Jacek Kędzierski, Wielki Winston

205mWinston Churchill zmarł 50 lat temu przeżywszy ponad 90 lat. Jeżeli odejmiemy okres dzieciństwa i szkolno-studenckiej młodości oraz ostatnie lata życia to pozostanie około 60 lat, w których zasłużył sobie na miano najwybitniejszego Brytyjczyka wszechczasów.

Był politykiem, mówcą, strategiem, pisarzem i historykiem, dwukrotnie pełnił funkcję premiera Zjednoczonego Królestwa. W 1953 r. został laureatem Literackiej Nagrody Nobla za mistrzostwo opisu historycznego i biograficznego, jak i doskonałe przemowy w obronie wysokich ludzkich wartości.

Dzieciństwo
Z dzieciństwa Churchill wspominał wydarzenia, które świadczą o tym, że był i nieznośny dla rodziców, bezczelny dla nauczycieli i złośliwy dla kolegów, a nauka pobierana w elitarnych szkołach była dla niego drogą cierniową. W okresie szkolnym miało miejsce wydarzenie, które w moich oczach czyni z Winstona Churchilla postać sympatyczną. Nauczyciel łaciny otaczał go szczególnymi względami i polecił zapoznać się z podstawami gramatyki tego języka. Mały Winston skoncentrował się na deklinacji rzeczownika „mensa”, a kiedy po pewnym czasie nauczyciel postanowił sprawdzić wiedzę malca, ten stwierdził bezczelnie, że nie rozumie sensu i roli wołacza tego rzeczownika. Po co miałby ją znać, skoro nigdy nie będzie zwracał się do stołu: „o, stole”? Nauczyciel nie okazał się człowiekiem z poczuciem humoru i uznawszy Winstona za wyjątkowo bezczelnego ucznia, skazał na wychłostanie tylnej części ciała brzozowymi witkami. „Miałem wrodzone uprzedzenie do łaciny, które widocznie blokowało mój umysł” – wspominał po latach. Nie widział też sensu w uczeniu się matematyki, tych wszystkich cotangensów, tangensów, funkcji kwadratowych i rachunków różniczkowych.

Polityka
Posłem Partii Konserwatywnej został mając 26 lat. Po kilku latach przeszedł do Liberałów, ale w 1925 r. powrócił do Konserwatystów. W 1911 r. został Pierwszym Lordem Admiralicji i piastując ten urząd zreformował brytyjską marynarkę wojenną. W czasie Wielkiej Wojny chwilowo w niełasce, pod jej koniec został ministrem uzbrojenia, a w 1919 r. ministrem wojny. Dwa lata później mianowano go ministrem kolonii, a w 1924 r. ministrem skarbu. Po przegranych przez Konserwatystów wyborach w 1929 r., Churchill schodzi w cień, by poświęcić się twórczości literackiej. Do wielkiej polityki powrócił jesienią 1939 r. po wybuchu wojny. W 1940 r. po odejściu Chamberlaina został premierem Zjednoczonego Królestwa. Po porażce wyborczej w 1945 r. znów otrzymał kilka lat odpoczynku, by na urząd premiera powrócić w 1951 r. Cztery lata później, po pogorszeniu się stanu zdrowia, w wieku 80 lat, Winston Churchill przeszedł na polityczną emeryturę.

Pierwszy antybolszewik
Po Wielkiej Wojnie największe zagrożenie dla Europy widział w rosyjskim bolszewizmie oraz kiełkującym w Niemczech socjalizmie. W przemówieniu wygłoszonym w 1919 r. stwierdził, że w celu zdławienia bolszewizmu i niedopuszczenia do rozprzestrzenienia się tej czerwonej zarazy na pozostałe części Europy należy podjąć interwencję zbrojną w Rosji. Wydana przez rząd brytyjski biała księga unaoczniała zbrodniczy charakter rodzącego się wówczas systemu. Bolszewizm leninowsko-trockistowski był tyranią gorszą od kaiseryzmu. Był o wiele bardzie poniżający i destrukcyjny. Naród rosyjski zaznawał cierpień, które za caratu były nie do pomyślenia. Dla Brytyjczyków wprowadzenie w Rosji bolszewizmu oznaczało zdradę państw zachodnich. Poniosły one straty o wiele większe niż gdyby rewolucji nie wywołano. Każdy żołnierz francuski lub brytyjski, który zginał z rąk kaiserowskiego żołnierza na froncie zachodnim, tak naprawdę został zabity przez Lenina i Trockiego na skutek popełnionej przez nich zdrady sojuszniczej i dezercji z pola walki z Niemcami – twierdził Churchill.

