Dana ku obronie narodu naszego – homilia Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego

AbpMJedraszTekst homilii, którą wygłosił Ksiądz Arcybiskup Marek Jędraszewski, w Bazylice Archikatedralnej Łódzkiej, w czasie Mszy świętej w intencji Ojczyzny, w niedzielę 3 maja br.

Dana ku obronie narodu naszego
1.Uczestnictwo w dziale świętych
Ewangelia dzisiejszej uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski prowadzi nas na Golgotę. Dokonuje się największa tragedia w całych dziejach ludzkości: człowiek skazał Syna Bożego na okrutną śmierć na krzyżu. I właśnie w tym momencie najwyższego cierpienia Jezus kieruje do swej Matki słowa przeniknięte najgłębszym miłosierdziem: „Niewiasto, oto syn Twój”, aby następnie powiedzieć do św. Jana: „Oto Matka twoja”. Chrystus, odrzucony przez naród, nie chce, aby ci, którzy uwierzyli w Jego mesjańskie posłannictwo, pozostali sami. Daje im więc największy Skarb, jaki posiada: swoją Matkę. Apostoł przekazał nam, potomnym, jakże pełną radości i nadziei wieść: „Od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (por. J 19, 26-27). Dla Jana zaczął się bowiem błogosławiony czas szczególnej bliskości z Maryją, Matką Bożego Syna. Po latach św. Paweł w Liście do Kolosan w następujący sposób skomentował to wydarzenie: Jezus Chrystus, Obraz niewidzialnego Boga, Pierworodny wobec każdego stworzenia, Ten, w którym wszystko zostało stworzone (por. Kol 1, 15-16), jest Królem. Do Jego królestwa przeniósł nas Bóg Ojciec, co więcej, „uzdolnił [On nas] do uczestnictwa w dziale świętych w światłości” (Kol 1, 12). Odtąd trwające już prawie dwa tysiące lat dzieje Kościoła są przedziwnym uczestnictwem wierzących chrześcijan w życiu świętych. Trwanie w tej wspólnocie gwarantuje im szczęśliwe – choć niełatwe – życie już tu, na ziemi, by swój szczyt osiągnąć w wieczności.

Owo uczestnictwo w dziale świętych przeróżnie się urzeczywistniało i urzeczywistnia w życiu poszczególnych osób i narodów. Ono też głęboko przenika dzieje Polski. Dlatego właśnie dzisiaj wysławiamy Boga i z radością dziękujemy Mu za to, że w swej nieprzeniknionej Opatrzności zechciał naród polski uzdolnić do szczególnego uczestnictwa w dziale Królowej wszystkich świętych – w dziale Matki swego Jednorodzonego Syna. Stąd od prawie stu lat, dokładnie od 1923 roku, na mocy decyzji Stolicy Apostolskiej naród polski tego samego dnia, 3 maja, obchodzi dwa wielkie, brzemienne dla swej historii wydarzenia: śluby króla Jana Kazimierza z 1 kwietnia 1656 roku oraz uchwalenie Konstytucji 3 Maja z 1791 roku. Obydwa wydarzenia miały miejsce w obliczu ogromnych zagrożeń dla dalszego istnienia państwa polskiego: w 1656 roku przeżywało ono potop szwedzki, natomiast w 1791 roku, doznawszy traumy pierwszego rozbioru z 1772 roku, pragnęło wyzwolić się spod imperialnej polityki Prus, Austrii, a przede wszystkim Rosji. Obydwa te wydarzenia miały również charakter głęboko religijny: w 1656 roku Jan Kazimierz obrał Najświętszą Dziewicę za Patronkę i za Królową Polski, natomiast uchwalenie Konstytucji 3 Maja zakończyło się uroczystościami kościelnymi w kolegiacie, a dzisiaj katedrze, warszawskiej.
