Bogusław Sułkowski, Kurtka

205mUrzędnik niższej kategorii z noweli Gogola oszczędzał spory kawał życia na uszycie płaszcza. Natomiast współcześnie pewien znajomy mi nauczyciel zakupił kurtkę zimową już za czwartą część pensji.

Kupił w Galerii Łódzkiej rzecz na miarę firmy, kurtka była droga, ale solidna, ekspres z przodu, kieszenie na ekspresy i dodatkowo na guziki, sześć kieszeni na wierzchu, sześć kieszeni od środka, grubo ocieplana, ze ściągaczami, ze stójką pod brodą, całość w ciemnym kolorze.

Wkrótce jednak obok oczywistych zalet odzienie poczęło ujawniać
dodatkowe cechy magiczne. Kiedy nasz nauczyciel odziany w kurtkę
wchodzi do autobusu, zawsze ktoś wyskakuje natychmiast, nim kierowca zatrzaśnie drzwi. Wyskoczył nawet pan z laską, bo zapomniał, że po siedemdziesiątce już nie trzeba biletu. Nauczyciel powoli nauczył się odróżniać pasażerów z biletem od pasażerów z żywą inteligencją w oczach. Matka z synami jechała z Teofilowa w wielkim skupieniu opierając się o kasownik, jednak w śródmieściu, tuż u celu podróży cała rodzina po niosła straty kasując bilety na polecenie czujnej matki. Kiedy nasz bohater stoi na przystanku przy krawężniku, to kobiety kierujące samochodem przekładają telefon z ręki prawej do lewej, kiedy jedzie taksówką, kierowca nie przekracza szybkości i wydaje kwitek.

Nauczyciel zaczął kombinować: coś ze mną jest nie tak. Wprawdzie nie szata zdobi człowieka, ale przyjrzał się raz jeszcze owej czarnej kurtce. Odzienie zakupione w Galerii Łódzkiej było być może z serii tzw. odrzutów resortowych, bo notorycznie zacinał się przedni suwak. Dla funkcjonariusza z pistoletem w kieszeni taka kurtka byłaby zabójcza. Jeśli ową kurtkę rano zaciągniesz suwakiem pod szyję, to klops, nie weźmiesz wieczornego prysznica, możesz umyć się tylko od pasa w dół.

Magia ocieplanej kurtki działała dalej, naszego bohatera nieoczekiwanie
przestali odwiedzać kolędnicy. Bezdomny zadomowiony w zsypie na
schodach przeprowadził się gdzieś indziej. Roztargniona pani w spożywczym  w ogóle przestała się mylić przy kasie. Uliczni przemytnicy papierosów (i czego by tam jeszcze), których mijał codziennie od dwudziestu lat, nagle zaczęli się chować za kioskiem. Raz nawet solidarnie z przemytnikami schował się znany mu dwuosobowy patrol straży miejskiej.

Nauczyciel jak to erudyta, pamiętał jak kończy się nowela z Gogolowskim urzędnikiem niższej kategorii. Kupił więc inną kurtkę, tandetną, całkiem jasną, marną i z dwiema tylko kieszeniami. Natomiast tamtą luksusową, ocieplaną, czarną kurtkę wywiózł na wieś, na działkę.
Kiedy teraz nasz działkowicz spaceruje po wsi magia kurtki nie znika:
sąsiad prawnik nie przerzuca mu już chwastów przez płot, lis z lasu
przestał wychodzić w nocy na żer i zdechł, a znajome sarny rzucają się na płot w panice.

Mówicie Państwo, że zmyślam? No, o tym lisie to rzeczywiście
nieprawda.