Emilia Zimnica-Kuzioła, Zatroskany o dobro wspólne

204mNa ekrany kin wszedł długo oczekiwany film Krzysztofa Zanussiego pt. „Ciało obce”, niestety nie był przychylnie przyjęty przez krytykę. Zachęcając czytelników „Aspektu Polskiego” do obejrzenia ostatniego dzieła polskiego reżysera i wyrobienia sobie własnego zdania na temat tej produkcji, napiszę jednak o innej sferze działalności tego wybitnego, zasłużonego dla polskiej kultury twórcy.

O Zanussim – wykładowcy akademickim – tak oto wypowiadają się młodzi ludzie na internetowych forach: „Świetnie opowiada, z ciekawością się go słucha. Ze względu na liczne podróże ma bardzo dużą wiedzę o świecie i potrafi tę wiedzę w interesujący sposób przekazać. Dygresje, anegdoty i przeskoki tematyczne są mistrzowskie w jego wykonaniu. Przy tym wszystkim jest zwykłym człowiekiem, a nie nadętym bufonem napawającym się sławą i sukcesami. Pasję widać w jego oczach”;  „Wykłada także w Warszawskim Collegium Civitas, miałem przyjemność rok uczestniczyć w jego zajęciach. Dużo dialogu ze studentami, urywki filmów i filozofia. Moje ulubione zajęcia, jedyne za którymi tęsknię”;  „Był u mnie w szkole. Jestem zachwycona, warto przeżyć coś takiego, naprawdę bardzo mądry człowiek, wie dużo o świecie, zna tyle języków. Trafia do człowieka, doświadczony, udziela mądrych rad. Mam nadzieję, że kiedyś zagości jeszcze u mnie w szkole, albo postaram się jeszcze być na jakimś wykładzie Pana Zanussiego”.

Krzysztof Zanussi gościł jakiś czas temu w Instytucie Socjologii, na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym w Łodzi. Przyjechał na zaproszenie Katedry Socjologii Sztuki, która realizowała projekt Urzędu Miasta Łodzi: „Współpraca z wyższymi uczelniami w zakresie promocji Łodzi jako ośrodka naukowego i akademickiego”. W sali Rady Wydziału zgromadziło się około 150 słuchaczy: studentów, doktorantów i wykładowców. Profesor Zanussi przygotował wykład pt. „Dobro wspólne”, podczas którego poruszył wiele interesujących tematów. Mówił o niepokojących zjawiskach we współczesnym świecie, między innymi dotyczących środowisk akademickich. Po pierwsze zwrócił uwagę na spadek rangi uniwersytetów, które kiedyś stanowiły „koło zamachowe cywilizacji”, były instytucjami poszukującymi prawdy i dobra wspólnego. Obecnie stały się – jak stwierdził – „miejscem produkcji magistrów i bezużytecznych badań”. Piętnował „polityczną poprawność” w dyskursie publicznym, ponieważ jego zdaniem, przyczynia się ona do neocenzury, do eliminowania wielu neutralnych określeń, którym „na wyrost” przypisuje się pejoratywne konotacje. Kolejną kwestią, jaką poruszył jest powszechne „odchodzenie od wartościowania” – w jego przekonaniu jest to niepokojąca tendencja, ponieważ czymś zupełnie naturalnym w świecie ludzkiej kultury jest wskazywanie różnic i niewspółmiernych skal wartości, dzielenie wytworów na lepsze i gorsze. Podobnie jak Ortega y Gasset w „Buncie mas”, profesor Zanussi reprezentuje stanowisko elitarne i głosi „arystokratyzm ducha”. Namawia młodych ludzi do dążenia do ideałów i doskonałości, do stawiania sobie wymagań.

Reżyser mówi rzeczy niepopularne, główne ostrze krytyki skierowuje przeciw ideologii postmodernistycznej, z którą wiąże się relatywizm i pesymizm. Ceni platońską triadę (prawda, dobro i piękno), wartości judeochrześcijańskie, duchowość zdolną do poświęceń i przekraczania siebie. Stworzymy lepszy świat, „jeżeli wciąż będą ludzie gotowi działać bezinteresownie dla dobra wspólnego, dążący do prawdy, a nie tylko do realizacji partykularnych interesów”, stwierdza. W świecie bezideowym, konsumpcyjnym, masowym, wskazuje na poznawczą funkcję autorytetów. Zachęca do ich szukania, do odkrywania ludzi godnych podziwu i naśladowania.
Co zatem stanowi owo „dobro wspólne”? Zanussi „stawia na człowieka”, na ludzi żyjących „pełnią moralną, duchową, intelektualną, emocjonalną, fizyczną i duchową”. Jego zdaniem, im więcej będzie takich ludzi w społeczeństwie, tym większe szanse na rozwój naszej cywilizacji. „Jeśli to zanegujemy – ostrzega – będziemy bliżej rozkładu”.

Zanussi chętnie przyjmuje zaproszenia na spotkania autorskie, chętnie rozmawia z młodymi ludźmi, ale równie sugestywnie „wypowiada się” poprzez swoje filmy. Wbrew temu, co czasem zarzucają mu krytycy, nie tworzy kina dydaktycznego, moralizatorskiego. Jego filmy nie narzucają poglądu na świat, zachęcają do myślenia, do rozważenia różnych stanowisk, różnych argumentów. Sam reżyser tak oto mówi o swoim pojmowaniu roli sztuki: „sztuka ma człowieka przebudzić, ożywić w nim tęsknotę za głębszym świadomym przeżywaniem swojego życia, za szerszym spojrzeniem, lepszym zrozumieniem swego losu, za osobowym rozwojem, głębszym uczuciem..”. Tworzy kino ambitne, autorskie, „o wyraźnym charakterze pisma”, zauważalnym już w „Strukturze kryształu”, poprzez dziesiątki innych, z których wymienić warto choćby „Barwy ochronne”, „Bilans kwartalny”, „Rok spokojnego słońca”, „Cwał”, „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”, „Persona non grata”, „Serce na dłoni” czy „Rewizytę”.
Warto dodać, że w 2013 roku łódzkie środowisko akademickie doceniło rangę artystyczną i intelektualną polskiego reżysera – na wniosek Rady Wydziału Filozoficzno–Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego – Krzysztof Zanussi otrzymał tytuł doktora honoris causa (wcześniej tym zaszczytnym tytułem obdarzył go Katolicki Uniwersytet Lubelski i Uniwersytet Opolski).