2. Niedotrzymane przyrzeczenia i śluby
Zdawano sobie równocześnie bardzo dobrze sprawę z tego, że szczęście Ojczyzny zależeć będzie od takiego zbiorowego wysiłku na rzecz Polski ze strony wszystkich jej obywateli, aby mogła być ona krajem godnym swej Królowej. Wysiłek ten miał mieć swój wymiar zarówno religijny, jak i społeczny. Król Jan Kazimierz zobowiązywał się do tego, aby „po wszystkich ziemiach Królestwa” polskiego rozszerzać cześć i nabożeństwo do Matki Najświętszej, a jednocześnie przyrzekał i ślubował, „że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich” będzie „używał środków, aby lud [jego] Królestwa od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić”. Z kolei Sejm Czteroletni, zwany też Wielkim, w dowód wdzięczności zobowiązał się wznieść w Warszawie Świątynię Bożej Opatrzności, a równocześnie „lud rolniczy” – na mocy uchwalonej Konstytucji – przyjąć „pod opiekę prawa i rządu krajowego”.
Wiemy, że ani król Jan Kazimierz, ani Sejm Wielki tych ślubów i przyrzeczeń nie dotrzymali. Dlaczego? Dlaczego nie udały się ich zmagania o Polskę? Dlaczego nie pozostali niezłomni w swych wysiłkach o wierność wobec Przenajświętszej Dziewicy, które znalazły swój przejmujący wyraz w słowach pieśni: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”? Dlaczego przy Niej nie zawsze byli? Dlaczego o Niej zapominali? Dlaczego nie czuwali? Te pytania możemy, co więcej: musimy, postawić w imię prawdy o naszej polskiej, niełatwej historii.
Jednakże nam, świętującym dzisiejszą uroczystość w Roku Pańskim 2015, nie wystarczy tylko rozpamiętywanie minionych wydarzeń. Dokładnie te same pytania w duchu odpowiedzialności za Polskę musimy postawić dzisiaj wobec siebie samych, duchowych spadkobierców ślubów Jana Kazimierza i niezwykle mądrych i śmiałych artykułów Konstytucji 3 Maja. Patrząc na wiele niepokojących faktów współczesności, musimy zapytać siebie: Dlaczego nie jesteśmy całą duszą przy Maryi, naszej Matce i Królowej, i nie chcemy mieć pełnego z Nią działu? Dlaczego zapominamy o naszych najbardziej podstawowych zobowiązaniach chrześcijańskich, wynikających z przyjęcia sakramentu Chrztu, lekceważąc prawa natury odnośnie do samego życia, a także do małżeństwa i rodziny? Dlaczego brakuje nam odwagi czuwania i dlaczego nie chcemy widzieć i napiętnować oczywistego zła, uciekając się w formułę tak wygodnej niekiedy dla nas tolerancji i politycznej poprawności?

3. Rok 1791 i rok 2015
Niewątpliwie, jesteśmy poddawani różnego rodzaju naciskom ze strony zewnętrznego wobec nas zła. Że te naciski istnieją, przekonuje nas dzisiejsze drugie czytanie mszalne. Apokaliptyczny Smok barwy ognia nieustannie prowadzi śmiertelne zmagania z Niewiastą i z Jej Dziecięciem. Te zmagania trwają. Nie wypełniły się przecież jeszcze czasy, aby cały świat mógł usłyszeć ostateczne dla swych dziejów słowa: „Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca”.
Jednakże obok tej walki złego ducha, który czyni wszystko, abyśmy my, Polacy, nie byli całym sercem przy naszej Pani i Królowej, abyśmy nie pamiętali o naszych chrześcijańskich korzeniach, wrastających w polską ziemię od prawie 1050. lat, abyśmy nie czuwali, mądrze i odpowiedzialnie myśląc o przyszłości Polski, można u wielu spośród nas dostrzec niepokojące postawy. Odnosi się niekiedy wrażenie, że pewne nasze narodowe przywary pozostają niezmienne i że dla wielu z nas historia nie jest wcale nauczycielką życia. Zmieniają się – to prawda – konteksty historycznych wydarzeń, jednakże zachowania wielu naszych rodaków, niestety, nie. Dzieje się tak z jak najgorszymi następstwami dla dalszych dziejów naszego państwa i narodu.
