Konwencja pisana językiem gender

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Uroczyste złożenie podpisu pod dokumentem ratyfikacyjnym zorganizowano w siedzibie Fundacji Centrum Praw Kobiet.

Komorowski podkreślił, że w kwestii przemocy wobec kobiet nie można kierować się kalkulacją polityczną, ale trzeba stać po stronie ofiar, krzywdzonych, po stronie osób słabszych. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Polska mogłaby być krajem, który tej konwencji nie ratyfikuje. To byłaby hańba międzynarodowa – podkreślił Komorowski. Zaznaczył zarazem, że konwencja jest zgodna z konstytucją.

Wnioski z pierwszych analiz specjalistów wskazują na to, że deklaracje i zapewnienia prezydenta Komorowskiego w sprawie zgodności z Konstytucją oraz domniemanym udziale Polski w „hańbie międzynarodowej” w przypadku nieratyfikowania konwencji były przedwczesne i na wyrost, jak większość deklaracji tego prezydenta.

– Uważam, że ta kwestia jest na tyle ważna, że nie powinna podlegać żadnym kalendarzom politycznym, ani zwykłemu kalendarzowi politycznemu, ani wyborczemu – powiedział prezydent Komorowski natchniony jakąś nową ekspresją, która pchnęła go do szybkiej ratyfikacji paktu, który w każdy możliwy sposób paraliżuje godność, uderza w polską tradycję, w religijność Polaków.
Prezydent zaznaczył, że podpisuje konwencję w głębokim przekonaniu, że najważniejsze są opinie i stanowiska wyrażone przez ofiary przemocy w domach. – Nie można w takich sprawach kierować się kalkulacją polityczną czy wyborczą. Po prostu trzeba być pryncypialnie i zasadniczo po stronie ofiar, po stronie krzywdzonych, po stronie słabszych – podkreślił Komorowski z takim naciskiem, jakby był bity przez żonę w domu i chciał jak najszybciej położyć kres swojej niedoli.

Zapewnił, że nie znalazł żadnego powodu, aby kwestionować konstytucyjność konwencji. – Konwencja jest zgodna z konstytucją – zapewnił Bronisław Komorowski, zupełnie zapominając, że począwszy od artykułu 18, który mówi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, macierzyństwo i rodzina są prawnie chronione. Po drugie narusza art. 25 mówiąc o autonomii światopoglądowej, a konwencja narzuca nową ideologię, która burzy ład chrześcijański, ład konstytucyjny.

Ratyfikowana konwencja narusza też art. 48 i art. 53 Konstytucji, które gwarantują wolność sumienia i religii, a dla rodziców zastrzegają prawo decydowania w oparciu o jakie wartości mają być wychowywane ich dzieci. A konwencja w art. 14 mówi wprost, że nakazuje się szkołom na każdym etapie kształcenia promować niestereotypowe role społeczno-kulturowe.

Już ta, powyższa pobieżna analiza wskazuje, że prezydent Bronisław Komorowski i jego aparat administracyjny działali w pośpiechu, zapewne z powodu zbliżających się wyborów i chęci przypodobania się skrajnie lewacko-liberalnemu elektoratowi. Dla tego marnego zysku, jednym podpisem, jednym nieprzemyślanym gestem prezydent naraził tysiącletnie dziedzictwo chrześcijańskie Polski na poważny szwank.

Bronisław Komorowski mówi na to z „miedzianym czołem”: Znalazłem wystarczającą ilość powodów, aby ocenić, że wpływ konwencji na polskie prawodawstwo jest już i będzie w przyszłości absolutnie pozytywny, będzie wzmacniał przepisy prawa – ocenił Komorowski, potwierdzając albo złą wolę, albo niekompetencję albo kompletną nieznajomość polskiego prawa i polskiej Konstytucji! Gorzej: być może uznaje Polaków za skończonych idiotów, którzy nie pojmą nic z toczącej się debaty i przejdą do porządku dziennego nad tą sprawą.
Podobno, w sprawie ratyfikacji konwencji prezydent Komorowski dostał wiele listów. Tak mówi prezydent Polski: – Wiemy wszyscy, że jest sporo kontrowersji wokół kwestii ratyfikowania konwencji, ale jednocześnie dostaję całą masę różnych listów, stanowisk, apeli od instytucji, ale także od całego szeregu osób prywatnych, są oczywiście listy, które gorąco proszą, aby jak najszybciej dokonać tej ratyfikacji i są listy, które wyrażają różnego rodzaju obawy, są także listy z żądaniami, oczekiwaniami, abym tej ratyfikacji nie dokończył – mówił Komorowski, który dostaje całą masę listów. Z tonu wypowiedzi widać, że były to listy wzywające do odrzucenia szkodliwej „konwencji przemocowej”. Ale prezydent Komorowski czyta tylko listy dla niego miłe. A te nie są pisane językiem polskim; są one pisane „językiem gender”. Tylko one proszą o ratyfikację. I tylko te słyszał Bronisław Komorowski. Owszem, na potwierdzenie prezydent zaprezentował dwa listy, które otrzymał od osób, apelujących do niego o ratyfikowanie konwencji antyprzemocowej. Nie oparł się wtedy pokusie ujawnienia swoich preferencji: – Takich listów dostałem bardzo wiele, one są dla mnie najważniejsze – podkreślił bezceremonialnie.

