Była wzorem Polki, żony, matki i babci

Żegnamy ś.p. mgr Zofię Gerstenkornową i oddajemy Jej należny hołd!

Urodziła się w niespokojnym czasie okresu zamachu 1926 r. 13 maja w Łodzi w
rodzinie nauczycielskiej. Ojciec Bronisław Szwalm był znanym i cenionym
kierownikiem Szkoły Powszechnej, a matka Halina była nauczycielką, bardzo oddaną dzieciom. Oboje rodzice byli wspaniałym małżeństwem i stanowili piękną polską, katolicką rodzinę. Zofia miała o rok młodszego brata Kazimierza. Przedwojenne lata dziecięce oceniała zawsze jako niezwykle szczęśliwe. W tym czasie ukończyła 6-klasową szkołę podstawową i zaczęła edukację w prywatnym gimnazjum Czapczyńskiej przy ulicy Narutowicza 58. Wojna i wejście Niemców do Łodzi zmieniły wszystko.

Rodzina Szwalmów musiała opuścić dopiero kilka lat wcześniej zbudowany
niewielki dom przy ulicy Inżynierskiej 8, uciekając przed represjami wroga do tzw.
Generalnej Guberni w mroźną noc styczniową Trzech Króli na wieś Wągry w pobliżu Koluszek, a później do wsi Michałów k. Skierniewic, żyjąc w nieopisanie trudnych warunkach bytowania. Mimo tego, ogromnego serca rodzice Zofii zadbali, by mogła ona (i jej brat Kazik) korzystać z tajnego nauczania. Dzięki temu, zaraz po opuszczeniu Łodzi przez okupantów niemieckich, mogła kontynuować swą edukację. W 1946 r. zdała maturę w Liceum Piłsudskiego przy ul. Sienkiewicza i wstąpiła na Wydział Matematyczno-Przyrodniczy Uniwersytetu Łódzkiego, aby tu w 1952 r. ukończyć studia biologiczne ze stopniem magistra i specjalnością w mikrobiologii z wynikiem bardzo dobrym. Pracę dyplomową wykonywała pod kierunkiem prof. B. Zabłockiego. Objęła zaoferowane jej zaraz stanowisko asystenta w katedrze mikrobiologii u prof. Moychy, lecz po wyjściu za mąż w 1953 r. za absolwenta filozofii i matematyki Tadeusza, wówczas asystenta w Politechnice Łódzkiej i urodzeniu syna Andrzeja w 1955 r. zrezygnowała w 1956 r. z pracy naukowej, aby poświęcić się rodzinie i wychowaniu syna, a później dwóch córek.

Po kilku latach przerwy w pracy zawodowej powróciła jednak w 1963 r. do
pracy dydaktyczno-pedagogicznej w ówczesnym Technikum Przemysłu Spożywczego Nr 1 przy ul. Praussa 4 w Łodzi jako nauczycielka biologii i mikrobiologii, tworząc wspaniałą pracownię mikrobiologiczną i uzyskując w 1972 r. za wybitne osiągnięcia w pracy zawodowej tytuł profesora szkół średnich, ale co
najważniejsze, ogromną miłość swoich uczniów i wychowanków, czego świadectwem były liczne spotkania z nimi inicjowane przez nich nawet po trzydziestu kilku latach. W Zespole Szkół Przemysłu Spożywczego przepracowała dwadzieścia kilka lat, ciesząc się wielkim uznaniem władz szkolnych, sympatią kolegów i koleżanek oraz całego otoczenia. Nie zadowalała się tylko pracą dydaktyczną. W szkole zorganizowała świetnie działające młodzieżowe koła Polskiego Czerwonego Krzyża, a sama poświęcała bardzo dużo czasu i serca tej organizacji wchodząc nawet do Zarządu Głównego w Warszawie i uzyskując bardzo wysokie odznaczenia za pracę społeczną, m.in. Srebrny Krzyż Zasługi (1972), Złotą Odznakę ZNP (1973), Honorową Odznakę Miasta Łodzi (1975), Nagrodę Drugiego Stopnia Ministra Oświaty i Wychowania za osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej (1977), Krzyż II stopnia PCK oraz Odznakę 50-lecia PCK, Odznakę Honorową PCK III i IV stopnia. Koledzy wybrali ją na prezesa szkolnego ogniska Związku Nauczycielstwa Polskiego (jedynej wówczas
zawodowej organizacji nauczycielskiej), którym kierowała aż do burzliwych lat
osiemdziesiątych.

Po przejściu na emeryturę w 1986 r. poświęciła się całkowicie rodzinie.
Miała przecież troje dzieci: syna Andrzeja – lekarza, wykładowcę Akademii
Medycznej (dziś Uniwersytetu Medycznego), córkę Joannę – matematyka, pracownika naukowo-dydaktycznego Uniwersytetu Łódzkiego, a później Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku oraz niepełnosprawną córkę Marię, której oddawała swe matczyne serce.

Całe Jej długie życie było służbą trzem największym wartościom: Bogu,
Ojczyźnie i Rodzinie. Kierując się wiarą, tymi wartościami oraz głębokimi
przemyśleniami, gdy siły Jej na to jeszcze pozwalały pisała i publikowała swe
rozważania w artykułach zamieszczanych głównie w prasie katolickiej, jak:
„Niedziela”, „Aspekt Polski”, „Słoneczna Skała”, „Nad Odrą”, „Nowy Przegląd
Wszechpolski”, „Zeszyty Maryjne”, „Apostolstwo Chorych”, „Ojciec Pio w Osowej”,
„Dzień Pański” – Biuletyn Liturgiczny, parafialne łódzkie „Łukaszowe Sprawy”, ale
także w pismach: „Marzenia i Fakty”, „Pacjent – Nasze Sprawy”, Biuletyn PTTK w
Łodzi, „Wędrownik” – Kwartalnik Krajoznawczy PTTK. Łącznie opublikowała 63
artykuły oraz wygłosiła przemówienia na okolicznościowych spotkaniach ze swymi wychowankami.

