Iwona Klimczak, Dobro pacjenta na szarym końcu

204mJak co roku, karnawał 2014 rozpoczęliśmy zawirowaniami w służbie zdrowia. Tym razem chodzi o pakiet kolejkowy i onkologiczny, który w sposób rewolucyjny ma zmienić pracę, głównie pracownikom Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ).

W zeszłym roku wrzało wokół finansowania usług medycznych osób nieobjętych ubezpieczeniem zdrowotnym. W poprzednich latach problemy dotyczyły zmian w refundowaniu leków, wystawianiu recept, wprowadzaniu elektronicznego systemu rejestracji pacjentów i przekształceń własnościowych placówek służby zdrowia. Od kilkunastu lat przełom roku staje się gorącym okresem, kiedy Polacy stają się mimowolnymi uczestnikami nagłaśnianej w mediach walki pomiędzy resortem zdrowia i podlegającym mu strukturom. Problemy finansowania i organizowania służby zdrowia łączy co roku jedno – dobrem pacjenta nie przejmuje się nikt.

Odkąd 15 lat temu wprowadzono kasy chorych, a potem przekształcono je w regionalne struktury NFZ, co roku toczy się zażarta biznesowa walka o kontrakty za usługi medyczne. Pacjenci nic nie rozumieją z urzędniczego żargonu, ale mają trwałe i powszechne przekonanie, że bez odpowiednich znajomości będą znów jedynymi poszkodowanymi czekającymi w niekończących się kolejkach na łaskę poratowania zdrowia. Zmęczeni i chorzy tracą zaufanie do państwa i lekarzy. Reformy służby zdrowia zamiast usprawniać leczenie, generują wciąż nowe problemy. Skutek każdy widzi – przeciętny Polak ma coraz mniejszą dostępność do lekarzy i usług medycznych. Nieprzemyślane reformy doprowadziły do patologicznych stosunków w służbie zdrowia, osłabiając pozycję zawodu lekarza jako zawodu społecznego zaufania. Mało kogo pocieszają raporty pokazujące, że w Polsce zwiększył się asortyment usług medycznych, że dysponujemy nowoczesnym sprzętem i technologiami medycznymi. Prawda jest taka, że tylko wybrańcy i szczęśliwcy mogą poddać się leczeniu w godnych warunkach i korzystać z dobrodziejstw rozwoju medycyny. W większości przypadków korzystanie z polskiej służby zdrowia wiąże się z walką, kombinacjami, koneksjami, pieniędzmi. Kto nie posiada tych „atrybutów”, jest upokarzany czekając w wielomiesięcznych kolejkach, nierzadko umierając przed czasem wizyty albo w korytarzu szpitala. W ciągu 10 lat, roczny budżet przeznaczany na ochronę zdrowia wzrósł z 23 mld zł do 65 mld, co wzbogaciło firmy medyczne i nie zmieniło nic w bezpieczeństwie zdrowotnym przeciętnego Polaka. Złe gospodarowanie naszymi pieniędzmi, brak skutecznej kontroli i zbyt duża liczba pośredników w zarządzaniu służbą zdrowia są podstawowymi przyczynami postępującej zapaści opieki zdrowotnej w Polsce.

W obecnej reformie Minister Zdrowia wydał walkę kolejkom i chorobom nowotworowym. Pół roku temu przeforsował zmiany kilku ustaw, które właśnie wchodzą w życie. Rozporządzenia wykonawcze pojawiły się dopiero w ostatnich dwóch miesiącach. Konsultacje ze środowiskiem lekarskim trwały od maja i były niewystarczające. Większość lekarzy podpisało umowy z NFZ, choć zmiany budzą wiele zastrzeżeń. Od stycznia lekarze POZ są zobowiązani do prowadzenia pacjenta onkologicznego „na początku”. To oni założą zieloną kartę onkologiczną pacjentowi z podejrzeniem choroby nowotworowej, ale jeśli na 30 onkologicznych typowań nie będzie żadnego „trafienia”, lekarz poniesie konsekwencje, włącznie z karą finansową. Lekarze POZ będą również zobowiązani do przyjmowania i kierowania na badania specjalistyczne pacjentów, którzy do tej pory bezpośrednio zgłaszali się do specjalistów. Od stycznia nie pójdziemy już bez skierowania do dermatologa czy okulisty. Lekarzom rodzinnym, internistom i pediatrom przybędzie wiele nowych obowiązków. Obecna reforma sprawi, że tłumy przeniosą się z centrów onkologii i ze szpitali do gabinetów POZ.

