Jacek Kędzierski, Podskórny kryzys rządowy

204mSłynna już, przedświąteczna rządowa afera „psiapsiółkowa” świadczy o głębokim kryzysie wewnątrz aktualnego rządu i o braku zaufania pani premier zarówno do szefa resortu zdrowia, jak i do kierującej Ministerstwem Edukacji Narodowej. Ten brak zaufania spowodował, że pani premier „wstawiła” do (jak na razie) dwóch resortów swoich ludzi.

Przepisy Konstytucji RP dotyczące składu rządu są nieliczne i dość proste. Rząd składa się z premiera, wicepremierów i ministrów. To wszystko. Przepisy ustawy o Radzie Ministrów dają możliwość powoływania wiceministrów, a dokładniej sekretarzy i podsekretarzy stanu, którzy mają być pomocnikami szefów poszczególnych ministrów.

W kontekście powołania przez panią premier „pełnomocniczek”, które mają się zajmować sprawami z zakresu ochrony zdrowia i oświaty zwraca uwagę treść przepisu art. 149 ust. 1 Konstytucji RP. Ministrowie kierują określonym działem administracji państwowej lub wypełniają zadania wyznaczone im przez premiera. Co wynika z tego przepisu? Jeżeli premier widzi konieczność powierzenia komuś szczególnych zadań, to osobę tę musi zaprosić do składu Rady Ministrów. I osobę taką musi powołać Prezydent RP. Gdyby to nastąpiło, powstałaby dość kuriozalna sytuacja: resortem kierowałby minister, a jakąś cząstką z zakresu jego obowiązków wyjęto by i powierzono ministrowi-pełnomocnikowi do wykonania tych zadań. Każdy przyzna, że to absurd, a ponieważ absurd, to dotychczas żaden z premierów nie zdecydował się na takie posunięcie. Uważam, że aktualnie nie ma zadań, których nie mogliby wypełniać ministrowie kierujący resortami.

Prócz ministra ds. zadań specjalnych inny akt prawny, bo ustawa o Radzie Ministrów zna „pełnomocnika rządu do określonych spraw, których przekazanie członkom Rady Ministrów nie jest celowe”. To kolejne, po ministrze do „zadań specjalnych” kuriozum. Zgodnie z art. 10 ustawy, Rada Ministrów może ustanowić takim pełnomocnikiem rządu sekretarza lub podsekretarza stanu, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach, w zakresie zadań o zasięgu regionalnym – wojewodę. Pełnomocnika Rządu powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów, co też nastąpiło tuż przed świętami. Rząd przyjął rozporządzenia dotyczące powołania dwóch pełnomocników: ds. projektu ustawy o zdrowiu publicznym oraz ds. bezpieczeństwa w szkołach. Premier Ewa Kopacz podkreśliła, że głównym zadaniem jej rządu jest zapewnienie Polakom bezpieczeństwa w każdym wymiarze, również w szkołach oraz w obszarze opieki zdrowotnej. Jest to dość oczywiste i nie znam szefa rządu, który takiej deklaracji nie złoży, a powie, że na bezpieczeństwie obywateli mu nie zależy.

Zadaniem pierwszego z pełnomocników będzie opracowanie, uzgodnienie i wniesienie pod obrady rządu projektu ustawy o zdrowiu publicznym. Czym jest zdrowie publiczne? Jest to wydumana przez agendy międzynarodowe dziedzina, która pochłania miliardowe sumy, a w której podejmuje się działania typu: „obyśmy zdrowi byli”, tj. mniej palili, więcej szczepili się i zdrowo żywili się. Powołana na specjalnie dla niej utworzone w resorcie zdrowia stanowisko B. Małecka-Libera jest lekarzem specjalistą w zakresie zdrowia publicznego.

Pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa w szkołach zajmie się inicjowaniem, koordynowaniem i monitorowaniem działań dotyczących podwyższenia bezpieczeństwa w szkołach. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu wyszydzano szefa MEN w randze wicepremiera i jego konkretne decyzje podejmowane w trosce o podniesienie bezpieczeństwa w szkołach. Tymczasem powołana na specjalnie dla niej utworzone w MEN stanowisko posłanka U. Augustyn będzie odpowiedzialna właśnie za bezpieczeństwo w szkole i rozwiązywanie problemów takich jak: dopalacze i dystrybucja narkotyków w szkołach czy przemoc.

Do jakich to „szczególnych” spraw powołano dwóch pełnomocników? Otóż, do najzwyklejszych spraw ochrony zdrowia oraz oświaty, czyli do spraw wchodzących w zakres kompetencji ministra zdrowia i ministra edukacji narodowej. Bóg jeden wie, dlaczego pani premier uznała, że zajmowanie się tymi sprawami przez właściwych ministrów „nie jest celowe”. A zatem, w zasadzie powołano wiceministrów (sekretarzy stanu) w resortach zdrowia i edukacji narodowej. Zwykle powinni być to ludzie, których minister darzy zaufaniem, jako że wykonuje swoje zadania „przy ich pomocy”. Z tego powodu powołuje ich Prezes Rady Ministrów, ale na wniosek właściwego ministra. Minister ustala zakres czynności sekretarza i podsekretarza stanu, zawiadamiając o tym Prezesa Rady Ministrów.

Co tymczasem nastąpiło tuż przed świętami? Premier powołała na wiceministrów osoby nie wnioskowane przez właściwych ministrów. Można z tego wnioskować o głębokim kryzysie wewnątrz aktualnego rządu i o braku zaufania pani premier zarówno do szefa resortu zdrowia, jak i do kierującej Ministerstwem Edukacji Narodowej. Ten brak zaufania spowodował, że premier „wstawiła” do, jak na razie, dwóch resortów swoich ludzi.

Prócz politycznego smaczku powołania słynnych już „psiapsiółek” i umieszczenia ich w ministerstwach pojawiają się kwestie prawne: czy pełnomocnik rządu do określonych spraw, których przekazanie ministrom premier nie uznała za stosowne, powinien być sekretarzem stanu w ministerstwie, którego szefowi nie przekazano do prowadzenia danej sprawy, czy też sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów? Z ustawy o Radzie Ministrów wynika jednoznacznie, że pełnomocnikiem Rządu do jakiejś „nieresortowej” sprawy może być jedynie sekretarz lub podsekretarz stanu w KPRM, ale najwidoczniej te kwestie prawne nie miały dla aktualnego rządu najmniejszego znaczenia. Również KPRM a nie konkretne ministerstwo powinna zapewniać pełnomocnikowi rządu obsługę kancelaryjną, zaś środki niezbędne dla sfinansowania działań pełnomocnika nie mogą pochodzić z żadnego resortu, ale powinny zostać wyodrębnione z budżetu państwa. Tymczasem powołani pełnomocnicy zdani są całkowicie na korzystanie ze środków ministerstw przy których zostali afiliowani, a tak naprawdę stali się ich wiceministrami.

I jeszcze jedno. Z racji powołania tych dwóch posłanek na stanowiska sekretarzy stanu w ministerstwach „kilometrówki” z Kancelarii Sejmu im już nie przysługują.