Jacek Kędzierski, „Joyeux Noël” i „Śmierć Legionisty”

203mTen film oglądało wielu. „Joyeux Noël”, (polski tytuł „Boże Narodzenie”) poświęcony był głównie słynnemu epizodowi z 1914 r., kiedy to na czas wigilii Bożego Narodzenia żołnierze z wrogich armii samowolnie zawarli rozejm i wspólnie spędzili święta.

Epizod ten uwiecznił także K. Follet w „Upadku gigantów”. Tak było w wigilię Bożego Narodzenia na froncie zachodnim. Zupełnie inaczej było na froncie wschodnim. Setna rocznica tamtych wydarzeń jest okazją do przypomnienia, czym dla Polaków była Wielka Wojna.

Dwie ideologie
Do wojny tej Polacy przystąpili nie mając swojego państwa i swojej armii, chcieli ją wykorzystać dla wspólnego wszystkim celu – dla wskrzeszenia państwa polskiego. Do wojny tej Polacy przystąpili podzieleni. Podział ten wyznaczyły dwie ideologie: prorosyjska, głoszona przez Narodową Demokrację i „austriacka”, a w zasadzie „antyrosyjska” głoszona przez Naczelny Komitet Narodowy i Legiony.
Ideologia legionowa zrodziła się z przekonania, że największym wrogiem Polaków jest Rosja. Przeglądam egzemplarze gazet legionowych z 1914 r. i charakteryzuje je jedno. Wszystkie one, np. „Legionista Polski” aż ociekają jadem nienawiści do Moskali. Oczywiście o zbombardowaniu przez Niemców Kalisza nie ma tam ani słowa. Czytam esej Mieczysława Szerera „Ideologia polska w wojnie europejskiej” w „Kalendarzu Legionisty” z 1915 r. i tu również po pięknych słowach o wskrzeszeniu w narodzie ducha walki zbrojnej o niepodległość, który przytłumiło pozytywistyczne enrichiessez-vous, czyli pogoń za pieniądzem, i konieczności upodmiotowienia narodu polskiego wśród narodów europejskich, padają słowa oskarżenia Rosji o zamordowanie Polski. Z drugiej strony wykład Szerera zawierał naiwne stwierdzenie, że Prusy po zwycięskiej wojnie z Rosją wspaniałomyślnie oddadzą Polakom i ziemie zdobyte, i ziemie polskie posiadane przed wybuchem wojny.
Przeciwną do tej niedorzecznej ideologii legionowej była koncepcja Romana Dmowskiego związania nadziei na wskrzeszenie Polski z Rosją i jej aliantami. Orientacja prorosyjska o tyle była sensowniejsza, że Moskwa od stu lat nosiła się z zamiarem poszerzenia Królestwa Polskiego o ziemie Polsce zabrane i nadanie tym ziemiom autonomii. Po 1905 r. koncepcja autonomii nabrała realnych szans, a pokonanie Niemców przez Rosję i aliantów zachodnich sprawiłoby, że słowne obietnice dawane Polakom stałyby się ciałem. Na początku wojny deklaracja Jarońskiego i manifest Wielkiego Księcia Mikołaja, obiecujący Polakom niezależność, potwierdzały trafność tej koncepcji. Porażki Rosji, po chwilowych sukcesach w Małopolsce, i ewakuacja z Kongresówki spowodowały, że Dmowski punkt ciężkości przeniósł z Rosji ku aliantom zachodnim. Do „czynu legionowego” odnosił się z mieszanymi uczuciami. Nie będąc zwolennikiem wzniecania działań zbrojnych przeciwko Rosji, cieszył się z istnienia polskich sił zbrojnych. „Słyszę, że polski żołnierz bije się, gdzie tylko może i to bije się dzielnie” – pisał. Przykładem męstwa żołnierza polskiego była bitwa pod Łowczówkiem.

