Czego Ukraińcy zazdroszczą Polakom?

206bZasadą naszej codzienności stało się kłamstwo sączące się z mediów na niespotykaną dotąd skalę. My, którzy pamiętamy kłamstwa propagandy komunistycznej, wspominamy też domowe twierdze, w których rodzice uczyli swoje dzieci, jak wygląda prawda. Obecnie szum informacyjny, przeciążenie naszych umysłów miliardami padających słów bez pokrycia, oswaja nas z nierzeczywistością, z zakłamaniem i odwracaniem znaczenia niemal każdego zjawiska i każdego zdarzenia. Stajemy się otępiali, nie protestujemy wobec bluźnierstw, kłamstw i planowej indoktrynacji. Celem jest, aby doprowadzić nas do stanu w którym zjawiska oceniać będziemy po ich wyglądzie, a nie po zawartości i spodziewanych skutkach.

Pozornie wokół nas zrobiło się nowocześnie i przyjemnie, ten stan trzyma nas do dnia płacenia rachunków i rat. Zaraz potem przypomina o sobie rzeczywistość. A stan naszych umysłów i warunki w których żyjemy dość wyraźnie opisują dane dotyczące samobójstw. Wraz ze wzrostem bezrobocia w Polsce, w grupie osób powyżej 55 lat, w zastraszającym tempie rośnie liczba osób odbierających sobie życie z powodów ekonomicznych. W 2002 r. w grupie tej targnęło się na życie 681 osób, a w 2014 r. było ich aż 1300. Bezrobocie wynikające z katastrofy ekonomiczno-gospodarczej, którą zafundowała nam „solidarna gospodarka unijna”, stało się plagą i rzeczywistym miernikiem tego, czy w Polsce się polepszyło. Dane te jednak są starannie skrywane, bo polski rząd potrzebuje kupić broń za 300 mld euro i musi brać udział w różnych kosztownych awanturach, które Polakom przynoszą frustracje, a generałom i politykom partii wojennych okazje do kolejnych wywiadów.

Czasem przychodzi do łowy pytanie: dlaczego Ukraińcy tak nam zazdroszczą naszych „sukcesów”? Czy nie widzą, jak uciekamy z Polski w poszukiwaniu pracy, życiowych szans na utrzymanie rodziny i bezpieczeństwa socjalnego?

Wojna domowa na Ukrainie trwa od ponad roku zbierając krwawe żniwo. Szacuje się, że do tej pory poległo tam około 55 tys. ludzi, a setki tysięcy w popłochu opuszcza Ukrainę. Internetowe dane pochodzące z Ukrainy opisują w liczbach cenę ukraińskiej rewolucji. Podają, że do Rosji uciekło ok. miliona obywateli Ukrainy! Kolejne 2 miliony wyjechało w poszukiwaniu pracy – najczęściej do Rosji i Polski. Wielu poborowych chroni się na różne sposoby przed łapanką do wojska. Na przykład w miejscowości Kolczyno w obwodzie zakarpackim, ze 105 powołanych do wojska, udało się dostarczyć wezwania zaledwie 3 osobom. W wyjaśnieniu urzędnika znalazła się informacja: 9 osób nie mieszka pod adresem rejestracji, a 93 mężczyzn w styczniu wyjechało na sezonowe prace w rolnictwie. W ciągu ostatnich 30 dni granicę państwa w obwodzie czernichowskim przekroczyło 17 proc. z ogólnej liczby poborowych obwodu!

Chaos w gospodarce i odcięcie Ukrainy od tradycyjnej wymiany handlowej z Rosją spowodowało zastój w produkcji i zamknięcie wielu zakładów pracy. Pracownicy dostają wypłaty w kopertach. Mało kto płaci podatki. Przy pozornym spokoju, panuje powszechny chaos, bo katastrofa ekonomiczna dotknęła nie tylko obwód doniecki i ługański. Najbardziej ucierpiał przemysł ciężki – produkcja silników, stali, broni. Aż 70 procent produkowanej na Ukrainie broni trafiało kiedyś do Rosji. W zeszłym roku embargo zamknęło Ukrainie dotychczasowy rynek zbytu. Otwarcie europejskiego rynku w ramach umowy stowarzyszeniowej z UE nie pokrywa jednak strat w ukraińskim eksporcie. Nie ma też co liczyć na zachodnich inwestorów na Ukrainie. Nie przybędą, dopóki Ukraina nie zreformuje swojej administracji i nie ukróci korupcji; na co się raczej nie zanosi.