Jakże pouczające jest pod tym względem porównanie naszej obecnej polskiej rzeczywistości z opisem stanu duchowego Polaków, który zawdzięczamy Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi i jego komedii Powrót posła. Jak wiadomo, utwór ten został po raz pierwszy wystawiony przez Wojciecha Bogusławskiego dnia 15 stycznia 1791 roku, kiedy batalia o kształt Ustawy Rządowej osiągała swoje apogeum. Do jej ogłoszenia pozostawały zaledwie trzy i pół miesiąca. W Warszawie ścierały się głosy obozu patriotycznego z głosami zapiekłych konserwatystów, którzy – jak ów słynny poseł ziemi kaliskiej Jan Suchorzewski – za wszelką cenę bronili liberum veto i wolnej elekcji. Niemcewicz, jedna z najgłośniejszych postaci obozu patriotycznego, nakreślił w swej komedii pewne postawy, które dla naszej polskiej historii wydają się w jakiejś mierze ponadczasowe, a przynajmniej obecnie niemiernie żywe i znaczące.
Pierwsza z nich polega na ucieczce od trudnej prawdy o aktualnej rzeczywistości. W konsekwencji nie chce się podejmować w państwie niezbędnych reform, poprzestając jedynie na rozpamiętywaniu beztroskiej przeszłości. Natomiast tych, którzy mają odwagę walczyć ze złem korupcji, oskarża się i stawia przed oblicze sądu. Starosta Gadulski, bohater komedii Niemcewicza, wyrażał to bez ogródek: „Jak to Polak szczęśliwie żył pod Augustami [Sasami]! (…) Człek jadł, pił, nic nie robił i suto w kieszeni./ Dziś się wszystko zmieniło i bardziej się zmieni:/ zepsuli wszystko”.
Ci, którzy mieli jakoby zepsuć wszystko, to obóz patriotów, dążący do umocnienia państwa. Inny bohater Niemcewicza, Podkomorzy, przyczynę tej krytykanckiej postawy, wyrażanej przez Starostę, upatrywał w braku patriotyzmu, który ogarnął niemałą część ówczesnego społeczeństwa Rzeczypospolitej: „I my sami byliśmy nieszczęść naszych winą!/ Gnijąc w zbytkach, lenistwie i biesiad zwyczaju,/ Myśleliśmy o sobie, a nigdy o kraju”. Nie ulega wątpliwości: podobnie jest dzisiaj, gdy tak często spotykamy się z jedną wielką pochwałą egoizmu i konieczności samorealizacji przez jednostkę. Równocześnie w imię jakiejś abstrakcyjnej europejskości wyśmiewa się patriotyzm, kłamliwie utożsamiając go z kołtunerią i zaściankowością, z nacjonalizmem i szowinizmem. Nie chce się uznać wartości tego życiowego credo, które otwarcie głosił syn Podkomorzego, Walery: należy „pamiętać, żeś Polakiem, żeś obywatelem,/ Żeś najpierwsze twe winien Ojczyźnie usługi”.
Trudno się zatem dziwić, że odrzucając wspólne dobro, jakim była Res Pubblica, czyli I Rzeczpospolita, nie chciano uznać obiektywnych wartości związanych z prawami człowieka, z sumieniem czy poszanowaniem prawa własności. Niemczewiczowski Starosta bez jakiejkolwiek żenady oświadczał: „Za naszych czasów na to wszystko nie zważano,/ wszyscy byli kontenci, robiono, co chciano”. Natomiast w III RP nagłośnia się hasło, które kieruje się głównie do młodzieży: „Róbta, co chceta!”. Za tym hasłem idą określone działania. Niektórzy politycy zaczęli głośno domagać się legalizacji używania tak zwanych lekkich narkotyków. Rząd natomiast wprowadził niedawno do normalnego obiegu pigułkę ellaOne w imię zawołania: „Zakochaj się bezpiecznie”. Bo niby dlaczego ma się zabraniać młodym marihuany lub tabletki wczesnoporonnej, jeśli oni tego pragną?