Łowczówek i śmierć legionisty

Rozpowszechniony pogląd głosi, że politycznym oparciem Piłsudskiego i ideologii legionowej była PPS. Nic bardziej mylnego. Wsparciem politycznym dla Legionów były Narodowy Związek Robotniczy i Narodowy Związek Chłopski. NZR założony w Kongresówce w 1905 r. przez narodowych demokratów już 3 lata później oficjalnie zerwał z endecją, deklarując postawę antymoskiewską i niepodległościową. Po wybuchu wojny NZR-owcy zasilili szeregi Legionów.
Zjazd NZR, który odbył się w marcu 1915 r. rozpoczął się od aktu szczególnego: „Rozpoczęcie zjazdu nastąpiło przez oddanie czci poległemu koledze Władysławowi Kędzierskiemu, oficerowi I brygady Legionów Polskich, jak również wszystkim żołnierzom polskim, poległym w obecnej wojnie i przesłaniem braterskich pozdrowień do wszystkich oddziałów Legionów Polskich” – donosiła w kwietniu 1915 r. „Pochodnia” – wydawany w Zagłębiu Dąbrowskim organ NZR.
Zelektryzowany nazwiskiem poległego rozpocząłem badania, by ustalić kim był W. Kędzierski? Efektem było poczynione ustalenie, że w tym samym czasie, kiedy na froncie zachodnim w wieczór wigilijny doszło do zbratania się żołnierzy, na froncie wschodnim sprawy wyglądały zupełnie inaczej.
Władysław Kędzierski podobno pochodził ze Lwowa. Przed wybuchem wojny był działaczem NZR-u. Wstąpił do Legionów w przekonaniu, że niepodległość Polski można uzyskać tylko walką zbrojną. W wrześniu 1914 r. był żołnierzem Gustawa Orlicz-Dreszera, który tak oto wspominał pierwsze dni w „Sokołach”: „Towarzysze moi byli to naprawdę dzielni ludzie, z których każdego można było zrobić śmiało podoficerem w armii regularnej. Chodziliśmy nieraz we 3-4 na patrole, gdy nam donoszono, że gdzieś pojawiła się jazda rosyjska i zawsze podsuwaliśmy się do jej stanowisk ostrożnie, ale śmiało. (…) za to w naszych sercach kryły się także zasoby zapału, rezolucji, że przyszłość musiała należeć do nas”. Takim rezolutnym i zapalonym do walki żołnierzem był także W. Kędzierski. Orlicz-Dreszer był wówczas podkomendnym Beliny i w połowie września 1914 r. objął dowództwo nad trzema plutonami. 16 września otrzymał rozkaz przejścia na lewy brzeg Wisły i dokonania rozpoznania terenu koło Nowego Korczyna. Nad brzegiem Wisły wachmistrz huzarów węgierskich stwierdził, że o przeprawie nie ma mowy. Nieopodal miała miejsce wymiana ognia pomiędzy Austriakami a Rosjanami. Wobec zapewnień, że podołają temu zadaniu, Dreszer, sam dobry pływak, wraz z żołnierzem przepłynął Wisłę. Po stwierdzeniu, że nie ma tam Rosjan wydał polecenie, aby reszta przepłynęła łódką. Po potyczce po zmierzchu należało przeprawić się z powrotem na drugi brzeg, ale łódki już nie było. Żołnierze przysypiali ze zmęczenia, a do tego burza z rzęsistym deszczem przemoczyła ich całkowicie. Zanosiło się na przeprawę całych plutonów wpław przez Wisłę. Żołnierze Dreszera ustalili, że przeprawi się jeden z nich, a następnie przypłynie do nich łódką. „Pozwoliłem popłynąć jednemu z nich, Władkowi Kędzierskiemu, przy czym dla ułatwienia sporządziliśmy mu rodzaj małej tratewki z wikliny. I jemu udało się nie najgorzej” – wspominał Dreszer.
Po raz ostatni Władysław Kędzierski, jako żołnierz I Brygady Legionów, zapisał się w bitwie pod Łowczówkiem. Bój pod Łowczówkiem był najcięższym pod względem wysiłku, poniesionych strat i zadań, jakie oddziały Piłsudskiego przeprowadziły w 1914 r. Pod nieobecność Komendanta dowództwo objął Kazimierz Sosnkowski. I Brygada rzucona została pod Tarnów, gdzie w dniach 22-25 grudnia 1914 r. pod Łowczówkiem i Meszną Szlachecką stoczyła ciężki bój leśny. Przebieg bitwy wiernie oddał w rozkazie noworocznym podpułkownik Kazimierz Sosnkowski: „…ruszyły do boju nasze szeregi. W pierwszy ogień poszła nasza stara gwardia, oddziały majora Śmigłego, prąc naprzód w niezawodnym ataku. W szczegółach dzielnie i sprawnie poprowadzili ów atak komendanci Herwin i Bukacki. Pierwszy, sunąc naprzód wytrwale pod silnym ogniem nieprzyjaciela, drugi oskrzydlając zręcznie przeciwnika, zdobywając w rozpędzie trzy rzędy okopów moskiewskich, wzmocnionych drutem kolczastym, wreszcie biorąc gęsto niewolnika”. Burharda-Bukackiego wyróżnił w rozkazie z 3 stycznia 1915 r. komendant Józef Piłsudski. Po zdobyciu pozycji Moskali, patrol pod dowództwem podoficera Świderskiego wziął do niewoli prawie cały sztab benderskiego pułku rosyjskiej piechoty, tj. podpułkownika, 2 kapitanów, 2 poruczników, 2 podporuczników oraz ok 30 jeńców-żołnierzy. Wyczyn ten został opisany w rozkazach Sosnkowskiego oraz Piłsudskiego. 23 grudnia walki trwały nadal. Część oddziałów posuwała się naprzód, część odpierała ataki nieprzyjaciela. Następnego dnia zdołano przetrzymać atak artyleryjski nieprzyjaciela. Ostatniego dnia walk, 25 grudnia świetny kontratak Kuby-Bojarskiego rozbił szturm rosyjski na centralne pozycje legionów. W sumie I Brygada odparła 16 ataków moskiewskich, zostawiając za sobą 100 poległych; Rosjanie stracili łącznie 4 000 rannych i zabitych, 600 wzięto do niewoli. Dowodzący bitwą ppłk Kazimierz Sosnkowski, a także Józef Piłsudski, w swoich rozkazach opisywali męstwo legionistów: „…stoczyliście bój najkrwawszy i najcięższy z tych, jakieśmy dotąd mieli. Zyskaliście w nim nową sławę i nowy liść wawrzynu wpletliście do wieńca sławy polskiego żołnierza” – pisał Piłsudski.
Nie mniej podniosłe i pełne uznania były słowa Sosnkowskiego. „Żołnierze, w bitwie pod Łowczówkiem, daliście dowód męstwa, które szacunkiem przejmuje dla Was szeregi armii, a za które nieprzyjaciel płaci stosami trupów i rannych. Wojenna postawa Wasza wskrzesza dawne tradycje oręża polskiego”.
Poległych pod Łowczówkiem uczcił następującymi słowami: „…rozkaz niniejszy dorzuca do nieprzebranego skarbca imion poległych za Polskę bohaterów nazwiska (…) plutonowego Króla-Kaszubskiego, Kędzierskiego oraz wszystkich żołnierzy, których imiona na wieki zapamięta Ojczyzna”.
Wśród poległych w bojach pod Łowczówkiem był także Władysław Kędzierski. Można przypuszczać, że był wyróżniającym się żołnierzem I Brygady, skoro jego nazwisko znalazło się w rozkazie ppłk. Kazimierza Sosnkowskiego.
Bitwa pod Łowczówkiem miała olbrzymie znaczenie. Powstrzymała ofensywę wojsk rosyjskich, której celem było zajęcie Krakowa. Bój ten powstrzymał Rosjan i sprawił, że Kraków pozostał wolny.

