KOD płacił Kijowskiemu, ale on nie ma sobie nic do zarzucenia

Pieniądze ze zbiórek publicznych na KOD trafiały do firmy Mateusza Kijowskiego i jego żony Magdaleny Kijowskiej. Łącznie chodzi o faktury na kwotę 91 tys. 143,5 zł. Sprawę ujawnili dziennikarze Onetu. W czwartek o 9:00 Kijowski odpowiadał na pytania Kamili Biedrzyckiej-Osicy w programie na żywo „Dzień dobry Polsko”. – To było niezręczne, ale nie mam sobie nic do zarzucenia na poziomie uczciwości – powiedział twórca KOD-u.

Kijowski wystąpił w czwartek w porannym programie na żywo „Dzień dobry Polsko”, gdzie odpowiadał na pytania Kamili Biedrzyckiej-Osicy. Początek rozmowy skupiał się na uczciwości twórcy KOD-u. Dziennikarka pytała czy nie zabrakło prawdomówności, kiedy kilka dni temu w Słupsku Kijowski twierdził, że nie zarabia w KOD, a teraz okazuje się, że na konto jego spółki wpłynęło 90 tys. złotych. – Czy to jest etyczne? Czy to jest uczciwe wobec kolegów z KOD-u i obywateli? – pytała Biedrzycka-Osica. – Sprawa jest niewątpliwie niezręczna, choć było to od początku tak ustalone z organizacją. Kiedy mówiłem w Słupsku odnosiłem się do obecnego stanu. Powiedziałem wtedy prawdę. Poza tym pytanie [z sali] było agresywne i zadane w mocno nerwowej sytuacji. Żeby była jasność ja nigdy nie otrzymałem wynagrodzenia jako przewodniczący KOD-u. – bronił się Kijowski. – A może trzeba było? Może zabrakło przejrzystości? – skwitowała dziennikarka.

Kijowski był zdziwiony faktem, że pieniądze przelane na jego konto pochodziły z darowizn puszkowych i pieniędzy przekazywanych przez sympatyków oraz – jak wytknęła mu to dziennikarka – złamał statut stowarzyszenia. – Oczywiście popełniłem błąd i we wczorajszym oświadczeniu przeprosiłem za to. To było niezręczne, ale nie mam sobie nic do zarzucenia na poziomie uczciwości. […] Zabrakło doświadczenia – mówił.

Kijowski stwierdził również, że cała sprawa „jest próbą nakręcenia sensacji, z sytuacji, która sensacją nie jest”, bo wiele osób z organizacji wiedziało o tym kilka miesięcy temu, a dzisiaj udają zdziwione. Sugerował również, że afera ma związek z kampanią wyborczą, której rozpoczęcie opóźniło się o 4 miesiące: – W najbliższy weekend zaczyna się proces wyborczy i to wszystko odbywa się w tym kontekście. – powiedział. Papiery ujawniły zaś osoby z KOD-u. Kijowski jednak nie chciał podać nazwisk.

Zapytany o to czy nie powinien odejść, odpowiedział: – Dlaczego? Przecież nie trzeba na mnie głosować. Od ponad roku oddaję swoje życie dla KOD-u. Było wiele różnych działań przeciwko mnie podejmowanych. Ocena należy do moich wyborców. Twórca KOD-u zaapelował też do zwolenników organizacji: – Wierzę, że dołączyli państwo do KOD-u nie dla mnie, ale dla idei. Chciałbym, żebyście nie odchodzili od idei, która jest dla nas ważna.

Według ustaleń Onetu, sześć faktur – każda na taką samą kwotę 15 tys. 190 zł i 50 gr brutto – zapłacił Komitet Społeczny KOD na rzecz spółki MKM Studio należącej do Mateusza Kijowskiego i jego żony, Magdaleny. To firma zajmująca się doradztwem w zakresie informatyki.

Faktury od marca do sierpnia 2016 r. były wystawiane przez MKM Studio i podpisywane w imieniu firmy przez samego Mateusza Kijowskiego. Onet ma ich kopie. Usługi świadczone przez MKM to m.in. obsługa domeny, hosting strony internetowej, migracja danych i usług czy przygotowywanie nowych serwisów i opracowywanie treści.

Pieniądze pochodziły z funduszy Komitetu Społecznego KOD, czyli ze zbiórki publicznej.  – To były pieniądze z puszek, z wpłat internetowych, przekazywane przez sympatyków. To tym bardziej przykre. Trzeba będzie ich za to przeprosić – mówi jeden z prominentnych działaczy KOD.

W rozmowie z Onetem autentyczność faktur potwierdza sam Mateusz Kijowski. – Te faktury są prawdziwe. Z tego co pamiętam, było ich chyba sześć. Wystawcą faktur była firma MKM Studio, a odbiorcą usługi był Komitet Społeczny „Komitet Obrony Demokracji” – podkreśla lider KOD.

Kijowski zapewnia, że jest to wynagrodzenie za usługi informatyczne, które wykonywał dla Komitetu Społecznego, który był odbiorcą faktury. – Ustaliliśmy pewien ryczałt, że niezależnie od tego, ile prac wykonam, kwoty wynagrodzeń nie mogą przekroczyć pewnej kwoty. I tak to było realizowane. Większość tych prac to były różnego rodzaju prace konserwacyjne, naprawcze, organizacyjne itd. Usługi zostały wykonane, faktury zostały wystawione, Komitet przelał pieniądze, uznając wykonanie tych prac, więc trudno stawiać tu jakieś zarzuty – mówi Kijowski.

Adwokat Kijowskiego, mecenas Jarosław Szczepaniak przekonuje, że korzystanie przez szefa KOD z usług swojej własnej firmy było słusznym posunięciem. – Cóż nieetycznego było w tym, że Mateusz Kijowski zajął się ochroną informatyczną KOD-u w sytuacji, gdy Komitet mógł być narażony na wszelkiego rodzaju ataki? KOD przecież powstał z internetu i w dużej mierze ciągle tam funkcjonuje. Tak naprawdę ochrona informatyczna to podstawowa ochrona tej organizacji. Czy lepiej oddać ochronę komuś, do kogo można nie mieć stuprocentowego zachowania? W moim przekonaniu nie. Lepiej mieć ochronę we własnych rękach – tłumaczy mec. Szczepaniak.

Czy MKM Studio rzeczywiście świadczyło usługi na rzecz Komitetu Społecznego KOD? Inaczej widzi sprawę rozmówca Onetu ze struktur Komitetu: – Powiem tak: wszelkie usługi IT były wykonywane przez naszych licznych woluntariuszy. Nic mi nie wiadomo, by zajmowała się tym spółka MKM Studio.

Sprawa wewnątrz Komitetu Obrony Demokracji stała się głośna 6 grudnia, gdy w Aleksandrowie Łódzkim zebrał się zarząd Stowarzyszenia KOD. Przepływy finansowe do spółki Mateusza i Magdaleny Kijowskich zostały odkryte przypadkowo przez członków zarządu KOD. Faktury i wyciągi bankowe miały znajdować się w jednym z segregatorów. – Od tej pory temat był traktowany jako tabu, a Mateusz zdawał się traktować pieniądze przekazywane firmie MKM Studio jako swoistą pensję – mówi źródło Onetu

za fakt.pl/onet.pl