Czekoladki od pana Kapitułki

206bKto pamięta jeszcze czasy handlu łóżkowego? Dwadzieścia parę lat temu w Łodzi na Widzewie działalność handlową „od łóżka polowego” zaczynał pan Wiesław Kapitułka. Na ryneczku przy stadionie Widzewa najpierw ustawił łóżko polowe, a po jakimś czasie także „szczęki” i namiot. Pod tym namiotem ze „szczękami” prowadził sprzedaż cukierków, czekolad i herbatników. Niestety, wiele wskazuje na to, że za sprawą polityki władz Miasta Łodzi pan Kapitułka może swoją działalność wkrótce zakończyć.

Dorabiamy się
Pan Wiesław Kapitułka prowadząc handel łakociami dorobił się na tyle, że po kilku latach z łóżka polowego i spod namiotu przeprowadził się do lokalu sklepowego na rogu ul. Niciarnianej i Józefa. Nowy lokal, nowe możliwości. Pan Kapitułka rozszerzył asortyment i odtąd prowadził sklep spożywczy oferujący m.in. tradycyjnego wypieku chleb „wiejski” oraz ciasta „domowego wyrobu”. Rodzinny interes handlowy „kręcił się” w tym nowym wydaniu przez 20 lat. Dzięki wysokiej jakości oferowanych produktów „sklep Kapitułków” zyskał uznanie mieszkańców Widzewa. Pan Wiesław Kapitułka jest jednocześnie symbolem dorabiania się dzięki rodzinnej działalności handlowej zapoczątkowanej na łóżku polowym, później prowadzonej pod namiotem ze „szczekami”. Jest widomym znakiem, że zaczynając 20 lat temu do czegoś jednak można było dojść, czegoś się dorobić. Czy naprawdę?

Niestety, nie jest tak dobrze
Wszystko byłoby w porządku, gdyby budynek, który pan Kapitułka kupił postawiony był na gruncie stanowiącym własność prywatną albo oddanym w użytkowanie wieczyste. Niestety, jest to budynek znajdujący się na gruncie miejskim, oddanym posiadaczowi budynku w dzierżawę. Budynek ten pan Kapitułka kupił, nie spodziewając się najgorszego. Wszystko było dobrze aż do czasu, kiedy zaczęło być źle. Źle zaczęło być już wtedy, kiedy pojawiły się plany przebudowy przyległych jezdni tak, by do nowowybudowanego w przyszłości stadionu Widzewa był dogodny dojazd. Biegnąca wzdłuż nasypu kolejowego, wąziutką, o trylinkowej nawierzchni uliczkę Józefa postanowiono przebudować do rozmiaru szerokiej jezdni, a z ul. Niciarnianej odchodzić miałyby do niej szerokie pasma do prawoskrętów. Na budowę jednego z tych prawoskrętów przeznaczony miałby być grunt, na którym znajduje się sklep pana Kapitułki i budynek cukierni. Od kilku już lat władze miasta mówią lokalnym przedsiębiorcom, zajmującym te budynki po prostu „fora ze dwora” nie oferując im w zamian żadnego lokalu zamiennego.

Plany się zmieniły
Soczewka wodna, którą rzekomo wykryto pod powierzchnią przejazdu kolejowego na ul. Niciarnianej, albo też brak funduszy na przeprowadzenie tunelu kolejowego kilometr dalej tak, by kończył się nie przy ul. Konstytucyjnej, ale Widzewskiej, wymusiły zmianę koncepcji przebudowy skrzyżowania. Zamiast tunelu kolejowego ma postać tunel drogowy, któremu rzekoma soczewka wodna nie będzie przeszkodą. Ulica Józefa ma być zaślepiona i niedostępna dla ruchu samochodowego, a ponad jezdnią ul. Niciarnianej, umieszczoną w tunelu ma zostać przeprowadzona kładka dla pieszych. Na wizualizacjach widać dokładnie, że przeprowadzenie tej kładki i wybudowanie tunelu w żaden sposób nie koliduje z budynkami, w których znajdują się sklep spożywczy oraz cukiernia. Nie wiadomo, z jakiego powodu posiadaczom tych budynków nakazano ich opuszczenie.

Inni też nie mają lekko
Kto rozejrzy się po Widzewie, tj. jego rdzennej, historycznej części, ten stwierdzi, że nie ma tam klimatu dla prowadzenia działalności handlowej. Przy al. Piłsudskiego zaraz przy ul. Niciarnianej wybudowany dla zaspokojenia potrzeb mieszkańców osiedla pawilon handlowy o powierzchni kilkuset metrów kw., w którym handlowcy płacili czynsz w umiarkowanej wysokości, wkrótce zniknie z powierzchni ziemi. Zamiast niego władze miasta zaplanowały wybudowanie parkingu dla potrzeb widzewskiego stadionu. Delikatesy, księgarnia, sklep z pamiątkami i inne placówki handlowe już się z niego wyprowadzają, by dać miejsce na parking samochodowy. Ba, nawet dla budki „Ruchu” przy tym pawilonie nie ma już miejsca. Szczególnie dotkliwe jest usunięcie się z tej części Widzewa księgarni. Budynek, w którym kiedyś znajdowała się księgarnia o bardzo ładnej nazwie „Widzewianka” przekazano na przychodnię lekarską, tak jakby w budynku zajmowanym przez ZOZ Widzew nie było dla nich miejsca. Skutkiem tego księgarnia „przeprowadziła się” do pawilonu po drugiej stronie al. Piłsudskiego. Teraz powróci na południową stronę alei, ale do położonego kilkaset metrów dalej budynku pofabrycznego na terenie po Widzewskiej Manufakturze. A przecież nie jest to hurtownia tkanin, do której podjeżdża klient zmotoryzowany, ale placówka handlowa dla okolicznej ludności. Na pytanie, dlaczego panie z księgarni nie zdecydowały się na lokal „od dewelopera” w nowym budynku przy ul. Niciarnianej 9 usłyszałem odpowiedź, że stawki czynszu są tak wysokie, że prowadzenie tam księgarni byłoby nieopłacalne. Opuszczając miejski lokal użytkowy, od władz miasta nie otrzymały rzecz jasna żadnej oferty zamiennej.

Szkoda Starego Widzewa
Stary Widzew, czyli, historyczna, rdzenna część tej dzielnicy nie cieszy się najwidoczniej u władz miasta przychylnością. Kiedyś działało tu kino, funkcjonowała biblioteka publiczna, mieszkańcy mieli w pobliżu pocztę, a w licznych sklepach mogli kupić wszystko bez konieczności dojazdu do centrum. Dziś po tych instytucjach nie ma ani śladu. Nawet XXIII Liceum Ogólnokształcące im. Ks. Tischnera przy al. Piłsudskiego władze miasta planowały zlikwidować. Na pytanie, co mogłoby się w budynkach po dawnym zespole szkół ekonomicznych znajdować, nie uzyskałem odpowiedzi. Basen kąpielowy „Anilana” już chyba z 10 lat „stoi w remoncie”, a park 3 Maja jest chyba najgorzej traktowany ze wszystkich, o czym świadczy stan jego alejek na przedwiośniu. Osiedle to stopniowo staje się zdehumanizowaną pustynią. Nie ma na nim warunków do prowadzenia drobnej działalności gospodarczej, a i warunki życia mieszkańców tego skupiska bloków pogarszają się, na co wpływa chociażby uczynienie z cichej, spokojnej ulicy Niciarnianej arterii komunikacyjnej łączącej Widzew Wschód ze Śródmieściem i Bałutami.

JACEK KĘDZIERSKI