z doświadczeniem większości Polaków. Jaką historię życia mają decydenci obrazów tam pokazywanych?

Co zmusza ich do fałszowania polskiej historii i prawdy o naszym Narodzie. Czy ich rodziny nie zaznały nieszczęść w czasie II wojny światowej? Czy nie wiedzą, kto te nieszczęścia wywołał? Głośny ostatnio film Pawła Pawlikowskiego „Ida” każe zadawać takie pytania. To już kolejna pozycja z serii antypolskich fałszów. Serwuje się je polskim widzom – dla ich upokorzenia, a zagranicznym widzom – dla utrwalania złych stereotypów o Polsce i Polakach.

Na oczach milionów Polaków odbiera się dobre imię naszym przodkom. Zohydza się naszą piękną kartę historii zapisaną między innymi w izraelskim instytucie Yad Vashem. Wdzięczni Żydzi uhonorowali ponad sześć i pół tysiąca Polaków tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za pomoc niesioną Żydom w czasie II wojny światowej. W ostatnich latach pojawia się groźne zjawisko – współfinansujemy antypolskie produkcje filmowe za pośrednictwem Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Szkodzimy Polsce budując Polakom negatywny public relations. Zatem nie będzie żadnym odkryciem twierdzenie, że jeżeli powstają w Polsce antypolskie produkcje, to znaczy, że Polską nie rządzą Polacy!

Każdy fragment filmu „Ida” wysyła widzom symboliczną treść z intencją wykoślawienia obrazu Polaków i Kościoła. Na czarno-białym ekranie śledzimy fragment życia tytułowej bohaterki – nowicjuszki zakonu w przededniu złożenia ślubów wieczystych. Przełożona zakonu pozwala jej poznać historię swojej rodziny. Od ciotki dowiaduje się, że jest Żydówką. Docierając do swoich rodzinnych miejsc, odkrywa ciemne strony Polaków. Twórcy filmu chcą, by w oczach widza utrwalił się obraz brudnego, pazernego chłopa–Polaka i prymitywnej, zdewociałej chłopki. Tak pokazani polscy chłopi mają uosabiać Polaków – antysemitów, którzy zabijali Żydów i zawłaszczali ich mienie. Grunt pod taki obraz Polaków przygotował przed laty Jan Tomasz Gross w cyklu swoich haniebnych książek „Sąsiedzi”, „Strach”, „Złote żniwa”. Dzięki pomocnej dłoni, między innymi wydawnictwa Znak, świat i niedouczeni Polacy, oswoili się z obrazem Polaka – głupiego, pazernego, czyhającego na żydowskie pieniądze. Po takim przygotowaniu, dzisiaj łatwiej dokonuje się kolejnych fałszerstw. Książki zapoczątkowały proces oczerniania Polaków, ale miały niewielką siłę rażenia. Czytanie wymaga zbyt dużego wysiłku. Takich mankamentów nie ma film, który bez wysiłku dotrze do każdego; najpierw z ekranów kinowych, potem z ekranów telewizorów. Któż się odważy zaprzeczyć fałszom – skoro są tak zmasowane. Powszechność ideologii o polskich winach, przygniecie prawdę o nas.

Kolejną, równie ważną intencją filmu „Ida” było wyszydzenie Kościoła, któremu Polska tak wiele zawdzięcza. Dlatego część akcji rozgrywa się w murach klasztornych. Siostry zakonne wzięły na wychowanie sierotę, ale nie udało im się wpoić mocnej religijnej postawy u swojej wychowanki Anny, skoro po odkryciu swego prawdziwego imienia i swojego żydowskiego pochodzenia, tak łatwo złamała zakonne reguły. Naśladując ciotkę, poznaje smak „prawdziwego życia”. Zakonne cnoty zastępuje alkoholem, papierosami, seksem. Wyjątkowo prymitywny przekaz, z zamiarem pokazania słabości nauczania Kościoła i nędznych jego skutków.

