Czerwona legenda Widzewa

O Widzewie można pisać bez końca. O jego historii również. Na przykład o jego historii piłkarskiej… Ot, dla przykładu o tym, że 40 lat temu, wiosną 1975 r. Widzew piłkarski stoczył zwycięski bój z Motorem Lublin. Gole strzelone przez Tadeusza Błachnę, Andrzeja Grębosza i Andrzeja Pyrdoła spowodowały, że serca kibiców chodziły jak maszyny pobliskich fabryk, bo awans do ekstraklasy stawał się coraz bardziej realny.

Nikt z kibiców nie spodziewał się, że za 5 lat Widzew stanie się postrachem Manchesteru, czy też Juventusu. Ja zaś jako dwunastolatek, jako że mecz rozpoczynał się o godz. 11.00, zaniedbałem wtedy Mszę św. „dla młodzieży”, z czego musiałem wyspowiadać się, otrzymując rzecz jasna od miejscowego proboszcza rozgrzeszenie.

Ale Widzew to nie tylko RTS i jego futbolowa sława. Widzew to fabryki i ludzie, którzy w nich pracowali, tworząc legendę tej dzielnicy Łodzi.

Legenda
Nie lubię słowa „mit”. Tymczasem coraz częściej odnotowuję używanie tego słowa także przez historyków i to w stosunku do postaci historycznych z całkiem nowej historii. Np. „mit” Żołnierzy Wyklętych, czy też mit „Szarego”. Coś okropnego. Bo „mit” to dla mnie określenie opowieści o bożkach albo półbożkach greckich, którzy w Helladzie, w cieniu gajów oliwnych spędzali czas na beztroskim figo-fago.
Co innego „legenda”. Legenda to opowieść o prawdziwym wydarzeniu historycznym, choć nieco podkoloryzowana. Słowo to odzwierciedla doniosłość opisywanego wydarzenia historycznego, podczas gdy nadawanie mu charakteru „mitu” wydarzenie to pogrąża.

Dlatego też pisząc o Widzewie nie piszę o „micie czerwonego Widzewa”, ale o „czerwonej” legendzie tej dzielnicy. Funkcjonuje ona obok piłkarskiej legendy Widzewa.

Widzewskie strajki
Widomym znakiem czerwonej legendy Widzewa jest tablica pamiątkowa na frontonie dawnego budynku administracyjnego Wi–My, umieszczona tam w czasach, kiedy fabrykę tę nazwano „Widzewskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. 1 Maja”, w 50. rocznicę wydarzeń w Towarzystwie Akcyjnym Heinzla i Kunitzera.

Do upamiętnionego wydarzenia doszło 1 lutego 1905 r. w dniu wypłaty wynagrodzenia. Robotnicy wypłatę pobrali, po czym stawiali dalsze żądania płacowe, co już można uznać za działanie nierozważne. Wyrażali też niezadowolenie wobec majstra Jeziorkowskiego i chcąc skierować w stosunku do niego żądania wrócili na teren fabryki. Kiedy ponownie wyszli tłumnie na Szosę Rokicińską zostali zaatakowani przez Kozaków. Po poczęstowaniu carskiej konnicy kamieniami, w kierunku manifestantów poszła salwa. Zginęło 9 osób, a kilkadziesiąt odniosło rany. Wśród nich byli zarówno nastolatkowie, jak i osoby w wieku dojrzałym lub nawet podeszłym (najstarsza 75-letnia staruszka Maryanna Walczak). Dominowali pracownicy zakładów Heinzla i Kunitzera, ale także robotnicy z pobliskiej Niciarni. Wszyscy oni byli Polakami, jako że Widzew charakteryzował się znikomym odsetkiem ludności „mniejszościowej”, np. Żydów. Ofiary tego „zaburzenia” wywodziły się z podłódzkich wsi, byli to chłopi, którzy przyjechali do Łodzi „za chlebem”.

Zajścia te trwały dość krótko i wbrew temu, co obwieszcza tablica pamiątkowa nie doszło do wznoszenia barykad. Otwarta przestrzeń wokół fabryki powodowała, że nie było ku temu możliwości. Widzew wówczas był jeszcze słabo zabudowany i praktycznie na zakładach Kunitzera większa zabudowa się kończyła. Ówczesna gazeta opisywała osadę Widzew jako składającą się z dwóch fabryk i malutkich domków w ogródkach…

Brak informacji, aby widzewscy robotnicy artykułowali jakieś hasła internacjonalistyczne, czy też inne, typowe dla formacji SKPiL-owskiej, czy też PPS-owskiej. Podłoże zajść było czysto ekonomiczne i robotnicy domagali się podwyżki wynagrodzenia i względniejszego traktowania przez majstrów.
„Sytuacja strajkowa”, zwana wówczas „bezrobociem” utrzymywała się w zakładach Heinzla i Kunitzera aż do 24 lutego 1905 r., kiedy to podjęto pracę.
Wkrótce zaczęło gotować się w innej widzewskiej fabryce, Towarzystwie Akcyjnym Łódzkiej Manufaktury Niciarnianej, również założonej przez Kunitzera. Już w połowie marca 1905 r. do pracy przystępowało tam zaledwie 2/3 robotników. Wreszcie, 7 kwietnia 1905 r., i tam wybuchł strajk. Reakcja zarządu była natychmiastowa i bezwzględna. Natychmiast ogłoszono zamknięcie fabryki na czas nieograniczony, a robotnicy otrzymali wypowiedzenia. Trzy dni później robotnicy strajk przekształcili w okupacyjny z zastosowaniem uwięzienia inspektorów fabrycznych. 26 kwietnia zarząd fabryki w odpowiedzi na strajk ogłosił lokaut.
Atmosfera strajkowa opanowała także zakłady Heinzla i Kunitzera. 11 kwietnia 1905 r. robotnicy ogłosili strajk okupacyjny, wysuwając zadania socjalno-płacowe. W odpowiedzi, dwa dni później zarząd ogłosił lokaut, a fabrykę obsadziło wojsko. Produkcję uruchomiono 17 maja 1905 r., ale już trzy dni później fabryka strajkowała. 31 maja doszło do starć z Kozakami, którzy wyprowadzali z fabryki ujętych prowodyrów strajkowych i agitatorów. Rany odniosło kilkanaście osób. Znacznie dłużej, bo aż do połowy lipca 1905 r. trwał lokaut w Niciarni. Robotnicy powrócili do pracy nie uzyskując żadnych zdobyczy płacowych ani socjalnych. Dzień pracy trwał nadal 11 godzin.