Postawa permisywizmu, wynikająca z przekonania, że „zakazy obyczajowe są niepotrzebne lub szkodliwe, a działania jednostek nie powinny być oceniane pod kątem obyczajności czy norm społecznych”, prowadzi do wytworzenia tego, co można by nazwać społeczeństwem zabawowym. Tak właśnie było w Polsce w osiemnastym wieku. Na pytanie Walerego z Powrotu posła: „Gdyby każdy żyć tak chciał, [uganiając się za przyjemnościami], czymby Polska była?”, Szarmancki odpowiadał z pełną dezynwolturą: „Nie wiem, co by z nią było, lecz by się bawiła!”. Dzisiaj w jednej z telewizyjnych reklam możemy dostrzec hasła domagające się „prawa do zabawy” czy też „prawa do nieprzespanej nocy”. Wszystko w imię prawa do nieustannego grillowania. Jedynym źródłem niepokoju pozostaje tylko pytanie, czy także jeszcze dzisiaj popłynie ciepła woda z kranu…
W konsekwencji dochodzi do szczególnie groźnego uśpienia ducha narodu. Niemczewiczowski Podkomorzy z bólem stwierdzał: „W nierządzie i w letargu Naród zanurzony”. Te słowa niemal jak echo wracają w wypowiedziach niektórych współczesnych socjologów, którzy z ogromnym niepokojem zauważają, że znacząca część polskiego społeczeństwa stała się społecznością lemingów, czyli – jak to powiedział pewien znany publicysta – „bezrefleksyjnych przeżuwaczy medialnych mądrości”, czerpiących swą wiedzę o Polsce i świecie wyłącznie z jednej gazety i z jednej komercyjnej stacji telewizyjnej.
Taki stan ducha musiał prowadzić osiemnastowiecznych Polaków do totalnego lekceważenia własnego państwa i upatrywania w obcych wojskach źródła porządku i ładu. Stąd Starosta wychwalał sytuację, jaka zaistniała w I Rzeczypospolitej po śmierci Augusta II Mocnego: „Ci bili Sasów, owi bili Leszczyńskiego,/ Palili sobie wioski; no i cóż to szkodzi?/ Obce wojsko jak wkroczy, to wszystko pogodzi./ Potem amnestia, panom buławy, urzędy,/ Szlachcie dadzą wójtostwa, obietnice, względy,/ Nie byłoż to tak dobrze? I cóż waćpan na to?”. Niestety, historia się powtarza. Opublikowana niedawno książka, nosząca jakże znamienny tytuł Wygaszanie Polski 1989-2015, nie bez powodu budzi wielkie zainteresowanie i pobudza do odpowiedzialnego namysłu. Jeden z jej autorów, profesor Andrzej Nowak, stwierdził przy okazji jej prezentacji: „Książka ta jest diagnozą stanu kraju, ale nie tylko. Ponieważ obecne zatruwanie Polski [dokonuje się] od środka, wymaga (…) już nie tylko diagnozy, ale jak najszybszego działania. Z tej książki wyrasta (…) nadzieja pokonania tej choroby, odrzucenia fałszywych <>, które nas jedynie zatruwały. Musimy (…) odzyskać nasze państwo, zostać na powrót gospodarzami we własnym domu”.

4. Pokładać nadzieję w Królowej
Z komedii Powrót posła płynie jeszcze jedna, gorzka nauka: można się sromotnie zawieść, budując przyszłość Polski jedynie na czysto ludzkich przewidywaniach i samych tylko politycznych rachubach. Niemczewiczowski Starosta opierał swe nadzieje na długotrwałej wojnie Rosji z Turcją, co pozwalało mu sądzić, że z jakimikolwiek reformami państwa polskiego nie trzeba się śpieszyć. Natomiast optymizm Podkomorzego wynikał z zawartego przez Polskę traktatu z Prusami: „Względem mojej Ojczyzny spokojną mam głowę,/ Zawarliśmy z potężnym sąsiadem przymierze,/ Jużeśmy dziś pewniejsi”. Niestety, jak się okazało, zaledwie po dwóch latach od uchwalenia Konstytucji 3 Maja ziścił się najczarniejszy scenariusz, przepowiedziany przez Starostę: „Cała ta długa wojna na tym się zakończy,/ Że Król Pruski z Cesarzem [rosyjskim] najściślej się złączy”. Złączyli się, oczywiście, kosztem Polski – i to o wiele wcześniej niż przewidywał Starosta. W 1793 roku doszło do drugiego zaboru Polski, na mocy którego Prusy wzbogaciły się o Wielkopolskę, a Rosja o obszar 250 tys. kilometrów kwadratowych, znajdujących się na wschodnich Kresach Rzeczypospolitej.
