Czas wystawiania rachunków (Aspekt Polski nr 208)

Pierwsza tura wyborów prezydenckich 2015 pokazała, że w ćwierć wieku od „przełomu Okrągłego Stołu”, nadciąga nad Polskę gradowa chmura niezadowolenia społecznego. Nastroje społeczne spowodowały, że wybory te cieszyły się najniższą frekwencją z wszystkich dotychczasowych. Do drugiej tury przeszli kandydaci przewidywani w przedwyborczych spekulacjach, ale w gruzy obróciło się kilka mitów politycznych narosłych w ostatnich latach.

Jedyny faworyt, urzędujący wciąż prezydent Bronisław Komorowski, mimo zawyżanych sondaży, pokazujących niejednokrotnie zdolność do wygrania wyborów w pierwszej turze – przegrał z młodszym o 20 lat Andrzejem Dudą. Można powiedzieć, że sondaże zniszczyły Bronisława Komorowskiego.

Zwycięzcą tych wyborów jest jednak piosenkarz Paweł Kukiz. Kontrowersyjny i wielu wyborcom zupełnie nieznany showman osiągnął ponad 20 proc. poparcia i zajął trzecie miejsce w ogólnej stawce. W kampanii wygłaszał tylko jeden krótki postulat: wprowadzić w Polsce jednomandatowe okręgi wyborcze! Do hasła, którego sens rozumieli tylko nieliczni z wyborców i wątpliwe, żeby Paweł Kukiz miał świadomość skutków takiego systemu w Polsce, kandydat dorzucał, żeby zniszczyć system i oderwać złodziei od koryta. Nie był pierwszym politykiem, który wzywał do takiej polityki, ale pierwszym, którego posłuchali wyborcy.

Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich ujawniają skalę sprzeciwu społecznego wobec drogi, którą prowadzona jest Polska. Symbolem tego sprzeciwu jest Paweł Kukiz. Zdetronizował on Janusza Korwin-Mikkego, który do tej pory pełnił rolę kontestatora. Poza PO i PiS, czyli partiami, które zbudowały system wyborczy i finansowania partii, uniemożliwiający przedostanie się kogokolwiek do strefy rządzącej, rośnie olbrzymia grupa – szczególnie młodych ludzi – odrzucających ten porządek, sprzeciwiających się degeneracji każdej władzy. Wiele wskazuje na to, że bezpośrednią ofiarą tego buntu będzie Bronisław Komorowski i każdy, kto zechce kontynuować politykę PO-PSL.

Wybory pokazały, że z politycznej sceny zniesione będą SLD, PSL i „Twój Ruch” [Palikota]. Partie te pokazały całkowite niezrozumienie swoich wyborców i wystawiły kandydatów odpowiednich do czasów, które właśnie opuściliśmy. Magdalena Ogórek z 2,38 proc. głosów, Adam Jarubas z 1,6 proc. i Janusz Palikot zajęli w wyborach kolejno: piąte i szóste miejsce. Za nimi byli już kandydaci, którzy nie przekraczali jednego procenta poparcia: Grzegorz Braun – 0,83 proc., Marian Kowalski (Ruch Narodowy) – 0,52 proc., Jacek Wilk (Kongres Nowej Prawicy) – 0,46 proc., Paweł Tanajno (Demokracja Bezpośrednia) – 0,2 procenta.

Ale emocje nie ustają. Druga tura wyborów będzie w niedzielę, 24 maja. Wcześniej – obowiązkowe dwa tygodnie kampanii wyborczej. Wygląda na to, że będzie to kampania, którą obaj kandydaci zapamiętają na długo. Aktorem pierwszoplanowym tej potyczki jest absolutnie Bronisław Komorowski. I to wcale nie z powodu windowania swojej kandydatury „nad poziomy”, ale dlatego, że uśpiony dotąd prezydent postanowił wreszcie wyjść do ludzi. Tylko że efekt okazał się odwrotny do zamierzonego. Oszukiwany przez własny sztab wyborczy i usypiany wysokimi sondażami Komorowski zderzył się boleśnie z rzeczywistością i stał się bohaterem niezliczonych gaf, pomyłek i komicznych sytuacji publikowanych w dyspozycyjnych dotąd mediach i w internecie. Zupełnym przeciwstawieniem jest kampania Andrzeja Dudy. Wynik pierwszej tury pokazał, że mimo, iż jest „zastępcą szefa PiS” w tych wyborach, może osiągnąć sukces, jakiego nikt się nie spodziewał. Mimo, iż jego partia identyfikowana jest z szeregiem konfliktów społecznych, Andrzejowi Dudzie udaje się omijać rafy, a klarowność wypowiedzi będących zapowiedziami ulg socjalnych i przywróceniem wieku emerytalnego w szczególności, powstrzymaniem degeneracji szkoły i obroną wartości chrześcijańskich – przynosi wyraźny efekt.