Widzewski fabrykant Juliusz Kunitzer zginął w zamachu terrorystycznym 30 września 1905 r. Nie uspokoiło to nastrojów w fabryce. Miesiąc po pogrzebie doszło w niej do demonstracji robotniczej. Na początku grudnia fabryka „stanęła” z powodu braku węgla. Również zarząd Niciarni ogłosił zamknięcie fabryki na czas nieograniczony. Spowodowało to wniesienie skarg do sądu na Chojnach o wypłatę za czas „zamknięcia” fabryki.

Stopniowo sytuacja w widzewskich fabrykach normalizowała się. Pojawiały się grupy robotników o poglądach narodowych i chrześcijańskich sprzeciwiających się organizowania strajków. W wydawanym pisemku „Pochodnia” ukazał się list kobiety narzekającej na podgrzewanie atmosfery strajkowej. „Za bezrobocia nikt nam nie zapłaci, a dzieci nie mają co jeść” – pisała rozżalona widzewska włókniarka. Widzewską Niciarnię uruchomiono dopiero w maju 1906 r. „Wzięci” głodem robotnicy za cenę pracy zgodzili się wycofać skargi sądowe.
Wydarzenie z 21 czerwca 1906 r. wskazywało na nową sytuację wśród robotników widzewskiej manufaktury. Tego dnia doszło nie do starć robotników z policją czy też z Kozakami, starły się ze sobą dwie grupy robotników: zwolenników akcji strajkowych oraz tzw. „łamistrajków”. Tę drugą grupę stanowili skupieni w Narodowym Związku Robotniczym.

Jesienią 1906 r. pojawiły się nowe formy działań antystrajkowych. Policja przystępowała do „wyiskiwania” prowodyrów strajkowych i przeprowadzania rewizji w ich mieszkaniach. Takie działania nasiliły się 17 października 1906 r. Zimą zaś, tuż po świętach Bożego Narodzenia, Widzewską Manufakturę obsadziło wojsko. Ta militarna „pacyfikacja” fabryki połączona była z kolejną falą rewizji w robotniczych familiokach. Skonfiskowano broń palną i sporą ilość materiałów ulotkowych. Tak zdecydowane środki na długi czas uspokoiły sytuację w widzewskich fabrykach.

Przyczyny
Jakie były przyczyny tych wszystkich wystąpień, które zbiorczo określano mianem rewolucji 1905–1907 roku? Na Widzewie przyczyny te były wyłącznie socjalne, ekonomiczne. Robotnicy domagali się podwyżki płac (przeważnie z 15 do 20 kopiejek za godzinę) i poprawy warunków pracy. Przez chwilę uznawali, że strajk jest właściwym środkiem do uzyskania tych celów. Bardzo szybko przekonali się, że nie jest i zaprzestali prowadzenia spontanicznych i mało przemyślanych akcji strajkowych.

Po surowej lekcji lat 1905 i 1906 robotnicy zmienili taktykę zaczęli tworzyć stowarzyszenia oraz związki zawodowe, jednocześnie dystansując się od partii politycznych, zarówno PPS-u, jak i SDKPiL-u. Nie przyjęły się też wśród widzewskich robotników hasła internacjonalizmu proletariackiego szerzone przez te partie, które nakazywały podejmować akcje strajkowe nie w imię obrony swoich praw i interesów, ale w imię solidarności z nieznanymi robotnikami Moskwy, czy Petersburga.

Również i fabrykanci stopniowo zmieniali postawę, uświadomiwszy sobie, że robotnik lepiej wynagradzany jest robotnikiem wydajniejszym, a może stać się również nabywcą wyrobów konkretnej fabryki. Stopniowo uwzględniali robotnicze żądania.

A Widzew dziś?
Budynki pofabryczne Widzewskiej Manufaktury jeszcze stoją i są śmiałkowie usiłujący w nich prowadzić jakąś działalność, bynajmniej nie włókienniczą. Stoi dumnie potężna bryła Niciarni, choć kilkupiętrowa, to jakaś działalność prowadzona jest na parterze. Strajkować już dziś nie ma kto i nie ma o co… Tak wygląda współczesny Widzew z czerwoną legendą w tle. Brzydkie blokowiska wybudowane „za mostem” zastępują dawną fabryczną rzeczywistość.

Nie ma już fabrycznego, robotniczego Widzewa, a czy jest sportowy? Czy sport na Widzewie to już tylko legenda, podobnie jak manufaktury włókiennicze? Chyba tak. Ze stadionu Widzewa wywożone jest to wszystko, co zaczęto tam zwozić 40 lat temu, zaraz po awansie drużyny do ekstraklasy. Sami zaś piłkarze tak jak kiedyś wygrywali z każdym, tak teraz z każdym przegrywają. Także i sportowo Widzew nie przedstawia się najlepiej i tu także pozostała jedynie legenda…

JACEK KĘDZIERSKI