Dane za 2014 r. są dramatyczne. Poziom życia na Ukrainie drastycznie się pogorszył. Ceny wzrosły średnio o 24,9 proc., w tym chleb podrożał o 50 proc., cukier o 36,6, owoce o 40,1 proc. Usługi komunalne i medyczne wzrosły o 34,3 proc., a usługi transportowe o 20 proc. Cena benzyny stała się tak wyśrubowana, że w niektórych miastach przestała działać komunikacja. Na Ukrainie bowiem dominują prywatni właściciele busów, którym coraz trudniej jest pokrywać koszty paliwa, aby opłacało się prowadzić usługi transportowe. W ostatnim czasie, mieszkańcy wpadli w panikę. Zaczęli masowo wykupywać towary w sklepach i wycofywać swoje depozyty z banków. Jak sprzed lat, do krajobrazu miast powróciły długie kolejki. W 2014 r. depozyty bankowe zmalały o jedną trzecią. Ukraińska waluta straciła w minionym roku 48 proc. wartości – najwięcej ze wszystkich znaczących walut świata. W rezultacie dochód narodowy na mieszkańca, przy uwzględnieniu mocy nabywczej waluty narodowej, spadł do 8,6 tysiąca dolarów i zbliżył się do tego, który jest notowany w afrykańskim Kongu.

Tak więc po roku rewolucji ukraińska gospodarka stanęła na granicy bankructwa. Ciężko uwierzyć, że zachodnie pieniądze wyrwą Ukrainę z tego stanu. Polakom też wiele obiecywano. Ukraińcy zapewne tak, jak i my, otrzymają w swoich mediach propagandową papkę. Póki co, w 2015 r., będą musieli jeszcze bardziej zacisnąć pasa, bo Międzynarodowy Fundusz Walutowy, gdy daje, to wymaga. Wypłatę obiecanych kredytów – kilkunastu miliardów dolarów, uzależnił od wdrożenia radykalnych reform. Priorytetem banków jest przede wszystkim zabezpieczenie spłaty długu; i nie jest ich troską, jakim kosztem to się dokona. Takie są bezwzględne prawa światowej finansjery. Pod ich pręgierzem ugina się nie jedno państwo; choć tylko Grecja buntuje się hałaśliwie. Pod naciskiem MFW, w marcu Ukraina przegłosowała w parlamencie ustawy zwane „pakietem MFW”, które dotkną najbiedniejszych. Rząd planuje zaoszczędzić 2 mld hrywien poprzez ograniczenie wydatków socjalnych państwa i podniesienie wieku emerytalnego. Dodatkowe pieniądze rząd chce uzyskać z podniesienia cen mediów. Cena gazu wzrośnie średnio o 280 proc., a opłaty za ogrzewanie wzrosną o 72 proc.

Nowa ekipa, która rządzi dzisiaj Ukrainą odrzuciła współpracę z Rosją i wybrała Europę. Wygląda na to, że Ukraina nie ma już odwrotu. Ciekawe, jak poradzi sobie, gdy trzeba będzie dostosować normy życia społecznego i całe prawo do standardów europejskich? Jakoś trudno uwierzyć, że ustawy antykorupcyjne i lustracyjne zmienią wieloletnie nawyki i uwolnią Ukrainę od rządów oligarchów i wszechobecnego łapówkarstwa urzędników. A może chodzi tylko o drenaż gospodarki i przejęcie czego się da, a nade wszystko kontroli nad wielkimi zasobami bogactw naturalnych?

Jest jeszcze jeden sprawa, która różni Ukrainę od Polski. Polska waleczność została złamana w stanie wojennym i dobita reformami Okrągłego Stołu. Nie mamy sił demonstrować nawet w najważniejszych dla nas sprawach. Ale ukraińska demokracja wypalała się na Majdanie wśród czarnych dymów płonących opon i łopocących czarno-czerwonych flag odradzającego się banderowskiego szowinizmu. Jeśli „reformy” doprowadzą ukraińską gospodarkę do stanu znanego nam – Ukraińcy sięgną po ukrywaną masowo broń i znów wytoczą na Majdan opony. Każdy następny protest będzie jeszcze bardziej krwawy.

Póki co, nikt nie słucha ukraińskiej ulicy, której już nie podobają się zmiany, jakich doświadcza. Na tej ulicy słychać cierpkie słowa w stylu: „oligarchowie dalej są u władzy”, „oligarchowie stworzyli swoje bataliony”, „od roku żyjemy w państwie, którego nie ma”. Na szczęście niektórzy ratują się poczuciem humoru. Dowcipnisie założyli nawet na Facebooku specjalną stronę, w której wymieniają się dowcipami o biedzie. W ramach „programu dla biedaczyn” można wziąć udział w warsztatach pędzenia bimbru, w wycieczkach po secondhandach, żebraniu w językach obcych, w łapaniu i jedzeniu gołębi. W ten sposób Ukraińcy oswajają się z biedą.

WŁADYSŁAW ROMIN