Końca nie widać
Tymczasem rozwój wypadków wojennych na froncie wschodnim w zasadzie obalił obydwie orientacje. Rosja po klęsce pod Tannenbergiem i bitwie łódzkiej ewakuowała się z Kongresówki do linii Wisły, oddając jej zachodnią część pod okupację niemiecką. W Małopolsce dla odmiany wojska austro-węgierskie zaledwie powstrzymały rosyjską ofensywę nad Dunajcem, a wcześniej Moskale zajęli Lwów. Wszystko to powodowało, że nadzieje na szybkie odzyskanie niepodległości topniały. Żołnierz polski z ludu wzięty do armii zaborczych bił się i oddawał życie.
Końca wojny nie było widać, a i odzyskania niepodległości również. W społeczeństwie Kongresówki dominowała niechęć wobec czynu legionowego. Zmiany wraz z wycofywaniem się Rosjan, a wkraczaniem Prusaków były, ale oznaczały one jedynie zmianę bata, zmianę pana władającego Polakami i zmianę jarzma z rosyjskiego na pruskie, postrzegane jako znacznie twardsze. Nad krajem zawisła długa noc niemieckiej okupacji. We frontowych okopach stacjonował polski żołnierz, który, inaczej niż żołnierz państw zaborczych, czy też alianckich, widział sens tej wojny. Dla niego była to wojna o niepodległą Polskę i nie miał możliwości zawierania z wrogiem rozejmu na czas świąteczny. I choć tak dzielnie walczył i ginął, to film opiewający tę postawę, jakieś polskie „Śmierć Legionisty, czyli Wesołych Świąt Moskale” jak dotąd nie powstał.