W trudach pracy zawodowej, społecznej i domowej kierowała się wskazaniami św.
Pawła wyrażonymi przez niego w Liście do Rzymian, rozdz. 14, wersety 7 o 8:
Albowiem nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie. Bo jeśli
żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy, przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy.

Miała ogromne zrozumienie dla potrzeb i działalności charytatywnych
organizacji kościelnych, które przez lata wspierała ze swej skromnej
nauczycielskiej emerytury. Była osobą bardzo wierzącą i religijną. Codziennie
kilka razy modliła się na różańcu za wszystkich potrzebujących wsparcia z Nieba.
Znane sobie osoby zmarłe polecała Bogu w mszach świętych wieczystych u księży
pallotynów. Była wierną słuchaczką Radia Maryja i telewizji Trwam.
Trud życia sprawił, że organizm Jej powoli się wyczerpywał. Dzięki jednak
ofiarnej trosce syna lekarza Andrzeja była podtrzymywana przy życiu i cały czas
była duszą i sercem rodziny. Trwała na posterunku, kierując życiem i pracą domu.
Stale dopytywała się o życie swych wnuków i modliła się, aby były one ludźmi
szlachetnymi i dobrego serca.

Cześć Jej za jej życie, osiągnięcia, ofiarę i boleść choroby. Niech
pozostanie na zawsze w naszej pamięci jako osoba bardzo pogodna, niezwykłej
prawości, dobroci, szlachetności i nieskazitelnej moralności oraz rzadko
spotykanego rozumu o dużym doświadczeniu życiowym. Niech będzie wzorem dla przyszłych pokoleń kobiet polskich jako żon i matek. Niech Jej postawa życiowa służy podupadającym na duchu, szukającym szczęścia tylko w złudnych dobrach tego świata.

Przy niej i przy jej ofiarnej pomocy i zrozumieniu mogłem zajmować się
pracą naukową w dziedzinie matematyki, wyjeżdżać nawet na kilka miesięcy za
granicę (na co się zgadzała), aby tam przedstawiać uzyskane w kraju wyniki
naukowe, a także zajmować się publicystyką, dla której nieraz poddawała mi pomysły tematów. Jeśli Pan Bóg pozwoli mi jeszcze coś zdziałać i dobrego zrobić, to z myślą o Niej i dla Niej, bowiem była wzorem kobiety Polki, żony, matki i babci. Proszę o modlitwę za nią, kiedy to tylko możliwe, ale zwłaszcza w czasie Mszy świętej.

Dziękuję wszystkim, ks. Robertowi Kaczmarkowi, opiekującemu się Nią od
strony duchowej, ks. Mariuszowi Kuligowskiemu, prowadzącemu pogrzeb wraz z ks. Henrykiem Betlejem, proboszczem parafii św. Łukasza Ewangelisty, księdzu
celebransowi za odprawienie Mszy świętej żałobnej, ks. prałatowi Ireneuszowi
Kuleszy i wszystkim księżom z archikatedry za wsparcie duchowe, które jest nam
teraz bardzo potrzebne, ks. proboszczowi Andrzejowi Sowińskiemu z Mierzeszyna pod Gdańskiem, ks. dr. Henrykowi Nowikowi, redaktorowi czasopisma „Nad Odrą”, O. Jerzemu Jagodzińskiemu, werbiście z Rosji za modlitwy w intencji Zmarłej. Dziękuję swej córce Joannie i wnukowi Łukaszowi za pomoc i wsparcie, zwłaszcza w tych dniach, wszystkim drogim memu sercu członkom rodziny bliższej i dalszej, byłym zacnym uczniom i kolegom, a przede wszystkim nieocenionemu synowi Andrzejowi, doktorowi medycyny, który poświęcił swe życie osobiste i karierę zawodową, aby ją utrzymywać przy życiu i jak najdłużej ratować. Jednocześnie proszę, by idąc śladem czynów Zmarłej, kto może, wsparł swą modlitwą i groszem organizacje charytatywne niepełnosprawnych, zwłaszcza Downa i niewidomych.

Najdroższa Zosieńko! Przeżyliśmy we wspólnocie duchowej 87 lat, a we
wspólnocie małżeńskiej lat bez mała 62. Moje słowa są za słabe, by wyrazić utratę
Ciebie. Posłużę się więc słowami psalmu 143, werset 5: Wspominam dni dawne,
rozmyślam o wszystkich czynach Twoich, dzieła Twoich rąk rozpamiętuję. Odeszłaś do Pana 10 kwietnia 2015 r. w piątek.

Kończę refleksją poetycką pt. „W krzyżu” Danieli Bednarek, gdyż oddaje ona
uczucia mej żony, a teraz także moje.
Przybita bólem do krzyża cierpienia
z Twego moc czerpię zmartwychwstania,
ilekroć wzrok swój do ran Twych przybliżam
darzysz mnie życiem i mocą przetrwania.
I choćbym nie wiem jak często zdradzała
zawsze się z klęczek przed Tobą uniosę,
bo grzech mnie parzy i Golgoty skała,
więc cała płonę swego żalu stosem-
O Ty cierpliwy, przeze mnie cierpiący,
który się mieścisz w świętej łzie i w Chlebie,
przebaczający mi wciąż, kochający,
daruj mi wieczność u Twoich stóp w niebie.
Niech odpoczywa w pokoju z naszą nadzieją spotkania w lepszym świecie.

TADEUSZ GERSTENKORN