Czy Kaja Godek dziś zatrzyma aborcję?

– Troje dzieci będzie umierać codziennie w męczarniach, jeśli posłowie dziś nie zagłosują za projektem „Zatrzymać aborcję” albo powołają podkomisje, które będą go dalej analizować – mówi Kaja Godek, liderka ruchu „Zatrzymać aborcję”.

 

W poniedziałek, 2 lipca o godz. 16 projekt „Zatrzymać aborcję” trafił pod obrady Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Podpisało się pod nim aż 830 tysięcy osób. Chcą, by aborcja była zakazana nawet w wypadku ciężkich i nieodwracalnych wad płodu Zastanawianie się, jakie wady płodu pozwalają kobiecie na przerwanie ciąży, to tworzenie list śmierci – mówi Kaja Godek, inicjatorka projektu, której lekarze  proponowali aborcję, gdy okazało się, że jedno z jej dzieci urodzi się z zespołem Downa Projekt został złożony w Sejmie w listopadzie 2017 roku. Mówiło się o tym, że trafi do tzw. zamrażarki. Jednak 19 marca 2018 roku pozytywnie na temat projektu wypowiedziała się Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Jak Pani czuje, zatrzyma dziś Pani aborcję w Polsce?

Zatrzymam aborcję dopiero wtedy, gdy ustawę podpisze prezydent. 19 marca pozytywnie na temat projektu wypowiedziała się Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka, a jednak projekt dopiero teraz trafia pod obrady Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Dziś jest tylko posiedzenie komisji polityki społecznej i rodziny. To oczywiście pozytywne, że komisja się zbiera w sprawie projektu „Zatrzymać aborcję”, że po kilku miesiącach zwlekania Sejm zajął się tą sprawą, ale to dopiero początek.

Jest Pani dziś ostrożna i woli nie cieszyć się na wyrost?

Nie wiadomo, jak potoczy się posiedzenie komisji. Może  nasz projekt dziś przejdzie dalej, ale może stać się też tak, że zostaną powołane kolejne podkomisje i będziemy czekać na ich opinie. Być może będzie dyskusja dotycząca tego, do którego tygodnia aborcja jest dopuszczalna.

Pani nie zadowoli nawet to, gdyby ustawa została zaostrzona, ale aborcja była dopuszczalna w wypadku bardzo ciężkich wad płodu, gdy będzie wiadomo, że dziecko umrze chwilę po porodzie?

Nie. To tworzenie list śmierci – decydowanie, które dzieci są tak chore, że można je legalnie zabić, a które jednak nie. A każdy dzień takich debat i zwłoki z  podpisaniem ustawy zakazującej aborcji, to śmierć trójki dzieci.

Trójki?

Tak. Mówię tylko o aborcjach eugenicznych. Trzy dziennie – tyle wykonuje się w Polsce tzw. późnych aborcji. W szóstym miesiącu ciąży. W praktyce to jak przedwczesny poród z zaniechaniem ratowania dziecka. Płód umiera w strasznych męczarniach – dusi się. Projekt „Zatrzymaj aborcję” został złożony w Sejmie w listopadzie 2017 roku, więc czekamy ósmy miesiąc i codziennie zabijane są dzieci.

Biskupi oficjalnie poparli Panią wczoraj. Myśli Pani, że duża część Polaków też się z Panią zgadza?

Nie wiem, czy większość, ale na pewno bardzo wielu. Pod projektem „Zatrzymać aborcję” podpisało się 830 tysięcy osób, a wystarczyłoby 100 tysięcy, by sprawą zajął się Sejm. W dodatku udało się to w dwa i pół miesiąca, czyli przed czasem. To świetny wynik. Drugi w historii – szybciej i więcej zebrano podpisów pod pomysłem o tym, by święto Trzech Króli było dniem wolnym od pracy. Mówię oczywiście o projektach, przy których na zebranie podpisów są trzy miesiące, nie o tych, które mają na to pół roku. Dlatego uważam, że jest nas bardzo wielu.

Jesteście już od rana w Sejmie?

Nie. Przyjadę do Sejmu o godz. 16. Na start obrad komisji.

za onet.pl/Agnieszka Sztyler-Turovsky