By spotęgować ten przekaz, twórcy filmu zadbali, by siostry zakonne były antypatyczne i bezduszne. W filmie „Ida” jaśnieje tylko jedna postać. Jest nią ciotka Wanda – sędzia, której pierwowzorem była stalinowska prokurator – Helena Wolińska-Brus. Jest to jedyna postać, którą autorzy wyposażyli w głębię duchową. Przedstawiając rozdarcie moralne i wyrzuty sumienia, pomogli widzowi znaleźć usprawiedliwienie dla jej okrutnej działalności w stalinowskim systemie władzy oraz zrozumieć powody nałogu alkoholowego i samobójczej śmierci. To przeszłość jest winna temu, że krzywdziła innych. W domyśle – winni są Polacy, którzy mordowali Żydów. W ten sposób autorzy filmu podjęli jeszcze jeden wątek – próbę usprawiedliwienia Żydów, którzy brali udział w komunistycznym systemie opresji. W szczególności, podjęto próbę wybielenia postaci stalinowskiej oprawczyni Wolińskiej – osławionej morderczyni sądowej, która w 1968 roku opuściła Polskę i nigdy nie została osądzona za swoje zbrodnie.

Ci, którym z jakichś powodów zależy na oczernianiu Polaków, zadbali o szeroką, międzynarodową promocję tego filmu. Promotorzy podkreślali wielowymiarowość i delikatność tego „filmowego dzieła”. Dzięki temu „Ida” odniosła sukces. Od premiery w 2013 roku do tej pory zdobyła już 70 nagród na międzynarodowych konkursach filmowych uzyskując dwie nominacje do tegorocznej nagrody Oskarów. Szanse na sukces są duże. Amerykańska Akademia Filmowa ma słabość do filmów o cierpieniu Żydów. Antypolskie i często agresywne wobec Polski środowiska żydowskie, chcą wmówić światu, że Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust. Sukces filmu ułatwi poparcie opinii światowej dla żydowskich roszczeń o odszkodowania. Dzięki takiemu filmowi jak „Ida” utrwali się stereotyp Polaka – mordercy i szmalcownika, a Polska jawić się będzie jako słabe państwo, niegodne zaufania.

W ten antypolski nurt wpisują się tegoroczne obchody 70. rocznicy wkroczenia Armii Radzieckiej do obozu w Auschwitz– Birkenau. Świadczy o tym zarówno dobór uczestników uroczystości, jak i treść przemówień i komentarzy. Media pokazały, że uwaga skupiona była na żydowskich ofiarach obozu, z minimalnym tylko wspomnieniem o polskich więźniach obozu. Pominięto bohaterstwo świętego ojca Maksymiliana Marii Kolbego i położnej Stanisławy Leszczyńskiej. Kto by brał pod uwagę fakt, że zginęło tam 75 tysięcy Polaków i że Polacy przez dwa lata byli najliczniejszą grupą więźniów zamęczanych w tym niemieckim miejscu kaźni. Bezmyślna uległość polskich organizatorów uroczystości i poprawność polityczna nakazywała, by wątek polskich ofiar ograniczyć do minimum. Nieobecność rodziny rotmistrza Witolda Pileckiego była świadomą i skandaliczną decyzją organizatorów obchodów, by w świat poszedł jednolity przekaz o zagładzie Żydów. Świat nie powinien się dowiedzieć o roli Pileckiego w organizowaniu ruchu oporu na terenie obozu. Nie powinien usłyszeć o polskim bohaterze, który dobrowolnie dał się zamknąć na trzy lata w obozie zagłady, by w ramach zadań powierzonych mu przez Polskie Państwo Podziemne przekazywać aliantom informacje o okrucieństwie Niemcówci nie zachowali się lojalnie, ani wobec Żydów, ani wobec Polaków. Dlatego pomija się fakty przypominające o bezczynności Zachodu wobec tragedii rozgrywających się na polskiej ziemi.