Socjalistyczne zagrożenie nieoczekiwanie pojawiło się w samej Anglii już po zakończeniu II wojny światowej. Dla Churchilla wprowadzenie socjalizmu byłoby odrażającym zaprzeczeniem brytyjskiej idei wolności. Socjalizm nieuchronnie łączyłby się z totalitaryzmem i wstrętnym oddawaniem czci państwu. Socjalizm to nie tylko kwestionowanie własności, ale także podważanie wszelkich form wolności. Socjalizm oznaczał przekształcenie państwa we wszechwładny organ kontrolujący obywateli. W socjalizmie państwo byłoby „arcyadministratorem”, „arcypracodawcą”, „arcyplanistą” i „arcybossem”. Byłoby ogromną machiną mówiącą każdemu obywatelowi, gdzie i nad czym ma pracować, dokąd pójść, co powiedzieć, jakie mieć poglądy i jak je wypowiadać. Państwo wskazywałoby obywatelowi, gdzie ma kupować żywność i jak ma wychowywać swoje dzieci, by miały właściwe poglądy na temat ludzkiej wolności i zachowywania się w przyszłości.
Socjalistyczne państwo – ostrzegał Churchill – nie może pozwolić sobie na opozycję. Socjalizm byłby zagrożeniem dla brytyjskiego parlamentaryzmu, bo by mógł funkcjonować, potrzebuje policji politycznej, która reagowałaby represjami na publiczne niezadowolenie. Gdyby socjalizm zapanował w Anglii, musiałoby tam też pojawić się coś w rodzaju gestapo, tłumiącego wolność słowa (dziś powiedziano by: zwalczające mowę nienawiści). Pomysłowi budowy Anglii socjalistycznej należało przeciwstawić walkę o wolność jednostki w ramach praw ustanowionych przez parlament wybrany w wolnych wyborach; walkę o prawo każdego człowieka do powiedzenia, co myśli o aktualnym rządzie, chociażby był potężny i do odrzucenia go.

Nowe niemieckie zagrożenie
Z taką samą intensywnością, jak przed czerwonym zagrożeniem, Churchill ostrzegał przez innym, które pojawiło się w Europie lat 30-tych. Brunatny w barwie hitleryzm, sprzeczny z brytyjskim pojęciem wolności, powodował, że porozumienie z rządem Hitlera było niemożliwe, bo sprowadziłoby kraj do roli satelity niemieckiego hitleryzmu. Churchill krytykował politykę uległości, bo mogła ona przynieść ograniczenie swobody przemawiania i debaty w imię hasła: „nie będzie byle polityk krytykował systemu nazistowskiej dyktatury”. W celu powstrzymania Hitlera należało skonstruować sojusz z Francją, Polską, krajami Europy środkowej oraz Rosją, której systemu w latach 30-tych nie oceniał aż tak negatywnie jak hitlerowskiego nazizmu.

Czy lubił Polskę?
Chyba tak, aczkolwiek nigdy nie oceniał pozytywnie decyzji polskich rządów: sanacyjnego, emigracyjnego Mikołajczyka i komunistycznego. Zaraz po Monachium, krytykując zajęcie Zaolzia przez wojska sanacyjnej Polski, stwierdził, że to francuskie i brytyjskie bagnety 20 lat wcześniej wyzwoliły Polskę z niewoli trwającej 150 lat. Przypomniał zasługi aliantów w kontekście odmowy przyjęcia przez Becka ambasadorów, których zadaniem było odwieść sanację od zastosowanych wobec Czechów środków. Żywił nadzieję, że agresja na Zaolzie była smutnym epizodem w historii naszego kraju, do którego tak wielu z Anglii żywiło gorące uczucie sympatii dla wolności i dokonań Polski.
Nie oceniał pozytywnie rządu londyńskiego, który po wyjawieniu sprawy katyńskiej stawał się mu kulą u nogi, co zakomunikował Mikołajczykowi po upadku Powstania Warszawskiego. Po tej tragedii rząd londyński jawił się Churchillowi jako instytucja bez znaczenia. Nie widział nigdy Polski jako kraju wielkiego obszarowo, stąd krytyka władz komunistycznych, które za sprawą Sowietów sięgnęły po ziemie zachodnie, w jego ocenie stanowiące ¼ terenów rolnych Niemiec, i dokonywały z nich wysiedleń. Przewidywał po II wojnie światowej nabytki terytorialne, ale chyba nie za bardzo rozległe. Może Warmia i Mazury, może Opolskie do Nysy Kłodzkiej i ze dwa-trzy powiaty przylegające do przedwojennego Pomorza – przy wschodniej granicy na linii Curzona, nakreślonej już w 1918 r.