Dla uspokojenia sceptyków, jak to wypada w języku kampanii przedwyborczej, Komorowski mówił, że jego wątpliwości wzbudził problem języka konwencji; jak to ujął – ocena adekwatności języka i pojęć. Proste, prawda? Według prezydenta, choć język jest nie do końca adekwatny dla kultury i obyczajowości polskiej, to przecież tu nie o język chodzi, a o ofiary przemocy. Dlatego – zaznaczył Bronisław Komorowski – z pełnym przekonaniem podpisuje dokumenty ratyfikacyjne.
O ratyfikowanie konwencji przed zakończeniem kadencji prezydenta Komorowskiego apelowała skrajna lewica – reprezentowana w Sejmie przez gromadę oryginałów pod wodzą Janusza Palikota. Prawdopodobnie w przekonaniu, że jest to ostatnia szansa na wszczepienie do polskiego prawa trucizny demolującej cały organizm polskiej tradycji, polskiej religijności i tożsamości. Helsińska Fundacja Praw Człowieka szybko ogłosiła, że konwencja jest zgodną z polską Konstytucją. To każe z jeszcze większym niepokojem obserwować bieg spraw, bo Komorowski, kosztem chrześcijańskiego ładu w Polsce puszcza oko do Biedronia, „Grodzkiej”, Nowickiej i im podobnych.

Krytycznie wobec ratyfikacji Konwencji Rady Europy wyraziło się Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. W ocenie Księży Biskupów konwencja, wbrew deklaracjom, nie służy eliminowaniu przemocy. Z całą mocą podkreślamy, że przemoc – zarówno wobec kobiet, jak i dzieci czy mężczyzn – jest sprzeczna z zasadami wiary chrześcijańskiej i powinna być eliminowana z relacji międzyludzkich. Konwencja Rady Europy nie wnosi żadnych nowych rozwiązań prawnych przeciwdziałających przemocy. Natomiast wiąże ona zjawisko przemocy z tradycją, kulturą, religią i rodziną, a nie z błędami czy słabościami konkretnych ludzi. Konwencja nie promuje zwalczania realnych przyczyn przemocy.

Biskupi polscy, katolickie środowiska kobiece i w ogóle katolicy w Polsce są przeciwni jakiejkolwiek formie przemocy. Jednocześnie uważają, że Konwencja Rady Europy wprowadza niepokojące zmiany cywilizacyjne. W Konwencji są takie sformułowania, na które absolutnie nie można się zgodzić, na przykład to, że religia czy tradycja są źródłem przemocy – mówi o tym rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, komentując ratyfikowanie konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Pokój i miłosierdzie są fundamentem nauki społecznej Kościoła, dlatego każda forma przemocy wobec bliźniego jest rzeczą naganną. Ale siłom wywrotowym chodzi przecież o to, żeby Kościół stawiać pod „ścianą straceń”, żeby w umyśle każdego katolika zagnieździła się myśl, że nie ma jedności pomiędzy życiem duchowym, życiem wiary a życiem codziennym. To jest istota konfliktu antykościoła z Kościołem Chrystusowym! Pamiętne jeszcze niedawno debaty o rozdziale Kościoła od państwa – popierane czynnie przez tzw. postępowych katolików – były już zapowiedzią totalnej walki z Kościołem. Już wtedy pierwszym zadaniem ludzi diabła było oderwać Kościół od wierzących w najważniejszych sferach społecznych: polityki, pracy, szkoły. Następnie dokonać frontalnego ataku na prawdy wiary, na duchowieństwo, na tradycję chrześcijańską. Ratyfikacja konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej jest właśnie rażącym przykładem walki diabła o porządek w naszym ojczystym domu, a wreszcie – o nasze dusze. Niestety, wciąż zbyt cicho jest na tym froncie w szturmowanych przez wroga „Okopach Trójcy Świętej”, czyli wśród nas – katolików.

MIROSŁAW ORZECHOWSKI