Przemilczanie faktów i zastępowanie ich kłamstwami i półprawdami, zbierają dzisiaj obfite żniwo. Kilkadziesiąt relacji prasy zachodniej z obchodów 70 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau zawierało sformułowanie „polskie obozy zagłady”. W austriackim brukowcu „Heute” posunięto się nawet do tego, że wezwano Polskę do przyznania się do współudziału w Holokauście Żydów! Świat mimo wszystko jest logiczny. Skoro nie bronimy się przed takimi paszkwilami, jak niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”. Skoro produkujemy polskie filmy pokazujące, jak bezwzględnie obchodziliśmy się z żydowskimi sąsiadami, trudno oczekiwać, że ktoś będzie weryfikował filmowy przekaz z faktami. Z każdym dniem coraz trudniej spotkać żywego świadka, który zaprzeczyłby tym kłamstwom. Zapisane relacje świadków leżą gdzieś zakurzone. Czytane tylko przez nielicznych poszukiwaczy prawdy, nie zagrożą mitom o antysemityzmie Polaków. Dobrze wiedzą o tym organizatorzy opluwania Polski. Złej opinii o Polakach nie zmienią nawet słowa wypowiedziane po obchodach rocznicy Auschwitz przez Ronalda Laudera – przewodniczącego Światowego Kongresy Żydów reprezentującego wspólnoty ze 100 krajów. Zapytany przez polskiego dziennikarza z dziennika „Rzeczpospolita”, jak Polska wypada w porównaniu z ze starą Europą Zachodnią jeśli chodzi o antysemityzm, odpowiedział: „Dostrzegłem mało antysemityzmu w Polsce”. Na kolejne pytanie, jaka jest przyszłość wspólnoty żydowskiej w Polsce, odpowiedział: „Sądzę, że będzie rosła. Gdy przyjechałem do Polski po raz pierwszy, 20-30 lat temu, społeczność żydowska była bardzo mała i bardzo wiekowa. Teraz widzę, w związku z tym, że mam szkołę w Warszawie z żydowskimi uczniami, wzrastającą ilość rodzin żydowskich w Polsce, co jest wspaniale”. Czy akceptacja dla historycznych kłamstw i przeinaczeń dobrze rokuje na przyszłość relacjom polsko-żydowskim? Czy to ma być droga do wzajemnego zrozumienia?

Z braku czujności, zostaliśmy zapędzeni w kozi róg. Państwo polskie nie dba, aby Polacy znali własną historię, która jest powodem do narodowej dumy. Półanalfabeci opuszczający szkoły publiczne wiedzę o przeszłości czerpią, np. z kina i telewizji. A tutaj czeka na nich pułapka. Ekonomiczny system finansowania badań naukowych czy produkcji filmowej zmusza prawdę o Polsce do milczenia. I nie ma komu protestować, bo właściciele „mówiących po polsku” mediów nie mają w tym żadnego interesu, wręcz przeciwnie. Toteż milczymy, gdy z hukiem otwiera się w Warszawie Muzeum Historii Żydów, a zaciera się ślady niemieckiego obozu KL Warschau. Milczymy, gdy zarzucają nam rozległe „przewiny” z czasów wojny, choć to właśnie nasi przodkowie byli ofiarami zbrodni niemieckich, ukraińskich, czy sowieckich. Dlatego najbliższa przyszłość jawi się tak, jak świadomość narodowa Polaków – niezbyt optymistycznie. Fałszywi znawcy dalej będą chwalić oczerniające Polskę filmy podobne do „dzieł” najnowszej polskiej kinematografii – „Idy” i „Pokłosia”, a wnukowie Polaków, którzy w czasie wojny dzielnie bronili Polski przed barbarzyńcami z Zachodu i Wschodu, będą znosili jarzmo biedy i niezrozumienia. Chyba, że Pan Bóg da Polsce kolejny wielki cud. A przecież i tak bywało.