Izabela M. Trelińska, Bliski mi Wschód

204m,,Miłość niesie ofiary – ale równocześnie daje szczęście”
Bliski Wschód jest moją wielką tęsknotą. Nie tylko z racji tajemnicy wybrania przez Boga tego właśnie miejsca. Być może jest to głęboka tęsknota dotknięcia tej tajemnicy, nasycenia klimatem, który jest w nas. I poddanie tej tajemnicy samemu Bogu, który w ciszy tego bezmiaru piękna, da nam odpowiedź na tę tęsknotę.

Bliski Wschód fascynuje i niepokoi. Jest to tygiel, w którym od zawsze kłębią się sprzeczne żywioły. Wojna i pokój, budowanie i niszczenie, świętość i grzech; dokonują się w tym samym czasie – równolegle.
To pewnie ta odmienność kulturowa połączona z bezmiarem suchej ziemi, palącego słońca i bezlitośnie bezchmurnego nieba sprawia, że pomimo wielu zagrożeń związanych z pobytem na tym terenie, wielu decyduje się by doświadczyć tego zadziwiającego świata.

Mały Liban wciśnięty między Syrię, Izrael i Terytoria Palestyńskie – to kraina winnic, pomarańczowych sadów, zielonych łąk i piniowych lasów pokrywających górskie doliny. To miejsce, gdzie spotykają się kultura arabska ze śródziemnomorską, pełne antycznych zabytków, cudownych krajobrazów, wspaniałej kuchni, a przede wszystkim niezwykle gościnnych i dobrych ludzi. To oni są największym skarbem tego kraju, w przeszłości targanego wojnami i konfliktami. Kraju, który wielu ludziom w Europie źle się kojarzy, a który jest zupełnie inny niż ten znany z mediów. Warto go odwiedzić. To prawdziwa perła Bliskiego Wschodu. Gościnni ludzie, cudowne krajobrazy, antyczne zabytki.

Bejrut, nazwany kiedyś Paryżem Bliskiego Wschodu, to unikalna mieszanka paryskiej elegancji i starej arabskiej architektury. W szybach wieżowców odbijają się minarety osmańskich meczetów, z których każdego ranka muezzini nawołują do modlitwy. Skwery i place jakby żywcem przeniesione z Paryża, łączą wąskie, kręte uliczki jak w Kairze czy Damaszku, czy Palermo.

Pierwsze wzmianki o Bejrucie zachowały się w tekstach pisma klinowego z początków XV w. p.n.e. W starożytności było tutaj nieduże miasto fenickie Birutu, potem zwane Berytos. W czasach imperium rzymskiego Berytos było potężnym ośrodkiem szkolnictwa prawnego. Tutaj powstała jedna z pierwszych szkół prawa na świecie, dzięki której miasto stało się jednym z największych ośrodków kulturalnych w basenie Morza Śródziemnego i pozostało nim aż do połowy VI w. n.e. i to były największe dni w jego historii. Po rozpadzie cesarstwa rzymskiego, Bejrut podupadł. Dopiero w XIII w. arabscy władcy przywrócili mu nieco utraconego blasku, budując szkoły, biblioteki, meczety i bazary. Po rozpadzie imperium osmańskiego, po I wojnie światowej, miasto podobnie jak cały Liban, dostało się pod okupację francuską, którą potem zmieniono na protektorat, a faktycznie na kontynuację kolonialnej okupacji. Wpływy francuskie widać do dzisiaj: w architekturze, stylu życia libańskich chrześcijan. Wielu Libańczyków włada francuskim lepiej niż angielskim. Ponadmilionowa stolica Libanu leży na wzgórzach łagodnie opadających do morza. Im wyżej, tym dzielnice bardziej eleganckie; na samym szczycie mieszkają najbogatsi. Wspaniałe posiadłości tłoczą się jedna na drugiej. Ślady dramatycznych walk, widoczne są do dzisiaj szczególnie w centrum, gdzie jeszcze niedawno przebiegała tzw. zielona linia dzieląca Bejrut na muzułmański i chrześcijański – miejsce okrutnej i bezsensownej wojny.

Turyści zainteresowani historią Libanu powinni odwiedzić Muzeum Narodowe z ogromną kolekcją przedmiotów z wykopalisk między innymi rzymskich i fenickich posążków, sarkofagów, oręża z epoki kamiennej, a także imponującego zbioru skamieniałych ryb sprzed 85 mln lat! Jest też potężna kolekcja fenickiej ceramiki z VII w. p.n.e. i jeszcze starsze kamienne stele. Na ulicach Bejrutu natrafimy na wyrastające spośród wieżowców pokruszone rzymskie kolumny, resztki kilkusetletnich arabskich hammamów (łaźni), czy średniowieczne maronickie kościoły.