W Polsce jest około 130 tys. medyków czynnie wykonujących zawód, w tym blisko 29 tys. lekarzy pracujących w podstawowej opiece zdrowotnej. Spośród nich około 5,5 tys. zrzeszonych jest w Porozumieniu Zielonogórskim (PZ). Mają oni pod opieką 12 milionów pacjentów. Właśnie to środowisko jest podmiotem obecnych napięć na linii Ministerstwo Zdrowia – lekarze POZ. W święto Trzech Króli doszło w końcu w rozmów między ministrem Bartoszem Arłukowiczem i delegatami PZ. Cała Polska w napięciu czekała na wynik tego spotkania. Po 15 godzinach uzgodniono kompromis dotyczący głównie sposobu sporządzania umów z NFZ i postępowania z pacjentami wykazanymi przez system Elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniodawcy (eWUŚ) jako „nieuprawnieni”. Kwota przeznaczona przez MZ dla lekarzy rodzinnych nie uległa zmianie.

Zanim strony się dogadały, Polska była świadkiem gorszącego tygodnia, podczas którego pacjenci byli zakładnikami ludzi odpowiedzialnych za zdrowie Polaków. Do 7 stycznia aż 15 procent lekarzy zrzeszonych w Porozumieniu Zielonogórskim nie miało podpisanych z NFZ umów na świadczenie usług medycznych. Ich pacjenci zastali zamknięte gabinety. Zapewne czas pokaże skutki, jakie ponieśli na zdrowiu ci, którzy nie dostali się do swoich lekarzy. Nawet jeżeli liczba poszkodowanych nie będzie wielka, to i tak szantażowanie zdrowiem pacjentów, przynosi wstyd polskiej służbie zdrowia. Choć obie strony przekonywały, że działają dla dobra pacjentów; poszkodowanym, trudno w to uwierzyć. Większość Polaków uważa, że gabinety powinny były być otwarte, bo lekarz to służba, a nie biznes. Chory ma konstytucyjne prawo do opieki zdrowotnej niezależnie od zamożności, nie ma za to obowiązku znać się na przepisach. Służby powinny negocjować zmiany ze specjalistami i praktykami, by doprowadzić do optymalnych rozwiązań. Stawianie sprawy na ostrzu noża kwestionuje kwalifikacje moralne każdej ze stron. Ciągłe zmiany w funkcjonowaniu opieki zdrowotnej dowodzą, że państwo polskie jest naprawdę tylko na niby. Być może zbliżające się wybory były powodem pośpiechu i bałaganu. Wielu specjalistów zajmujących się problemami chorób onkologicznych mówi, że Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło ich wniosków. Udowadniali, że system się nie sprawdzi – z braku pieniędzy i reżimów czasowych potrzebnych na przeprowadzenie wszystkich badań onkologicznych. Ministerstwo przerzuciło pieniądze, ale nie zracjonalizowało wydatków.

W 2014 r. na leczenie szpitalne NFZ przeznaczył ok. 31 mld zł, podczas, gdy na 2015 r. zaplanował tylko 28 mld zł. Dysponując mniejszymi pieniędzmi, będzie ciężko realizować ambitne plany skracania kolejek i skuteczniejszego leczenia chorych na raka. Ten temat na pewno będzie przedmiotem krytyki polskiej służby zdrowia w bieżącym roku. Tzw. pakiet onkologiczny zakłada, że czas od rozpoczęcia leczenia onkologicznego do podjęcia leczenia, ma nie przekroczyć 9 tygodni. Onkolodzy twierdzą, że taki krótki termin nie jest realny. Jedną z barier jest zbyt mała liczba lekarzy patomorfologów, którzy odgrywają zasadniczą rolę w systemie onkologicznym. To oni potwierdzają nowotwór w badaniach mikroskopowych. Ponieważ w Polsce czynnych jest tylko 500 lekarzy tej specjalności, na wyniki czeka się ponad miesiąc. Do tego dojdzie oczekiwanie na badania radiologiczne, rezonans magnetyczny, tomografię komputerową i inne. Ministerstwo Zdrowia podeszło do sprawy życzeniowo. Ciekawe, jakim sposobem skróci się czas wdrożenia leczenia białaczki, skoro dzisiaj trwa ono 9 miesięcy? Jak mówi minister Arłukowicz, od 2015 r. sytuacja 140 tysięcy Polaków chorych na raka ma się zmienić.

