Malarstwo na piątkę? Refleksja o wystawie Jerzego Skolimowskiego

Malarstwo – subtelna koincydencja aspektów materialnych i duchowych tego, co dotykalne z tym, co intelektualne, co wyczuwalne instynktownie i ulotne – to uprzywilejowana dziedzina praktykowania dobrego smaku.

Łączy się to bezpośrednio z umiejętnością rozróżniania, z ćwiczeniem się w znawstwie, by później móc dokonać właściwego wyboru. (Jean Clair, dyrektor Muzeum Picassa w Paryżu).

Malarstwo to dla mnie zapis przeżyć duchowych – spontaniczny i jedyny, niepowtarzalny i tajemniczy. Wedle Horacego, zadaniem sztuki winno być jednocześnie uczenie i dawanie satysfakcji zmysłowej. Należyte sprostanie tym dwóm funkcjom, niełatwym zresztą do pogodzenia było przez wieki żelazną regułą sztuk plastycznych. Clair wskazał też przyczyny dzisiejszego upadku sztuki pędzla – zniknęło gdzieś mistrzostwo operowania kolorami. Marc Chagall udzielając wywiadu filmowcom przed wielką ekspozycją w Grand Palais (1970 r.) mówił: Nie liczy się tematyka, ale barwa. Barwa duszy, ta chemia, z którą trzeba się urodzić. Kolor jest wszystkim – powie każdy zwolennik tzw. „czystego malarstwa”.

Jerzy Skolimowski (ur. 1938 r. w Łodzi). Ukończył Wydział Etnografii na Uniwersytecie Warszawskim (dyplom 1959 r.). Był autorem scenariusza do obrazu „Niewinni czarodzieje” Andrzeja Wajdy. Sukces filmu i zachęta wielkiego reżysera sprawiły, że Skolimowski postanowił rozpocząć naukę w łódzkiej Szkole Filmowej. Tam też wspólnie z Romanem Polańskim napisali scenariusz do filmu „Nóż w wodzie”. W 1963 r. ukończył Wydział Reżyserii na łódzkiej uczelni. Rok później debiutował jako reżyser filmu „Rysopis”.

W 1969 r. wyjechał z Polski . Realizował filmy w Anglii, Włoszech, USA. Zdobył wiele nagród filmowych , w tym Złotego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie za obraz „Le Depart”, nagrody na festiwalach w Cannes (m.in. za film „The Stout” – nagroda specjalna jury w Cannes za obraz „Moonlighting” – nagroda za najlepszy scenariusz) i Wenecji (film „The Lightship” – nagroda dla najlepszego reżysera). Do Polski wrócił po wielu latach realizując ekranizację „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. W 2008 r. po kilkunastu latach przerwy zrealizował film fabularny „Cztery noce z Anną”, którym otworzył „The Director’s Fortnight” na festiwalu w Cannes. Film zdobył nagrodę specjalną jury na festiwalu w Tokio. Jego ostatni obraz „Essential Killing” z 2010 r. okazał się dużym sukcesem, zdobywając m.in. dwie nagrody na festiwalu w Wenecji, w tym Grand Prix, nagrodę za najlepszy film na festiwalu w Mar del Plata, nagrody za najlepszy film i dla najlepszego reżysera na festiwalu filmowym w Gdyni, jak i kilka nagród Polskiej Akademii Filmowej Złote Orły, a także biorąc udział w konkursie głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Plus Camerimage 2010 w Bydgoszczy. Był też kilkakrotnie członkiem jury festiwali filmowych w Cannes (1987 r.), San Sebastian (1998 r.) oraz Wenecji (2000 i 2001 r.). Jest członkiem Europejskiej Akademii Filmowej (EFA). Jako aktor pojawił się w filmach „Eastern Promises” i „Before Night Falls”, a jako poeta debiutował w 1957 r. wierszem „Moje rundy” drukowanym w „Nowej Kulturze”. Ma w swoim dorobku kilka tomików poezji (m.in. „Siekiera i niebo” Warszawa 1959 r.; „Gdzieś blisko siebie” Warszawa 1958 r.), a także sztuki teatralne. W 2011 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Po obejrzeniu wystawy : Jerzy Skolimowski, Malarstwo prezentowanej w Ośrodku Propagandy Sztuki – Park Sienkiewicza od 5 marca do 4 kwietnia 2015 r. wyszłam wstrząśnięta. Wszystko się we mnie zagotowało. Nie doświadczyłam zachwytu – czystego malarstwa. Poczułam powiew smutku i odrzucenia. Nie poczułam piękna. Moja intuicja załamała się. Poczułam niechęć i ból. I nic nie pomogły ogromne formaty. Nie pomogły czernie, walory bieli i szarości. Wyszłam z niesmakiem. Przypomniała mi się historia z pewną uczennicą, prymuską, która otrzymała ze wszystkich przedmiotów oceny bardzo dobre. Zwołano konferencję, po to, żeby ta właśnie moja uczennica z wychowania plastycznego – również otrzymała piątkę. Nie zgodziłam się. Jak to? – powiedziałam – czy jest to możliwe, żeby pojedynczy człowiek został obdarzony absolutnie wszystkimi talentami na raz. To absurdalne!

Niestety żyjemy w świecie absurdów. Nie używamy rozumu. Operujemy sprzecznymi pojęciami doprowadzając je do beznadziejnych skrajności. Przeczytałam teksty profesorów Akademii Sztuk Pięknych im. W. Strzemińskiego w Łodzi i dziwię się, że wszyscy jak „jeden mąż” wypowiadają się „super” o malarstwie Jerzego Skolimowskiego. Dla mnie przelewanie farby na płótna i popychanie jej linijką jest trudną do określenia profanacją sposobu wyboru metody, jaka ma prowadzić do „poznania duszy artysty”. Żyjemy w świecie, którego do końca nie można zrozumieć. To brutalne zdeptanie najszlachetniejszych pojęć, jak: piękno, dobro, prawda, które powinny być obecne w każdej twórczości!

Oznaczanie obrazów cyframi, jest również nie do przyjęcia. Każdy obraz jest malowany w czasie i miejscu to ważne, i to jakoś trzeba zaznaczyć. Przekazać widzowi, uzupełnić, przybliżyć i zachęcić do poznania.

Ziemia – przeorana z widokiem na trzy ogołocone drzewa! Ogołocone z liści stoją na skraju drogi – na tle nieba. Ale nieba tu mało. Całą powierzchnię zajmuje struktura bruzd ziemi przeoranej, przeczesanej przez czas i zatopienie nas w jej śladach. Taka refleksja nad naszym życiem, w którym jeden fakt niesprawiedliwości, krzywdy, przekreśla wszystko – cały nasz trud pracy i pasję. I to zamglone jezioro, piękne, pełne ciszy! (moja refleksja z wystawy fotografii czarno-białej Zdzisława Waltera 1998 r.).

Pamiętam jak długo i jak trudno dojrzewałam do ciszy! Jak trudno było w ciszy namalować obraz. Jak trudno było wybrać się samemu w plener! Ile czasu musiało upłynąć? „Rzeka czasu”!

IZABELA MARIA TRELIŃSKA