Zaniepokojony wizjoner
W bogatej twórczości literackiej Churchilla są także niezwykle ciekawe eseje. Jednym z ciekawszych jest zatytułowany „Za pięćdziesiąt lat”, w którym Churchill z niepokojem spoglądał w przyszłość. Pośród wielu osiągnięć nauki z niepokojem postrzegał te, które dotyczyły „płodzenia istot ludzkich” i kształtowania ludzkiej natury. Wydaje się niemal pewne – pisał Churchill – że całego cyklu, który prowadzi do narodzin dziecka będzie można dokonać w sztucznym środowisku. To sztuczne wytwarzanie człowieka nie zakończy się na ukształtowaniu jego biologicznego bytu aż do „porodu”, ale trwać miałoby także po „urodzeniu się” tego nowego bytu ludzkiego i zmierzać by miało ukształtowania umysłu poprzez ingerencję zewnętrzną w szare komórki. Celem tej ingerencji byłoby stworzenie typu, np. szczególnie predestynowanego do pracy umysłowej albo fizycznej. Proces taki jest w zasięgu ludzkich możliwości. Można by wytworzyć istoty zdolne do obsługiwania maszyn, a nieposiadające innych ambicji. Czy to możliwe? Churchill uważał, że nasze umysły są tu barierą, bo wzdrygają się przed takimi procederami, a prawa chrześcijańskiej cywilizacji nie pozwolą na nie. Obawy, że procedery te mogą zostać przeprowadzane wiązał Churchill z systemem komunistycznym. Zadawał pytanie, czy produkcja tego rodzaju wykoślawionych stworzeń nie będzie odpowiadała komunistycznej Rosji. Czy Związek Republik Sowieckich uzbrojony w moc nauki nie uzna za harmonizujące z jego celami wyprodukowanie rasy przystosowanej do wykonywania zadań mechanicznych, nieposiadającej innej idei jak tylko posłuszeństwo komunistycznej władzy? – pytał. Natura ludzka oporna jest wobec komunizmu, natomiast te ludzkie roboty tak by skonstruowano, że pasowałyby do idei komunizmu. Jego zdaniem, rzekomo w filozofii komunistycznej nie istniało nic, co przeszkadzałoby ich stworzeniu. Pomylił się. System komunistyczny był na tyle niewydolny, że nie stać go było na tego typu eksperymenty prokreacyjne i eugeniczne. Ironio losu, to właśnie Wyspy Brytyjskie opanowane przez liberalne spojrzenie na te zagadnienia stały się kolebką tego typu procedur.

Churchill obawiał się o losy ludzkości. Uważał, że w przyszłości która być może stanie się udziałem naszych dzieci, władza znajdzie się w rękach ludzi zupełnie innych od tych którzy dotąd kształtowali naturę ludzką. Być może tak się stanie, a Anglia znajdzie się w awangardzie „producentów” takich nowych ludzi o całkowicie odmiennej naturze. A wtedy despotyzm i tyrania, ale nie ta, o której myślał Churchill, tj. komunistyczna, a ta z przeciwnego bieguna, tj. liberalna, a może i libertyńska, będą mogły kierować ludzkim życiem, a nawet pragnieniami poddanych w sposób dotychczas nieznany.

Oby tyranie te nie sprowadziły na ludzkość koszmarów, w obliczu których przypadkowe zderzenie z zabłąkaną gwiazdą, zmieniająca Ziemię w kulę rozżarzonego gazu, mogłoby się okazać miłosiernym wybawieniem – ostrzegał Churchill.