Jednak to postawa ustępującego prezydenta narzuca tempo kampanii wyborczej. A nie ma się z czego cieszyć, bo sprawą, która może przeważyć jest reakcja Bronisława Komorowskiego tuż po pierwszej turze. Wtedy to, znając oszałamiający rezultat Pawła Kukiza, ogłosił, że występuje z inicjatywą ogólnopolskiego referendum nt. wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii politycznych i o to, czy …podatnik chce, aby spory rozstrzygane były na rzecz podatnika, ujawniając w ten sposób kompromitującą niewiedzę, że przepis o tym wchodził w życie tydzień po ogłoszeniu inicjatywy referendalnej.

Prezydent mojego państwa nie może wystawiać na szwank autorytetu Rzeczypospolitej dla procentów w sondażach i w wyborach. Ogłoszenie referendum na wrzesień i wywołanie reakcji senatu akceptującego takie nieodpowiedzialne kroki tylko po to, aby sprawić wrażenie, że prezydent jest lepszy niż jest – kompromituje całą klasą polityczną rządzącą Polską! To niedopuszczalne i z gruntu szkodliwe dla Polski. Prezydent, jeśli miał poczucie ważności spraw, dla których inicjuje zadymę konstytucyjną – powinien zrobić to w trakcie swojej kadencji. Teraz jest to tylko próba przejęcia elektoratu Pawła Kukiza. Osobiście wątpię, żeby Bronisławowi Komorowskiemu udał się ten zabieg. Zresztą, ci, którzy poparli Kukiza nie głosowali przecież na JOW-y! Prawdopodobnie większość z nich nawet nie wie, jaka jest różnica między obecnym systemem wyborczym, a tym proponowanym przez Kukiza. To w większości młodzi ludzie. I głosowali na Kukiza, bo są wściekli, że politycy nie dostrzegają ich problemów. Wyniki pierwszej tury pokazują, że Kukiza wybrała młoda emigracja, że w Londynie i innych stolicach państw UE Kukiz wygrałby w pierwszej turze! Tylko dlatego, że obiecał rozbić ten system, który ich zmusił do emigracji!

A zatem, wszystko przed nami. Co prawda wybory drugich tur z reguły angażują mniejsze zainteresowanie wyborców, to jednak wyższa temperatura dyskusji politycznych w ostatnich dniach napawa optymizmem, że nie będzie tak źle. Ci, którzy pójdą na drugą turę, skreślając krzyżyk na karcie do głosowania, pomyślą zapewne o stanie państwa, o jakości własnego życia i o marce kandydatów. Ale zabierzmy z sobą na wybory pamięć o ratyfikowanej ostatnio konwencji antyprzemocowej i pamięć o dzieciach zabijanych w in vitro, o nieustającej promocji dewiacji seksualnych, o bluźnierstwach wobec Boga, deprawacji dzieci, niszczeniu systemu edukacyjnego, o wydłużonym do 67. roku życia wieku emerytalnym, o Polsce starych ludzi, których dzieci wyjechały zagranicę, o Polsce upokarzająco niskich emerytur, o czekaniu na wizytę u lekarza przez pół roku, o Polsce wyprzedanego majątku narodowego. Podziękujmy za afery zamiatane pod dywan, za złote zegarki, butę i arogancję władzy, za „Polskę na niby”, za „Sowę i Przyjaciół”, za gigantyczne bezrobocie, za znoszone w milczeniu obelgi wobec Polski i Polaków, za lokajstwo wobec obcych salonów, za Petro Poroszenkę, Jaceniuka i popieranie banderowców na Ukrainie, za fałszowane sondaże, za TVN, Monikę Olejnik i za Stefana Niesiołowskiego, za beznadzieję i tłumione łzy. Podziękujmy za to wszystko serdecznie.

Mirosław Orzechowski