Porozumienie Zielonogórskie nie walczyło samotnie. Uzyskało wsparcie lekarskiego środowiska – między innymi Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, Naczelnej Rady Lekarskiej, Polskiej Federacji Pracodawców Ochrony Zdrowia. Obserwując walkę między MZ a PZ staliśmy się świadkami wojny, w której na czoło wysunął się aspekt finansowy. Media mniej skupiły się na zmianach kompetencyjnych, które były równie ważnym elementem sporu. W ferworze walki obie strony nie szczędziły sobie zarzutów. Kolejne konferencje prasowe gorszyły najbardziej spokojnych Polaków. Przy okazji, do opinii publicznej dotarły informacje, że część negocjatorów należy do prywatnej firmy Medical Concept działającej od kilku lat na bazie gabinetów lekarzy rodzinnych i małych przychodni. Ujawnione informacje o powiązaniach przedstawicieli PZ z tą spółką sugerują, że negocjatorzy mogli dbać przede wszystkim o własne interesy. Usłyszeliśmy też, ile zarabiają lekarze POZ i lekarze specjaliści. Ci pierwsi – od 6 do 12 tys. zł, a specjaliści nawet kilka razy więcej. Koncentrując konflikt wokół finansów lekarzy i placówek służby zdrowia, wywołano wściekłość pacjentów oraz poczucie niesprawiedliwości i żalu do środowiska lekarskiego. Pacjent w tym sporze czuł się zmarginalizowany.

Źle działający system nie popsuł się sam. Służbę zdrowia poddano urynkowieniu i prywatyzacji nie patrząc na to, że opieka zdrowotna nie powinna być dziedziną gospodarki przynoszącą zyski. Z samej nazwy wynika, że służba zdrowia ma służyć ludziom, podobnie jak wojsko, czy policja. Reforma z 2011 r. polegająca na oddłużaniu państwowych jednostek służby zdrowia i oddawaniu ich pod ustawodawstwo prawa handlowego, otworzyła drogę do komercjalizacji służby zdrowia. Skutek jest taki, że zaroiło się od niepublicznych placówek zdrowia. Aż 51 szpitali zostało przekształconych w spółki. Wiele z nich ma się dobrze. Ale są i takie, które nie mogąc wyjść z zadłużenia, sprzedają swoje udziały spółkom prywatnym. W Polsce nie ma przepisów nakazujących, by powiat czy województwo prowadził szpital lub przychodnię. Dlatego na 260 szpitali działających w Polsce, aż 139 to placówki prywatne. Obecnie największymi prywatnymi firmami medycznymi w Polsce jest sieć przychodni i placówek Lux Med i Medicover. Prywatne, komercyjne placówki albo kontraktują najlepiej płatne usługi medyczne, albo pracują na całkiem komercyjnych zasadach pełnej odpłatności. W takich placówkach rządzi pieniądz. Pacjenta z bogatym portfelem wita się szerokim uśmiechem. W komfortowych pokojach pacjent czuje się jak w szpitalu oglądanym na filmach. Usługa jest szybka, fachowa, korzystająca z najnowszych osiągnięć wiedzy i techniki medycznej. To nic, że czasem zaskoczy nas lekarz-przedsiębiorca inkasując pieniądze za usługę medyczną bez wystawienia rachunku. Biznes rządzi się swoimi prawami. Aż trudno uwierzyć, że w biednej Polsce na leczenie prywatne Polacy wydają rocznie 30 mld zł! Takie dane podaje OCECD.

Wielokrotne i krótkowzroczne reformy wszystkich ekip rządzących tak zmodyfikowały nam służbę zdrowia, że szefowie lecznic już przyswoili sobie wiedzę, jak poruszać się w systemie procedur medycznych, bilansów finansowych i zysków. Pacjent oczywiście też jest ważny; o ile nie zagraża rentowności firmy medycznej. W wyniku tych przewartościowań, stracili lekarze z powołaniem, których wolą jest kierowanie się etyką lekarską zgodnie z zasadami Hipokratesa. Tacy lekarze znaleźli się w trybach chorej machiny zbudowanej i zarządzanej przez urzędników, którzy najwyraźniej zapomnieli o tym, że art. 68 Konstytucji RP gwarantuje każdemu Polakowi równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.