Z tej bolesnej lekcji historii wynika, że Polska musi liczyć przede wszystkim na siebie. Nikt jej nie pomoże, jeśli ona najpierw nie zechce pomóc sama sobie. Jednakże w tym wysiłku dbania o siebie Polska nie pozostaje sama. Jej nieprzejednany wróg z czasów drugiej wojny światowej, Hans Frank, pozostawił nam osobistą uwagę, do której należy często z namysłem powracać: „Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Gdy wszystkie światła dla Polski zgasły, to wtedy zawsze jeszcze była Święta z Częstochowy i Kościół”. Tym samym Hans Frank pośrednio stwierdził, że nie można budować dobrej przyszłości Polski bez wsłuchiwania się w głos nauczycielski Kościoła. Nie można też szukać nadziei dla Polski bez nieustannego błagania o wsparcie ze strony Jej Królowej. Nie wolno przy tym słać ku Niej tego błagania bez ciągłego i konsekwentnego zasługiwania na miano prawych członków Jej Królestwa. A ono zaczyna się od zdrowej, pełnej rodziny. Jest rzeczą znamienną, że Julian Ursyn Niemcewicz kończył swój utwór Powrót posła zapowiedzią dwóch małżeństw, Teresy i Walerego oraz Agatki i Jakuba. Małżeństw budowanych na wzajemnej miłości i poszanowaniu, nastawionych na posiadania dzieci. Pisząc to dzieło, Niemcewicz zapewne nie przewidywał, że już niedługo Polska całkowicie utraci swój państwowy byt i na długie 123 lata, pomniejszone o osiem lat istnienia Księstwa Warszawskiego, będzie budowała swe nadzieje na „wybicie się na niepodległość” właśnie na rodzinie – rodzinie żyjącej według zasad głoszonych przez Kościół, będącej ostoją patriotycznych wartości, wiernie wpatrzonej w „Pannę Świętą, co Jasnej broni Częstochowy i w Ostrej świeci Bramie”.
To nauka dla Polski, to nauka dla nas – na dzisiaj. W obliczu systematycznego wprowadzania przez władze naszego państwa ideologii, które godzą w istotę małżeństwa i rodziny, trzeba w imię autentycznego dobra naszej Ojczyzny bronić tych instytucji za wszelką cenę. Jednoznaczna prawda o małżeństwie i rodzinie, wynikająca z samej ludzkiej natury, poświadczona ponadto przez Boże Objawienie, nie może prowadzić nikogo, zwłaszcza ludzi przyznających się do katolickiej wiary, do przyjmowania – w imię tolerancji i politycznej poprawności – takich rozwiązań prawnych i wprowadzania takich programów edukacyjnych, które by uwłaczały godności człowieka i które by równocześnie stanowiły jawną obrazę naszej Matki i Królowej. Nie ma przyszłości Polski bez zdrowej i silnej rodziny. Jak pisał św. Jan Paweł II Wielki w Liście do rodzin, rodzina pozostaje pierwszą drogą Kościoła. Jest ona centrum i sercem cywilizacji miłości. Rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i mocą całego narodu. Inaczej mówiąc, jeśli hasłem 5. Roku Wielkiej Nowenny (1961-1962) było „Rodzina Bogiem silna”, tak dzisiaj, anno Domini 2015, trzeba z całą mocą dopowiedzieć: „Polska rodziną silna”. Polska, Ojczyzna, Najjaśniejsza Rzeczypospolita – która jest Królestwem Najświętszej Maryi Panny.
Dlatego też dzisiaj, w 224. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, pragniemy wzorem ojców naszych wyśpiewać pierwszy hymn Polski, który ponad sześć wieków temu, 15 lipca 1410 roku, wiódł polskich rycerzy do zwycięstwa w bitwie pod Grunwaldem: „Bogurodzica Dziewica,/ Bogiem sławienia Maryja,/ (…) Słysz modlitwę, jąż nosimy,/ A dać raczy, jegoż prosimy,/ A na świecie zbożny pobyt,/ Po żywocie rajski przebyt./ Kirielejson”.
Amen.

za archidiecezja.lodz.pl